Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 maja 2017

"W cieniu" - Diane Chamberlain






Tytuł: W cieniu
Autor: Diane Chamberlain
Rok wydania: 
2016
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 400






Mara podczas narodzin dziecka dostaje wylewu, który powoduje nieodwracalne zmiany w jej mózgu. Jej przyjaciółka Joelle zwraca się o wsparcie do Liama - swojego kolegi z pracy a zarazem męża Mary. Ich przyjaźń powoli przeradza się w coś więcej, co wymyka się spod ich kontroli. Przepełnieni poczuciem winy Joelle i Liam oddalają się od siebie i zaczynają unikać. Tymczasem Joelle nie poddaje się i za wszelką cenę chce pomóc swojej przyjaciółce, posuwając się nawet do irracjonalnych rozwiązań. Jej poszukiwania doprowadzają ją do sławnej uzdrowicielki, która jak się okazuje przed laty uratowała życie samej Joelle. Czy będzie także w stanie pomóc Marze?

Nieraz słyszałam, że Diane Chamberlain to taka druga Jodi Picoult, więc skoro ta ostatnia jest moją ulubioną autorką, nie dziwne, że w końcu postanowiłam zapoznać się z twórczością tej drugiej. Pierwsze podobieństwo jakie rzuca się w oczy to oczywiście trudny, nieoczywisty los jaki spotyka bohaterów, gdzie ciężko znaleźć dobre rozwiązanie. Cokolwiek ktokolwiek by nie zrobił i tak któraś ze stron będzie pokrzywdzona i nie wyjdzie na tym dobrze.

Na przemian z rozterkami Joelle odnośnie uczuć do Liama i poczuciem winy wobec Mary a niepewnością wobec przyszłości mamy również od czynienia z historią Carlynn i jej bliźniaczki Lisbeth. Cofamy się do 1937 r., do czasów dzieciństwa sióstr, ich dorastania i dorosłych perypetii. Poznajemy historię wielkiego daru, którym została obdarzona Carlynn, by wreszcie przejść do czasów współczesnych i spotkania bliźniaczki z Joelle.

Muszę przyznać, że wątek bliźniaczek dużo bardziej mi się podobał. I o ile nie jestem za wplataniem do powieści elementów fantastycznych jak dar uzdrawiania Carlynn, tak same postaci z tamtych czasów, ich bohaterskie postawy, prawdziwe gentelmeństwo mężczyzn i siostrzana miłość ponad wszystko zdecydowanie bardziej zasługiwały na uznanie. I wątek ten zakończył się także bardzo ciekawym, nietypowym zaskoczeniem. Oczywiście nie zarzucam niczego Joelle, bo okazała się kobietą z wielkim sercem, stawiającą dobro innych ponad własne. Ale postawa Liama zdecydowanie działała mi na nerwy. Rozumiem, że znalazł się w niefortunnej sytuacji, w której nie ma za bardzo wyjścia. Ale mimo wszystko chowanie głowy w piasek i unikanie odpowiedzialności za swoje czyny, raczej nie zasługują na pochwałę.

Ponadto wątek Joelle i Liama był krótko mówiąc mocno rzewny i to w ujęciu negatywnym. A utrzymanie książki w ponurym, płaczliwym, bolesnym klimacie sytuacji bez wyjścia stawało się nieco nużące.

Książkę pomimo wszystko czytało się bardzo szybko i przyjemnie, a przeplatanie ze sobą dwóch odrębnych wątków zdecydowanie urozmaiciło akcję. Nie do końca odpowiadała mi fabuła, skupiająca się głównie na rozterkach miłosnych, których było za wiele. A odnośnie porównania do Picoult autorki w kreowaniu swojej twórczości rzeczywiście mają parę elementów stycznych, ale mimo wszystko to dwie odrębne pisarki i sama raczej nie porównałabym ich powieści ze sobą.

piątek, 17 lutego 2017

"Deszczowa noc" - Jodi Picoult






Tytuł: Deszczowa noc
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2009
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 536






Co byście zrobili dla ukochanej osoby? Człowiek zakochany odpowie, że wiele... ci mniej rozsądni dorzucą pewnie że wszystko. Można spróbować się zmienić na lepsze, można nauczyć się sztuki kompromisu, nawet jeśli coś nie idzie po naszej myśli. Można też przebaczyć zadane rany, bo przecież miłość wybaczy wszystko. Ale czy na życzenie ukochanej osoby potrafilibyście ją zabić?

Jamie musiał stanąć przed takim wyborem i na wyraźną prośbę swojej żony nieuleczalnie chorej na raka, pewnego dnia docisnął poduszkę do jej twarzy i sprawił, że już nigdy nie otworzyła oczu... To oczywiście przyniosło dalsze konsekwencje, bo przecież pozbawienie życia z jakichkolwiek miłosiernych pobudek by nie było z punktu widzenia prawa zawsze będzie zabójstwem sądzonym przez wymiar sprawiedliwości.

"Deszczowa noc" to książka osnuta dozą melancholii i bólu po stracie bliskiej osoby. Stawiająca pytanie jak żyć po utracie cząstki siebie. Powieść przywołująca piękne wspomnienia z przeszłości, które nigdy nie będą już do odzwierciedlenia. Ale Jamie i jego nieposkromiona miłość do Maggie oraz dywagacje sądowe nad tym, czy mężczyzna faktycznie jest winny to nie jedyny motyw tej powieści.
W książce mamy również wątek Camerona - przystojnego szefa policji oraz Allie - oddanej mężowi florystki i ich nieoczywisty, trudny związek. Na horyzoncie pojawia się także Mia - nietuzinkowa, niezależna, trochę magiczna postać, która postawi życia Camerona pod znakiem zapytania.

"Ani razu nie zadała sobie pytania: Czym na to zasłużyłam? W głowie pulsowała jej całkiem odmienna myśl: Co on takiego zrobił, żeby zasłużyć na kogoś takiego jak ja?"

"Deszczowa noc" to książka w której nie ma łatwych pytań i jednoznacznych odpowiedzi. Powieść, w której nic nie jest czarne lub białe, a nad bohaterami rozpościera się cała paleta szarości. Jak to w książkach Picoult bywa życie nie jest ukazane niczym bajkowa sielanka, a miłość jako latające w brzuchu motyle. "Deszczowa noc" mówi o trudach życia, ciężkich do podjęcia decyzjach przynoszących cierpienie i sytuacjach, w których ktoś znajduje się na zakręcie.

Poznajemy każdego z bohaterów, wchodząc w ich umysły, zgłębiając ich myśli i uczucia. Książka zmusza także do refleksji nad tematem eutanazji i tego czy właściwie jest zabawianie się w Pana Boga i na własną rękę decydowanie o długości czyjegoś życia.

To kolejna poruszająca i emocjonująca książka Picoult, która na długo zapisze się w mojej pamięci. Coś dla fanów niebanalnych historii. Do przeczytania oczywiście zachęcam.

czwartek, 15 grudnia 2016

"Żona idealna" - Julia Llewellyn






Tytuł: Żona idealna
Autor: Julia Llewellyn
Rok wydania: 
2013
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 472





 
Młoda modelka Poppy poznaje 50-letniego sławnego prezentera telewizyjnego Luke'a, do którego natychmiast traci głowę i z którym zaczyna planować wspólną przyszłość. Niestety tego samego nie można powiedzieć o mężczyźnie, który traktuje Poppy wyłącznie jako formę rozrywki. Kiedy jednak dziewczyna zachodzi w ciążę, Luke'a napotyka niefortunna seria zdarzeń, w wyniku której, chcąc nie chcąc, zmuszony jest do porzucenia swojej starej rodziny na rzecz Poppy. Mimo wszelkich nadziei życie nowej pary jest dalekie od sielanki. Prezenter nieustannie wyjeżdża w podróże służbowe, a dziewczynie pozostaje jedynie zajmowanie się domem i opieka nad dzieckiem. W dodatku była żona Luke'a wypuszcza serię nieprzyjemnych artykułów skierowanych w stronę dziewczyny, a grono znajomych mężczyzny jest nieprzychylnie do niej nastawione. W końcu dziewczyna postanawia się zbuntować i pokazać, że jak to za młodych lat moja koleżanka zawsze mówiła: "tak nie będzie w tym kraju!".

Po samej okładce książki jak i jej opisie można się domyślić, że nie należy po niej oczekiwać niczego głębszego i jeśli podejdzie się do niej z takim nastawieniem, jak najbardziej można liczyć na udaną lekturę. Język jest łatwy w odbiorze, losy bohaterów ciekawe i wciągające, a sama fabuła utrzymana w humorystycznym tonie. Można się przy niej spokojnie zrelaksować i odpocząć od poważniejszych spraw na głowie.
Trzeba przyznać autorce, że przyzwoicie rozrysowała charaktery swoich bohaterów. Każdy z nich ma swój zestaw cech i żaden z nich nie jest taką przeciętną, szarą, nikłą postacią, chociaż z drugiej strony są to trochę takie modelowe (stereotypowe?) osoby.

Mamy postać Luke'a, której to z wydarzenia na wydarzenie coraz bardziej nie mogłam zdzierżyć. To taki typ nadętego, pyszałkowatego chłoptasia (mimo skończonej 50-tki), który myśli, że cały świat leży u jego stóp. Jego notoryczne zdrady, mimo życia w małżeństwach, pogrywanie sobie z najbliższymi i brak szacunku do nich sprawiały, że miałam ochotę mu coś zrobić i ciągle czekałam, aż noga mu się powinie, by w końcu przejrzał na oczy. Niestety w jego przypadku występowała zasada, że piękni i bogaci zawsze spadają na cztery łapy.

W przeciwieństwie do Luke'a postać Poppy wzbudzała moje szczere współczucie. To nie bogactwo przyciągnęło ją do prezentera a szczera miłość. Starała się ze wszystkich sił sprostać obowiązkom małżeńskim, oczekując od męża wyłącznie odrobiny zainteresowania, czego nawet nie mogła otrzymać. I chociaż jej naiwność, nieporadność i czasem wręcz głupota często sprawiały, że można było załamać nad nią ręce, trzeba jej przyznać, że była oddana mężowi i miała wobec niego szczere, dobre intencje, czego nie można powiedzieć o zakłamanym Luke'u.

"Żona idealna" to lekka i przyjemna lektura, którą miło przeczytać w taki jesienno-zimowy wieczór. Chociaż postaci są nieco stereotypowe, to o przygodach bohaterów czyta się z ciekawością, chcąc poznać, jak potoczą się ich dalsze losy. To nie lektura wysokich lotów, ale... kto powiedział, że każda z nich musi taką być?

czwartek, 19 maja 2016

"Pół życia" - Jodi Picoult







Tytuł: Pół życia
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2012
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 464





Luke to fascynata i badacz wilków, żyjący pełną parą, zgodnie z naturą. Wszystko zmienia się, gdy ulega poważnemu wypadkowi, w wyniku którego traci świadomość. Podtrzymywanemu wyłącznie przez respirator, lekarze nie dają żadnych szans na poprawę. Aby podjąć decyzję w sprawie dalszych losów Luke'a, z Tajlandii przyjeżdża jego syn Edward, który po wielkiej awanturze przez 6 ostatnich lat nie zamienił z ojcem ani słowa. Nie widząc nadziei, postanawia odciąć rodzica od respiratora. Tymczasem z tą decyzją zupełnie nie zgadza się jego siostra, 17-letnia Cara, która za wszelką cenę chce zatrzymać ojca przy życiu. Kto ostatecznie postawi na swoim? Dlaczego w ogóle doszło do wypadku? I co tak ważnego poruszyło Edwarda z ojcem przed laty? O tym wszystkim dowiecie się z książki "Pół życia".

Jak zawsze w swoich powieściach Picoult stawia nas przed trudnym problemem, na który nie ma odpowiedniego rozwiązania. Tym razem jest to kwestia eutanazji. Z jednej strony logika podpowiada, by zakończyć życie podtrzymywane jedynie przez maszynę. Z drugiej znowu jak można ukochaną osobę skazać na śmierć?

W tle rozgrywają się inne problemy. Usilne poszukiwanie akceptacji wśród rodziców i próbowanie zmieniać się dla nich czy też problem ze znalezieniem miejsca dla siebie. To sprawia, że gdzieś tam możemy utożsamić się z bohaterami i bardziej się z nimi zżyć.
W książce występuje narracja pierwszoosobowa, jednak nie tylko ze stanowiska jednej osoby. Myśli i racje poznajemy z punktu widzenia Cary, Edwarda, ich matki, Luke'a, a częściowo nawet i innych osób. To nieco wprawia czytelnika w mętlik, ale też zwraca uwagę na fakt, że w życiu nie powinniśmy podejmować decyzji i osądzać innych po wysłuchaniu wyłącznie jednej strony konfliktu.

Podczas czytania przez cały czas byłam ciekawa powodu kłótni między ojcem a synem, który sprawił, że Edward przed laty wyjechał i przez cały ten czas nie odezwał się nigdy do ojca. Pierwsza wersja serwowana przez Picoult zupełnie mnie nie zadowoliła, jednak sam koniec powieści pokazał, że istniała jeszcze druga, zatajona, ale prawdziwa, która tym razem mnie usatysfakcjonowała.

Książki Picoult cenię też za to, że autorka pisząc o danym temacie, nie ma o nim płytkich danych, a widać, że zasięgnęła sporo wiedzy. W "Pół życia" poznamy sporo ciekawostek na temat wilków od hierarchii w watahach, przez rodzaje wycia tych zwierząt, po sposoby poznawania i informowania o akceptacji przez nie aż po różne osobowości wilków.

"Pół życia" to książka mimo że traktująca o poważnym problemie eutanazji, to napisana z niezwykłą lekkością. Poruszająca problemy życia rodzinnego, które można odnieść do stwierdzenia, że z rodziną dobrze wygląda się tylko na zdjęciach. Wciągająca powieść tocząca się na wpół w szpitalu na wpół w sądzie. Do przeczytania zdecydowanie zachęcam.

czwartek, 21 kwietnia 2016

"Skazana na życie" - Anna Langfus




Tytuł: Skazana na życie
Autor: Anna Langfus
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 272




XX wiek, początek II wojny światowej. Anna Langfus to młoda Żydówka, która niedawno wyszła za mąż. Żyje w getcie, gdzie z dnia na dzień jest coraz niebezpieczniej i tylko karty pracy chronią Żydów przed śmiercią. W końcu nadchodzi dzień, gdy wraz z częścią rodziny ucieka za mur. Szantażowani rozdzielają się i w strachu i o głodzie próbują znaleźć miejsce dla siebie. Anna uwięziona przez gestapo, widzi śmierć swojego męża. Trafia do więzienia, gdzie po wyroku skazania na śmierć przy ciężkiej pracy oczekuje końca swojego żywota. Ale ten nie nadchodzi, załamując dziewczynę i odbierając jej wszelką nadzieję, nawet tę na śmierć.

"Skazana na życie" to nie do końca dosłowna autobiografia autorki, ale książka napisana na faktach. Opowiada historię młodej, dość rozpieszczonej, pochodzącej z dobrego domu dziewczyny, studiującej, z mężem u boku i z perspektywą przejęcia fabryki przemysłowej rodziców. Jednak ta sielankowa wizja traci na wartości wraz z pierwszymi strzałami padającymi z niemieckich rewolwerów i koniecznością ukrywania się w domu. A jedynym uczuciem jakie ją przepełnia jest strach.

Pierwsze strony książki niestety nie należą do zbyt ciekawych, jednak już po ucieczce z getta dzieje się coraz więcej, a wraz ze wzrostem niebezpieczeństwa, rośnie ciekawość odnośnie dalszych losów Anny i jej męża Jakuba.

To książka która pokazuje, że nie tylko Niemcy byli tymi złymi, ale również wśród Polaków zdarzały się postawy szmalcowników, wyłudzających od Żydów niemałe pieniądze. Także w więzieniu kobiety zamiast pomagać sobie w niedoli, dogryzały sobie nawzajem i wykorzystywały inne.

"Skazana na życie" to nie typowa książka, w której Żydzi trafiają do obozów koncentracyjnych, by przymierać głodem, wykonywać katorżnicze ćwiczenia i być zdanym na łaskę nazistów. To książka o permanentnym uciekaniu Żydówki, ukrywaniu się po domach, lasach, w wiecznym lęku poszukiwaniu miejsca na schronienie.

Sama główna bohaterka skutecznie mnie irytowała. Miałam wrażenie, że wiecznie, już od samego początku uważała się za lepszą od innych. Jeśli ktoś troszczył się o nią i chciał, by trzymali się razem, tą nie obchodziło to, ignorowała tę osobę i oddalała się, przekonana, że świetnie poradzi sobie sama. Jakimś dziwnym trafem zawsze jej się udawało, ale przez to jej zachowanie czasem aż "chciałam", by dano jej nauczkę.

"Skazana na życie" to smutna historia osadzona w czasach II wojny światowej. Pokazuje ciemniejszą stronę ludzkiej natury, gdzie zamiast sobie pomagać, poszukiwano sposobów na wzbogacenie się kosztem innych. Pobudzająca do refleksji nad przeszłością.

sobota, 19 marca 2016

"Przemiana" - Jodi Picoult





Tytuł: Przemiana
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 544






June Nealon była szczęśliwą żoną i matką, dopóki pewnego dnia, wracając do domu, nie otrzymała straszliwej wiadomości o morderstwie jej męża i dziecka. Od tej pory jej świat stanął na głowie, a stwierdzenie, że "czas leczy rany" po wielu latach od tragedii dalej było dla niej fałszywe.
Shay Bourne oczekując w więzieniu na swoją egzekucję, dowiaduje się o poważnie chorej Claire Nealon - córce June. Chcąc odkupić winy, pragnie przekazać swoje serce dziewczynce. Problem w tym, że zarówno matka jak i córka za nic w świecie nie chcą przyjąć organu mordercy ich rodziny.

Jak to u Jodi Picoult bywa nic nie jest łatwe i oczywiste. Spotykamy się z puentą, że nie powinno się nikogo oceniać, ani mierzyć swoją miarą. Dostajemy obraz June - kobiety, której mąż zginął w wypadku samochodowym, zostawiając ją samą z małą córeczką. W jakiś czas po tym June poznaje Kurta, z którym się wiąże. Po kilku latach zachodzi z nim w ciąże i kiedy wszystko znów pełne jest barw, a mała dziewczynka lada moment ma się urodzić, na szczęśliwą rodzinę znów pada cień. Kurt i jej córka Elisabeth zostają zamordowani. Od tej pory June żyje z bólem i nienawiścią w sercu, którym ciężko jest zaradzić. I z drugą chorą córką, która umrze jeśli w najbliższym czasie nie zostanie przeszczepione jej serce.

Tymczasem w więzieniu, w którym przebywa osądzony Shay Bourne, zaczynają dziać się "cuda", po których ludność zaczyna wierzyć, że mężczyzna ten jest mesjaszem i pielgrzymkami nawiedzać miejsce jego pobytu. U progu celi zjawia się też Michael - duchowny, który po poznaniu Shaya zaczyna kwestionować kierujące nim zasady. Nie trudno w książce znaleźć nawiązań do "Zielonej mili" S. Kinga. Nawet dla osoby takiej jak ja, która tylko raz, dawno temu i to fragmentarycznie widziała film na jej podstawie, dość oczywistym było podświadome powiązanie tych dwóch utworów ze sobą. Nie powiem, by wzorowanie się na książce Kinga wyszło Picoult na dobre. W końcu autorka już nie raz udowodniła, że ma głęboką wyobraźnię i mnóstwo pomysłów, a takie nawiązanie pozostawiło pewien niesmak i dla osób, które spotkały się z pisarką po raz pierwszy być może także niechęć do dalszych powieści.
W "Przemianie" akcja opisywana jest (typowo dla Picoult) z punktu widzenia kilku bohaterów. Poznajemy uczucia, myśli i pobudki, którymi się kieruje każdy z nich. Każdy odnosi się do panujących wydarzeń, analizując je pod kątem swojego zawodu czy też przeszłości. Mamy poruszoną kwestię religii, wiary i przebaczenia.

Pod koniec książki dowiadujemy się o rzeczach niewiarygodnych, które obracają spojrzenie na postaci o 180 stopni. Sama pewnego wątku domyśliłam się już wcześniej, dlatego niestety nie było ono dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem. I tu po raz kolejny spotykamy się z puentą, że nic w życiu nie jest takie, jakie nam się na pierwszy rzut oka wydaje.

"Przemiana" to interesująca powieść warta uwagi, poruszający trudne problemy, na które nie ma idealnych czy prawidłowych rozwiązań. Idealna dla tych, którym niestraszne jest cierpienie, a które w trakcie czytania chcą pobić się trochę z własnymi myślami i skłonić umysł do refleksji.

środa, 7 października 2015

„To, co zostało” – Jodi Picoult





Tytuł: To, co zostało
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2013
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 560






Sage Singer, zrozpaczona po śmierci matki, zaczyna uczęszczać do grupy wsparcia, gdzie poznaje i zaprzyjaźnia się ze starszym panem. Josef Weber to emerytowany nauczyciel, miłośnik zwierząt, społecznik szerzący dobro. Pewnego dnia zwraca się do Sage z prośbą o przysługę – chce by ta mu wybaczyła i pomogła mu umrzeć. Jak się okazuje, mężczyzna nie jest tym, za którego podawał się przez prawie 70 ostatnich lat. Josef wyjawia swój przerażający sekret z przeszłości. Był SS-manem w obozie koncentracyjnym, a na swoim koncie ma śmierć milionów Żydów. Jak postąpi Sage, wiedząc o tej prawdzie, której nikt nie chciałby usłyszeć? 

piątek, 13 marca 2015

„Tam gdzie ty” – Jodi Picoult






Tytuł: Tam gdzie ty
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2012
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 568







Max i Zoe po 10 latach małżeństwa i wieloletnich, nieskutecznych staraniach o dziecko postanawiają się rozwieść. Zoe wkrótce ku zaskoczeniu wszystkich i samej siebie poznaje miłość swojego życia, którą jest… kobieta. Natomiast Max, były alkoholik, zamieszkuje u swojego brata Reida i jego żony Liddy i za ich namową angażuje się działalność Kościoła Wiecznej Chwały. Ich myśli jednak z większą lub mniejszą częstotliwością powracają do tematu wymarzonego dziecka. Wkrótce przypominają sobie o ostatnich zamrożonych zarodkach, jednak prawa do nich żądają zarówno Zoe i jej nowa żona Vanessa, jak i bezdzietni Reid i Liddy. Prowadzi to do zaciekłej batalii na drodze sądowej, w której ktoś musi przegrać, by ktoś inny wygrał.

Jodi Picoult w swojej książce po raz kolejny poruszyła trudne, kontrowersyjne tematy. Tym razem jest to homoseksualizm, który nawet w tak wyzwolonym kraju, jakim są Stany Zjednoczone pozostawia w ludziach niesmak, a w skrajnych przypadkach z kościołem na czele również oburzenie i chęć toczenia z nim walki. Takie a nie inne reakcje ludzi sprawiają, że Zoe i Vanessa zamiast cieszyć się swoją miłością, muszą na każdym kroku uważać, ukrywając swoją orientację chociażby z obawy przed tym, że wyrzucą je z pracy.

Kolejnym problemem zawartym w książce jest niepłodność, która w konfrontacji z wielką potrzebą macierzyństwa i kolejnymi nieudolnymi próbami in vitro budzi rozpacz i poczucie beznadziei. Urastają one do tak dużej rangi, że Zoe zrywa kontakty z wszelkimi koleżankami, bo nie jest w stanie bez bólu patrzeć na ich dzieci, a wszystkie jej myśli skupiają się tylko na pragnieniu bycia matką.

W książce ścierają się stanowiska dwóch skrajnych małżeństw, jednego stricte religijnego i drugiego homoseksualnego. Które z nich powinno dostać szansę na szczęście?

Jak zwykle w powieści Picoult nie brakuje silnych emocji i rozterek wewnętrznych. Atmosferę napięcia podsyca sala sądowa i drapieżna walka adwokatów, przechylająca szalę zwycięstwa raz na jedną stronę, to znowu na drugą. Boju dopełnia ludność kościoła z pastorem na czele, który nie omieszka posłużyć się każdym narzędziem, by tylko wygrali jego podopieczni. Gdzieś w tej całej akcji jest jeszcze nastolatka z depresją, podopieczna Zoe, która również odegra swoją rolę w drodze o prawo do zarodków.


Zakończenie jest punktem kulminacyjnym, zapierającym dech w piersiach, w którym dowiadujemy się kto ostatecznie otrzyma dar od losu. Nie dla każdego skończy się happy endem, jednak jak to w życiu bywa nie ma prostych wyborów pozwalających dać upust sprawiedliwości i często radość jednych okraszona jest łzami innych. Książką byłam oczarowana i możliwe, że to zasługa tego, że już ponad pół roku nie czytałam żadnej powieści Picoult. Jeśli mogę coś radzić, to dawkujcie sobie jej dzieła. Przez pewien czas byłam tak zapatrzona w książki autorki, że za każdym pobytem w bibliotece ślepo brałam kolejną z nich, ale… to nie było zbyt dobre. Po pewnym czasie powieści zaczęły mnie drażnić. W końcu co za dużo to nie zdrowo. Półroczny „odwyk” pozwolił mi na nowo zafascynować się twórczością Jodi Picoult. Przyznam, że stęskniłam się za nią i już mam ochotę sięgnąć po kolejną jej książkę, ale… dla swojego dobra póki co jednak się powstrzymam. 

niedziela, 19 października 2014

„S@motność w Sieci” – Janusz L. Wiśniewski





Tytuł: S@motność w Sieci
Autor: Janusz L. Wiśniewski
Rok wydania: 
2006
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 416







Miłość… chyba każdy pragnie, by napotkała go w swoim życiu. Prawdziwa, wielka, jedyna i taka aż do grobowej deski. Dająca poczucie bezpieczeństwa, własnej wartości i spełnienia, szczęścia. Co jednak z miłością na odległość a dokładniej w Internecie? Czy takie coś w ogóle może zaistnieć.

ON: Jakub, magister matematyki, magister filozofii, doktor matematyki i doktor habilitowany informatyki. Z nieszczęśliwą przeszłością na koncie i uczuciem osamotnienia.
ONA: Mężatka, pracownica biurowa, wiodąca nudne życie i… oczekująca czegoś więcej.

Spotykają się w Sieci, nawiązują więź i od tej pory bezustannie ze sobą piszą. Omawiają życie prywatne, przeszłość, uczucia i wiele innych najróżniejszych rzeczy.

Wiele osób jest ową książką zachwycona, ale ja jak to ja podchodzę do niej nieco inaczej. Po pierwsze początkowo powieść opiera się wyłącznie na mailach. I mimo że zabieg ten jest jak najbardziej ciekawy, to czytanie ich treści było nużące. Maiły one jak dla mnie za bardzo ckliwy i rzewny charakter, co mnie mocno zniechęciło.

Później akcja zaczęła się rozkręcać, gdy zostały przywoływane wspomnienia z przeszłości bohaterów. Te wydawały się całkiem ciekawe i urozmaicały bieg historii, chociaż z drugiej strony też nieco niewiarygodne, ale o tym za chwilę.

Kiedy akcja książki znów powraca do czasów teraźniejszych… pojawia się kolejny problem. Mam na myśli sprawę z samolotem, która jest niczym rodem wyciągnięta z jakiegoś taniego serialu. Przewidywalna i banalna. Ten pomysł mnie niestety kompletnie nie kupił, a wręcz zniechęcił całkowicie.

Przechodząc do głównych bohaterów, to kobieta jest mało wyróżniająca się, nie robiąca praktycznie niczego ciekawego w swoim życiu, a bezustannie i irytująco wzdychająca do swojego ukochanego z Internetu. Za to w przeciwieństwie do niej Jakub to geniusz niemalże w każdej dziedzinie, ogarnięty życiowo, podróżujący po wielu krajach, mający moc doświadczeń, znajomości… czy taki ktoś w ogóle może istnieć? I co więcej jak te dwie przeciwstawne postaci mogły się w sobie zakochać? Niby przeciwieństwa się przyciągają, ale czy na pewno…

Przechodząc jednak do plusów, to między wątkami rzewnej, smutnej miłości znalazły się także ciekawe informacje z dziedzin naukowych. I trzeba przyznać, że autor wykazał się wiedzą godną podziwu.

W książce tej podobał mi się też epilog. I mimo że wielu ludzi bulwersowało się nim i nie chciało takiego zakończenia, tak dla mnie był on idealny. Nieszczęśliwy, ale ładnie zamykający całą powieść.


Podsumowując, mimo wielu zachwytów nad książką, mnie ona osobiście nie porwała. Za dużo w niej monotonnej akcji. Zbyt mało nieszczęścia, takiego prawdziwego. Za dużo usychania z tęsknoty… Chociaż myślę, że dla tych ciekawostek naukowych warto ją też przeczytać, mimo że książka raczej nie o tym.

czwartek, 18 września 2014

„Zagubiona przeszłość” – Jodi Picoult







Tytuł: Zagubiona przeszłość
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2009
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 528






Delia wiedzie szczęśliwe i spokojne życie. Ma uroczą córeczkę, przystojnego narzeczonego, kochającego ojca, oddanego przyjaciela i psa, który towarzyszy jej przy pracy marzeń. Czegóż więcej można chcieć od życia? Pewnego jednak dnia w drzwiach domu kobiety staje policja, aresztując jej ojca za porwanie. Porwanie jego własnej córki, którego dopuścił się 28 lat temu, zabierając ją od matki, zmieniając swoją i córki tożsamość i tym samym dając Delii nowe życie.

W tej powieści Jodi Picoult dotyka problemu alkoholizmu, który tyczy się paru bohaterów i mimo ich najlepszych chęci, tak łatwo nie chce ich opuścić. Pokazuje, że hasło „alkoholikiem jest się przez całe życie” jest jak najbardziej prawdziwe, a nałóg ten jest tak silny, że mimo życia w trzeźwości przez lata, bardzo łatwo jest na powrót przekroczyć barierę uzależnienia.

Pisarka daje również do zrozumienia, że często mimo iż widzimy, co złego dzieje się z kochanymi przez nas ludźmi, to wcale nie chcemy zdawać sobie z tego sprawy i zamiast przejrzeć na oczy, udajemy, że wszystko jest w najlepszym porządku. Często nie zadajemy pytań, ale to nie dlatego, że boimy się usłyszeć kłamstwo, ale dlatego, że prawda jest tak bolesna, że to właśnie jej za wszelką cenę nie chcemy usłyszeć.

Główną kwestią poruszaną w książce jest porwanie i w jego konsekwencji pytanie czy ojciec dziecka dopuszczając się go, postąpił słusznie. Z jednej strony odebrał swojej byłej żonie jedyną, ukochaną córkę, a Delii nie dał możliwości poznania prawdy. Ale z drugiej kierował się wyłącznie dobrem dziecka, chcąc zapewnić mu bezpieczne, spokojne i szczęśliwe życie. Dla mnie był to argument nie do przebicia. Wyobrażałam sobie, co mogłoby spotkać Delię w przypadku, gdyby nie doszło do porwania i… na pewno nie byłoby to nic dobrego. Ale oczywiście bohaterowie mieli co do takiego zachowania liczne wątpliwości a nawet i pretensje do ojca Delii, czego nie do końca mogłam zrozumieć wobec szczęśliwego życia jakie jej umożliwił.

No właśnie, i tu pojawia się pewna kwestia, która przynajmniej na początku mocno mnie irytowała, czyli to idealne życie Delii. Zewsząd była otoczona kochającymi ją ludźmi, którzy zachwycali się nią i byli w nią wpatrzeni jak w obrazek. Mimo problemów zawsze miała na kogo liczyć, zawsze miała wsparcie i pomoc. A czy tak wygląda życie każdego, pospolitego człowieka? No nie wiem… według mnie Delia miała ogromne szczęście i powinna być niezwykle wdzięczna za to, co ją spotykało. A miałam wrażenie, że książka skupia się na wielkim smutku, uznając za ogromny błąd odebranie dziecka matce.

Książka najbardziej zaczynała mi się podobać, gdy zaczynała dobiegać już końcowi, ponieważ wtedy miało miejsce wiele wzruszających chwil, wywołujących spore emocje. Na ostatnich kartach zawarły się również pewne mądre prawdy życiowe, z którymi nietrudno się zgodzić.

Oprócz interesujących wątków na sali sądowej opisywanych w taki sposób, że możemy się poczuć, jakbyś sami brali udział w procesie, akcja książki miała miejsce również w więzieniu. Dzięki temu możemy poznać atmosferę tego miejsca oraz zasady, te oficjalne, jak i przede wszystkim niepisane nim rządzące. A nawet w książce tej pisarka pociągnęła ciekawy wątek procesu produkcji metamfetaminy.


Na pewno nie jest to najlepsza książka Picoult, jaką czytałam, co nie oznacza, że oceniam ją źle. Jak zwykle przy twórczości tej autorki powieść czyta się szybko i pomimo trudnych tematów dosyć łatwo i przyjemnie. Mimo wszystko w przeciwieństwie do innych książek pisarki ta nie wywołała, przynajmniej w moim przypadku, rozdarcia wewnętrznego między dwiema stronami, z których każda ma swoją rację. Tu praktycznie od początku trzymałam stronę ojca Delii, a bieg wydarzeń sprawiał, że tylko się w swoim zdaniu utwierdzałam.

wtorek, 9 września 2014

„Klub samobójców” – Daniel Koziarski







Tytuł: Klub samobójców
Autor: Daniel Koziarski
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320






Do przeczytania książki zachęcił mnie, czego raczej nietrudno się domyślić, sam jej tytuł. Nie wiedziałam do końca, o czym ona jest, a polskie nazwisko autora przez moje osobiste uprzedzenia też nie za bardzo zachęcało do lektury, jednak ten tytuł… cóż, obok niego nie mogłam przejść obojętnie i mimo że nie tak wyobrażałam sobie fabułę owej powieści, muszę powiedzieć, że jestem zadowolona, że po nią sięgnęłam.

Rozdziały owej publikacji podzielone są na 4 podrozdziały, z których każdy traktuje o innej osobie.
Michał, absolwent prawa i asystent na uniwersytecie, znudzony życiem pewnego dnia loguje się na czacie „Klub samobójców”, na którym to bierze udział w różnorakich dyskusjach, a także prywatnie rozmawia z osobami chcącymi się zabić.
Magda, dziewczyna Michała, w poszukiwaniu pracy wyjeżdża do Londynu, gdzie prowadzi rozwiązłe życie, wyszukując coraz to nowych i mało moralnych rozrywek.
Maciej Trybulski, autor przypadkowo dobrze przyjętej książki debiutanckiej stara się napisać kolejną powieść. Jak się jednak okazuje, nie jest to dla niego wcale takie łatwe.  
Psychoterapeuta, doktor Wolniewicz w swoim gabinecie przyjmuje całą masę irytujących pacjentów, a każdą wizytę bezustannie przelicza na pieniądze.

„Klub samobójców” to książka przesiąknięta czarnym humorem, satyrą, ironią, cynizmem i sarkazmem. Nie mogę powiedzieć, że polecam ją wszystkim, bo wiem, że nie wszystkim się ona spodoba. Niektórzy mogą uznać ją za zbyt prześmiewczą, lekceważącą, gorszącą, wulgarną. Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Ma ona na pewno swoisty charakter i albo się ją polubi albo znienawidzi. Ja osobiście mam specyficzny humor i często żarty innych za bardzo mnie nie bawią, za to mogę się śmiać z rzeczy, które inni uznają za kompletnie nie śmieszne i akurat ten styl pisarza do mnie przemówił.

Dużo bardziej podobało mi się czytanie o losach Michała i Magdy, niż Macieja i Wolniewicza. Historie tego ostatniego wydawały się wręcz nudne, chociaż od czasu do czasu zdarzały się mistrzowskie, zwalające z nóg wizyty pacjentów jak np. karła. Za to moją ulubioną postacią była Magda, chyba najbardziej cyniczna i wyróżniająca się z bohaterów, której komentarze i przemyślenia bawiły mnie niezmiernie.

Zakończenie powieści okazało się niezwykle zaskakujące, czego kompletnie się nie spodziewałam. Fabuła książki toczyła się typowym dla bohaterów, nieco monotonnym tokiem i myślałam, że koniec będzie równie spokojny i niczym się nie wyróżniający, ale on… wywrócił wszystko do góry nogami, wpędzając mnie w osłupienie. Spodobały mi się te zakończenia losów bohaterów, mimo że tragiczne, to jednak zawierające też w sobie elementy humorystyczne. Właściwie to wszystkie, oprócz wątku Magdy z której ostateczną decyzją nie mogłam się nijak pogodzić.

Mnie osobiście książka bardzo przypadła do gustu. Jest ona na pewno niecodzienna i stanowi pewną odskocznię od pozostałych pozycji. Jednakże uprzedzam, że nie jest ona skierowana do każdego, także sięgnięcie po nią stanowi niejakie ryzyko. Mimo to uważam, że warto je podjąć.

wtorek, 12 sierpnia 2014

„Linia życia” – Jodi Picoult






Tytuł: Linia życia
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 522





Paige w wieku 5 lat zostaje opuszczona przez matkę i od tej pory pozostaje pod opieką ojca. Dziewczyna nie może pogodzić się z tym faktem i bezustannie zastanawia się, co wpłynęło na taką decyzję rodzicielki. Kiedy kończy 18 lat opuszcza rodzinną miejscowość, aby odciąć się od przeszłości. W nowym miejscu zatrudnia się w barze i tam też wkrótce poznaje swojego przyszłego męża, pochodzącego z wysoko postawionej rodziny, studenta medycyny. Rodzice Nicholasa nie akceptują jednak jego związku z Paige i grożą synowi, że przestaną łożyć na jego studia. Mimo to młoda para decyduje się żyć razem, a tym samym Paige odkłada marzenia o szkole plastycznej i zatrudnia się na drugi etat. Po paru latach dziewczyna zachodzi w ciążę, do czego nastawiona jest niezbyt optymistycznie. Kiedy rodzi się dziecko, przytłacza ją natłok obowiązków, z którymi nie do końca daje sobie radę i po paru miesiącach postanawia tymczasowo odpocząć od swojej rodziny i wyjeżdża w poszukiwaniu swojej matki.

„Bój się Boga, dziewczyno […] a co na tym świecie jest tak, jak miało być? Życia się nie planuje, życie trzeba przeżyć.”

Książka ta porusza problem związany z macierzyństwem. Obecnie wiele młodych mam może liczyć na pomoc przy dziecku ze strony babć czy też niań, jednakże nie wszystkie. Niektóre tak jak i  Paige nie mają żadnego wsparcia, ani zrozumienia i muszą zajmować się dzieckiem praktycznie 24 h na dobę. Lektura ta pokazuje, że nowo narodzone niemowlę to wcale nie słodki, kochany aniołek, zasługujący na same zachwyty, a macierzyństwo to nie bajka, lecz ciężki okres w życiu kobiety, który może prowadzić do zniechęcenia, rozpaczy, a nawet i depresji.

Życie Paige i Nicholasa możemy podglądać z punktu widzenia właśnie tych dwóch postaci, na przemian poznając myśli każdego z nich. Jak w każdej książce Picoult ciężko jest przyznać jednej ze stron stuprocentową rację. Każda z nich ma argumenty na swoją korzyść, ale ponosi również w jakimś stopniu winę.

Mimo to większą winą obarczałam postać Nicholasa. Muszę przyznać, że strasznie irytowała mnie jego osoba, która jak na stereotypowego kardiochirurga przystało uznawała się niemalże za Boga i to nie tylko w pracy, ale i życiu rodzinnym. Chciał, żeby jego żona była na każde jego zawołanie, a sam poświęcał jej, jak i dziecku minimum czasu, bezustannie przebywając w szpitalu. Nie mogę też zrozumieć, jak mógł zmuszać ją do przyjęć, których nienawidziła, urządzić ich dom według własnego widzimisie wbrew woli żony, a także mieć praktycznie za nic jej marzenia, stawiając swoje szczęście ponad jej. A już kompletnie nie mogę pojąć tego, że przez lata kiedy Paige miała go na swoim utrzymaniu, odrzucając własne marzenia na rzecz jego szczęścia i pracując na dwóch etatach tylko po to, by on mógł piąć się po szczeblach kariery, uznawał to za jak najbardziej na miejscu, ale kiedy po 3 miesiącach nieobecności Paige powróciła do niego, on nie pozwolił zamieszkać jej w domu, który także należał do niej, ani widywać się z jej własnym dzieckiem.

Co do postaci Paige było mi przykro patrzeć na to, co spotyka ją w życiu. Najpierw porzucenie ją przez matkę. Decyzja o aborcji, która była jedynym możliwym wyjściem. Rezygnacja z wymarzonych studiów. I kiedy w końcu poznaje człowieka, któremu oddaje swoje serce, robiąc wszystko, by wreszcie zaznać poczucia bezpieczeństwa i miłości, ten tylko wykorzystuje jej uległość i niskie poczucie własnej wartości.

Jeśli chodzi o rodziców Nicholasa, to mimo początkowego niemiłego wrażenia, jakie stworzyli, pod koniec lektury ich zachowania były nad wyraz wzruszające. Okazali się ciepłymi, wyrozumiałymi i mądrymi ludźmi, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o ich synu.


„Linia życia” to książka, której akcja mimo że rozgrywa się w Ameryce, w żaden sposób nie przypomina mitycznego amerykańskiego snu. To pozycja ukazująca codzienne problemy zwykłych ludzi z dogłębnie rozrysowanymi charakterami i psychiką postaci. Zmusza do refleksji nad własnym życiem, zastanowienia się czy jesteśmy we właściwym miejscu oraz przemyślenia czy w tej gnającej coraz szybciej egzystencji, szarej i nieraz ponurej nie zatraciliśmy czasem samego siebie. 

poniedziałek, 21 lipca 2014

„W naszym domu” – Jodi Picoult







Tytuł: W naszym domu
Autor:
Jodi Picoult
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 696






Zespół Aspergera… odmiana autyzmu, charakteryzująca ludzi go posiadających tym, że mają niebywałą wiedzę w dziedzinach, którymi się interesują… To chyba tyle co mogłabym powiedzieć na temat owego zaburzenia przed przeczytaniem książki. Natomiast po lekturze moja wiedza znacznie się poszerzyła.

Główny bohater – Jacob Hunt to osoba mająca wyżej wymienione zaburzenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się być zwyczajnym nastolatkiem, jednak chociażby krótka z nim rozmowa daje do zrozumienia, że coś jest nie tak. Może bezustannie zarzucać rozmówcę najbardziej szczegółowymi i najmniej istotnymi informacjami. Nie umie rozpoznać nastroju innych ludzi i gdy ktoś uśmiecha się w fazie frustracji, odczytuje to jako przejaw radości. Nie potrafi być empatyczny. A każde nawet najmniejsze zaburzenie harmonogramu dnia wprawia go w zdenerwowanie i prowadzi do ataku.

Jacob pasjonuje się kryminalistyką, ogląda serial detektywistyczny, zbiera odciski palców, inscenizuje zbrodnie i zawsze zjawia się nieproszony na miejscu przestępstwa, pomagając policjantom rozwiązać zagadkę. Zwykle jego sugestie są prawidłowe, także jego zainteresowanie wydaje się mieć same plusy, jednakże do czasu. Kiedy ginie jego instruktorka umiejętności społecznych, po pewnym czasie wszystkie poszlaki wskazują na to, że to Jacob ją uśmiercił i od tej pory będzie musiał tłumaczyć się przed sądem.

Kiedy zobaczyłam ile ta książka ma stron, trochę się przeraziłam. Po przeczytaniu pozycji uważam, że równie dobrze autorka mogłaby nie wdawać się w tak liczne szczegóły i streścić się przykładowo w 500 stronach. Czasami miałam wrażenie, że ta historia trwa już za długo. I mimo że momentami wydawało się, że jej lektura nigdy nie dobiegnie końca, świetne pióro pisarki sprawiło, że ogólnie rzecz biorąc, książkę czytało się szybko, a fabuła wręcz pochłaniała. Co na to wpłynęło? Na pewno wątek kryminalistyczny, którego rozwiązanie można poznać dopiero na ostatnich kartach. Cały czas byłam przekonana, że Jacob nie może być mordercą, jednakże czasem jego zachowania budziły pewien niepokój, a przez nie chłopak sam nieświadomie ściągał na siebie podejrzenia.

Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki, to było ono ciekawe, jednakże jak na trzymanie czytelnika w niepewności przez prawie 700 stron według mnie powinno jakoś bardziej szokować i robić większe wrażenie. Chociaż to już może kwestia moich wysokich wymagań. W ostatecznym rozrachunku wydawało się proste i klarowne, a na pewno nie wyrafinowane.

Co do postaci Jacoba widać, że autorka kreując ją, rzetelnie zgłębiła wiedzę z zakresu zespołu Aspergera, opisując wiele wydarzeń charakterystycznych dla tego zaburzenia. Dzięki temu można dowiedzieć się wiele na temat tego schorzenia i zapewne w sposób dużo ciekawszy i bardziej przystępny, niż z naukowych podręczników.

Oprócz tego pisarka postawiła się również na miejscu najbliższej rodziny nastolatka, ukazując myśli i refleksje, jakie ją nawiedzały oraz trudy życia z osobą chorą. Szczególnie spodobała mi się i wzruszyła mnie postać Theo, młodszego brata Jacoba, który mimo że wiele razy narażany był na wstyd przez swojego brata, nie miał przez niego żadnych przyjaciół, a w rodzinie stał na drugim miejscu, to zawsze czuł się za niego odpowiedzialny, bronił go i kochał takim, jakim był.   


Mam jak pewnie wielu słabość do twórczości Jodi Picoult, toteż mimo minusów, nie potrafię i chyba nigdy nie będę umiała się do niej zniechęcić. Także i w tym momencie książkę polecam, a na mojej półce leż już jej kolejna pozycja tej autorki, którą mam nadzieję szybko przeczytać. 

sobota, 17 maja 2014

„Dziesiąty krąg” – Jodi Picoult






Tytuł: Dziesiąty krąg
Autor:
Jodi Picoult
Rok wydania: 
2007
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 368







Trixie Stone to typowa amerykańska nastolatka, która szybko wkracza w świat dorosłych. Dziewczyna nie może pogodzić się z decyzją swojego chłopaka Jasona o rozstaniu i za wszelką cenę chce wrócić do niego. Razem z przyjaciółką Zephyr opracowują plan, który pomógłby spełnić jej życzenie i bez wiedzy rodziców urządzają wielką imprezę. Wszystko jednak wymyka się spod kontroli, a spokojny sen Daniela Stone niszczy tragiczna wiadomość jego córki, która informuje go, że została zgwałcona przez Jasona. Od tej pory zawsze opanowany i spokojny Daniel przeradza się w żądnego zemsty człowieka, jakim był w dalekiej przeszłości. Laura, matka Trixie, chcąc ratować małżeństwo i nie rozbijać rodziny, zrywa z kochankiem. Samą Trixie czeka zaś życie jak z koszmaru, w którym mało kto wierzy w jej wersję wydarzeń.

Jak w każdej książce Picoult, tak i w tej nie mogło zabraknąć trudnego tematu, tragedii, która raz na zawsze zmienia życie ludzi, ukazując ich niemoc wobec tego co nastąpiło.

„Ofiary gwałtu odchodzą na zawsze, tak samo jak ci, którzy zginęli tragicznie. Różnica polega na tym, że muszą jeszcze przejść przez całe swoje życie.”

Początkowo bohaterowie książki wzbudzali we mnie niemałe zdziwienie połączone wręcz z niechęcią. Bo jak Daniel, będąc niemalże pewny zdrady żony, unika tego tematu i zachowuje się tak, jakby nigdy nic? Jak Laura, wykładowczyni na uniwersytecie, wiedząc jak bardzo niemoralny i wbrew konwenansom jest jej romans ze studentem, mimo wszystko prowadzi podwójne życie? I wreszcie jak Trixie, czternastolatka i praktycznie dziecko, dopuszcza się wulgarnych zachowań kompletnie niestosownych do swojego wieku? Dopiero kiedy dochodzi do tragedii, rodzina Stone’ów budzi się z letargu, zdając sobie sprawę, że coś w ich życiu poszło nie tak, zrzuca maski i pokazuje wtedy swoje prawdziwe oblicze. 

Interesującym zabiegiem zastosowanym w książce są nawiązania do piekła z poematu Dantego Alighieri. Laura na uniwersytecie zajmuje się „Boską komedią”, a Daniel zainspirowany jej pracą tworzy komiksy o piekle. Natomiast tytułowy „Dziesiąty krąg”, będący ostatnim i zarazem najgorszym, jest metaforą do życia Laury, Daniela i Trixie, jakie przychodzi im wieść po tragedii.

W książce zawartych jest wiele retrospekcji, jednakże może nie aż tak wiele, jak w innych pozycjach Picoult. Za to tradycyjnie możemy poznać uczucia i stosunek do sprawy z punktu widzenia wielu bohaterów. Tuż obok psychicznej walki Trixie o względnie normalne życie, toczy się również śledztwo, które powoli ujawnia szczegóły całej tej sprawy. Detektywowi, który ją prowadzi przyjdzie odkopać i jeszcze raz zmierzyć się ze swoją smutną przeszłością. 

Tym razem jeśli chodzi o zakończenie można się go wcześniej domyślić, jednak odnosząc się do całości jest to świetna książka. Może nie najlepsza jeśli chodzi o twórczość Picoult, ale nie zgodzę się też z tym, że najgorsza, jak przeczytałam na jednym portalu.

I jeszcze jedno, tym razem w książce autorka zostawia nam zagadkę do rozwiązania. Przed każdym rozdziałem znajduje się kilka stron z komiksu tworzonego przez Daniela Stone. Zaś na każdej z nich znajduje się parę ukrytych liter, jakie w połączeniu tworzą ciekawy cytat, będący kwintesencją całej powieści. Dla mnie było to ciekawym i niespotykanym zadaniem stanowiącym kolejny plus tej książki.

sobota, 12 kwietnia 2014

„Jak z obrazka” – Jodi Picoult






Tytuł: Jak z obrazka
Autor:
Jodi Picoult
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360







Policja odnajduje błąkającą się po cmentarzu w Los Angeles młodą kobietę. Na skutek amnezji nie pamięta, jak się nazywa, kim jest ani gdzie mieszka. Z biegiem czasu jednak przypomina sobie, że pracuje jako antropolog, a kiedy zgłasza się po nią mąż, okazuje się, że dodatkowo jest żoną sławnego na skalę światową aktora i producenta, Aleksa Riversa. Powraca z nim do wielkiego domu pełnego służby i powoli zaczyna przyzwyczajać się do niewiarygodnie bogatego i luksusowego życia. Pewnego dnia jednak parę szczegółów przywraca jej pamięć co do koszmarów z przeszłości. Przypomina sobie, że jest we wczesnej ciąży i musi chronić dziecko przed czyhającym na nie zagrożeniem. Tym samym jak przed paroma dniami ucieka tam, gdzie mąż nie będzie mógł jej znaleźć i gdzie będzie w pełni bezpieczna.

Oto druga już książka Jodi Picoult, jaką przeczytałam, której akcja nie toczy się na sali sądowej. To powtórnie mnie zaskoczyło, ponieważ mimo wszystko jestem do tego schematu przyzwyczajona. Powieści tej pisarki zawsze biorę do rąk z przyjemnością i zwykle do ostatnich stron przechodzę w pełni usatysfakcjonowana z lektury. Jednak z tą książką było inaczej. Nie tyle, że jakoś bardzo mnie rozczarowała, ale po prostu nie miała w sobie „tego czegoś”, co zawierają inne dzieła Picoult.

Z pozoru idealne małżeństwo Aleksa z Cassie okazuje się, że za kulisami naznaczone jest również ponurym okrucieństwem. Aleks jednego dnia jest kochającym i dbającym mężem, a drugiego w fazie wściekłości potrafi zmaltretować swoją żonę tak, że przez kolejne dni pokryta jest całą gamą siniaków. Cassie jednak za każdym razem wybacza mu i żyje u jego boku, jak gdyby nigdy nic. Temat zdawałby się intrygujący, a w połączeniu z początkową amnezją jeszcze bardziej ciekawy. I taka właśnie jest pierwsza część, która przyciąga czytelnika do poznania szczegółów z życia Cassie, która sama za dużo o sobie nie wie. Jednak, gdy kobieta znów odzyskuje pamięć, następuje obszerny opis tego jak doszło do poznania młodej pary, całego ich romansu, następnie ślubu i początkowo sielankowego życia, który to opis ciągnie się i ciągnie niemalże w nieskończoność. Sam temat przemocy potraktowany jest wg mnie nieco po macoszemu, a postawa Cassie, która godzi się na okrutne traktowanie, za każdym razem usprawiedliwiając czyny Aleksa, tłumacząc je jego własnym cierpieniem i nie wykazując żadnych sprzeciwów, jest wręcz irytująca. W końcu kobieta decyduje się na opuszczenie męża, co jest odważnym krokiem godnym podziwu, jednak jak się okazuje jej kilkumiesięczna separacja nie uczy jej niczego i po tym czasie widać, że jej zaślepienie i naiwność w dalszym ciągu się jej trzymają. Samo zakończenie jest nieco zaskakujące, jednak jakoś nie do końca przypadło mi do gustu i średnio pasowało mi do postaci Cassie. Uważam, że temat, jaki wybrała pisarka jest bardzo ciekawy, jednak ona sama nie potrafiła go ciekawie rozwinąć. Mimo to myślę, że można jej to wybaczyć, patrząc na resztę jej twórczości.

„Istnieje pewien problem ze zranionymi ptakami […] Albo pewnego dnia od ciebie odlecą, albo ich stan nigdy się nie poprawi. Choćbyś nie wiem co robiła, nie uleczysz ich rany.”

czwartek, 20 marca 2014

„Głos serca” – Jodi Picoult






Tytuł: Głos serca
Autor:
Jodi Picoult
Rok wydania: 
2012
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 560







Jane po kilkunastu latach mało angażującego małżeństwa odkrywa, że jej mąż nie tylko ceni karierę zawodową bardziej niż swoją żonę, ale również stawia ją wyżej w hierarchii ważności od ich dziecka. Jedno wydarzenia sprawia, że miarka się przebiera, dochodzi do awantury, w konsekwencji której Jane wraz z piętnastoletnią córką Rebeką ucieka z domu, by udać się w podróż przez całą Amerykę. Podróż niesamowitą, pełną przygód i nowych doświadczeń, podróż w głąb samego siebie, w poszukiwaniu miłości, pozwalającą odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę jest w życiu najważniejsze.

Każdy kto zna twórczość Picoult wie, że charakterystyczne jest dla niej wplatanie w życie bohaterów rozpraw sądowych. Postaciami pobocznymi są adwokaci, sędziowie i prokuratorzy, a główni bohaterzy znajdują się na miejscu oskarżonych bądź poszkodowanych. Na taki schemat nastawiałam się również przy tej książce. Od początku zastanawiałam się, co będzie powodem rozprawy, kto zawini i w końcu jaki będzie wyrok. Niemniej jednak okazało się, że moje rozmyślania były zbędne, gdyż ani jedna osoba aż do końca powieści nie była niczym związana z prawem, co biorąc pod uwagę tendencje pisarki, było zaskakujące.

Na szczęście autorka nie zrezygnowała z typowej dla siebie ciekawej kompozycji książek, czyli przedstawianiu jednego problemu z punktu widzenia kilku z bohaterów, pokazując jak skrajne mogą być poglądy różnych ludzi na jedne i te same kwestie. Oprócz tego w książce wystąpiły liczne retrospekcje oraz przenoszenie akcji w przyszłość, co urozmaica fabułę, a także uchyla nieco rąbka tajemnicy, zachęcając do poznania dalszej historii.


Właśnie przez owe przenoszenie w przyszłość już mniej więcej w połowie powieści dowiadujemy się o kulminacyjnym wydarzeniu, które tak naprawdę dzieje się dopiero u samego kresu historii, a odbije się głębokim piętnem na reszcie bohaterów. Niemniej jednak nie jest to książka o charakterze sensacyjnym, toteż zdradzenie tego wątku nie niszczy sensu jej treści.

Początkowo powieść nieco mnie nużyła i wydawała się zbyt sielankowa. Po poznaniu jednak w/w dramatycznego wątku wiedziałam, że będzie ona również spowita smutkiem, bólem, żalem. Jest to książka o uczuciach, o miłości, o tym co ważne. O tym, że mało kto spotyka na swej drodze prawdziwą drugą połówkę, a 90% ludzi żyje w związkach ze względu na dopasowanie, a nie największą miłość. Jednak czy kiedy po latach niesienia bagażu doświadczeń spotyka się w końcu bratnią duszę, czy warto wtedy wyrzucić ów bagaż? Przekreślić przeszłość grubą krechą i zacząć wszystko od nowa dla zaspokojenia własnych egoistycznych pobudek, nie bacząc na innych, na to że tym samym można zniszczyć im życie? Książka odpowiada na powyższe pytania z punktu widzenia Jane, jednak każdy z nas będąc na jej miejscu mógłby wybrać inną drogę, odpowiedzieć inaczej.

Jak dla mnie ta jak i inne książki Picoult są niezwykłe. Z jednej strony kończą się spokojem i harmonią, pogodzeniem się z sytuacją, swego rodzaju radością, z drugiej znowu spowite są smutkiem, żalem i tęsknotą za tym, co było a już nigdy nie wróci. Te diametralne uczucia rodzą się w wyniku niełatwych sytuacji. Problemów, na które nie ma prawidłowych rozwiązań. To nie książki, które kończą się stuprocentowym happy endem, o bohaterach których można powiedzieć, że będą żyli długo i szczęśliwie. Może będą, ale aby do tego doszło czeka ich jeszcze długa droga, jednak z ich pamięci nie uda się nigdy wymazać tego, co przeżyli.