Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2008. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 sierpnia 2017

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - Stieg Larsson






Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Autor: Stieg Larsson
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo:
Czarna Owca
Liczba stron: 640







Wiele lat temu w nietypowych okolicznościach zanika Harriet Vanger. 40 lat później Mikael Bloomkvist otrzymuje od Henrika propozycję niecodziennego zlecenia - ma spisać losy rodziny Vangerów. Jednak pod przykrywką tego zadania dziennikarz otrzymuje jeszcze jedno. Ma dołożyć wszelkich starań, by odkryć zagadkę zniknięcia młodej dziewczyny sprzed czasów. Po burzliwej karierze zrezygnowany dziennikarz niechętnie przyjmuje propozycję. Po pewnym czasie do jego zespołu trafia Lisbeth Salander - młoda, specyficzna, ale i genialna researcherka. Razem wpadają na trop, który doprowadzi ich do szokującego odkrycia.

Prawdę mówiąc, na samym początku zupełnie nie byłam przekonana do fabuły. Akcja toczyła się w powolnym tempie. Co prawda wątek suszonych kwiatów, które rokrocznie otrzymywał Henrik Vanger w dniu swoich urodzin z niewiadomego źródła wydał się intrygujący, jednak względem całości - marudnego i zrezygnowanego Mikaela oraz licznej rodziny Vangerów, w której prawie każdy wyróżniał się złymi intencjami, wątek ten ginął w tle. W początkowym etapie zastanawiałam się, co też ludzie mogę w tej książce widzieć...

Na szczęście zaraz potem, po przetrwaniu jakichś 100 stron akcja zaczęła się rozkręcać. Mikael w trakcie śledztwa wpada na ciekawy trop, za który to niespotykany pomysł należy się szacunek autorowi. Tym samym nastawienie dziennikarza względem sprawy zmienia się o 180 stopni i z wątpiącego defetysty przemienia się wreszcie w zafascynowanego śledczego. A to już połowa sukcesu.

Później na horyzoncie pojawia się Lisbeth Salander. Młoda, wytatuowana i wypiercingowana dziewczyna o wyglądzie anorektycznej 12-latki, uznawana za osobę problematyczną, aspołeczną i nie do końca rozwiniętą. Na spore uznanie zasługuje jednak jej fotograficzna pamięć i zdolności hakerskie. A także nietypowe sposoby na rozwiązywanie problemów, gdzie jeden z nich można będzie poznać na łamach książki, co według mnie jest chyba najbardziej szokującym i robiącym wielkie wrażenie fragmentem. Salander to z pewnością barwna i mocno wyrazista postać, która będzie miała niemałe znaczenie w śledztwie.

Tuż obok głównych bohaterów toczą się także losy klanu Vangerów oraz cicha walka związana z wolą zemsty pomiędzy Mikaelem a jego konkurentem, który zrujnował dziennikarzowi karierę. I część cyklu Millenium to z pewnością powieść wielowątkowa, nie skupiająca się wyłącznie na aspektach kryminalnych, w której urozmaicona fabuła sprawia, że nie sposób się zanudzić.

Wraz z kolejnymi stronami akcja nabiera tempa, śledztwo się rozkręca, pojawiają się nowe przesłanki i zagadki do rozwiązania. Czytelnik chce poznać prawdę, dowiedzieć się kto był przestępcą i jaki miał motyw by wyeliminować młodą, zdawać by się mogło niewinną dziewczynę. Aż w końcu dochodzi do wyczekiwanego zakończenia, a ono...

Trochę rozczarowuje... a przynajmniej mnie. Odnoszę się tu do całości pod której byłam sporym wrażeniem. W dzisiejszych czasach na tle niezliczonych kryminałów nie jest łatwo wymyślić czegoś nowego, co by nie powielało (nawet zupełnie przypadkowo) utartych szlaków. Larrson wykazał się sporą kreatywnością i przedstawił ciekawe, niespotykane i robiące wrażenie pomysły. Sprawiły one, że książka utrzymywała wysoki poziom. Jednak zakończenie w przeciwieństwie do wyrafinowanego toku wydarzeń było, najzwyczajniej mówiąc, trywialne. Tak jakby wklejono je z zupełnie innej książki. Albo autor wyczerpał się na końcówce.

Pomimo niekoniecznie udanego zakończenia, "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to powieść, którą mogę polecić. Ze względu na ciekawe pomysły autora, wciągającą fabułę, wielowątkowość oraz oczywiście na kompletnie wyrwaną z kosmosu, ale na swój sposób fascynującą postać Salander. Aktualnie jestem w trakcie czytania II części - zobaczymy jak tu się sprawa będzie miała z zakończeniem.

czwartek, 21 kwietnia 2016

"Skazana na życie" - Anna Langfus




Tytuł: Skazana na życie
Autor: Anna Langfus
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 272




XX wiek, początek II wojny światowej. Anna Langfus to młoda Żydówka, która niedawno wyszła za mąż. Żyje w getcie, gdzie z dnia na dzień jest coraz niebezpieczniej i tylko karty pracy chronią Żydów przed śmiercią. W końcu nadchodzi dzień, gdy wraz z częścią rodziny ucieka za mur. Szantażowani rozdzielają się i w strachu i o głodzie próbują znaleźć miejsce dla siebie. Anna uwięziona przez gestapo, widzi śmierć swojego męża. Trafia do więzienia, gdzie po wyroku skazania na śmierć przy ciężkiej pracy oczekuje końca swojego żywota. Ale ten nie nadchodzi, załamując dziewczynę i odbierając jej wszelką nadzieję, nawet tę na śmierć.

"Skazana na życie" to nie do końca dosłowna autobiografia autorki, ale książka napisana na faktach. Opowiada historię młodej, dość rozpieszczonej, pochodzącej z dobrego domu dziewczyny, studiującej, z mężem u boku i z perspektywą przejęcia fabryki przemysłowej rodziców. Jednak ta sielankowa wizja traci na wartości wraz z pierwszymi strzałami padającymi z niemieckich rewolwerów i koniecznością ukrywania się w domu. A jedynym uczuciem jakie ją przepełnia jest strach.

Pierwsze strony książki niestety nie należą do zbyt ciekawych, jednak już po ucieczce z getta dzieje się coraz więcej, a wraz ze wzrostem niebezpieczeństwa, rośnie ciekawość odnośnie dalszych losów Anny i jej męża Jakuba.

To książka która pokazuje, że nie tylko Niemcy byli tymi złymi, ale również wśród Polaków zdarzały się postawy szmalcowników, wyłudzających od Żydów niemałe pieniądze. Także w więzieniu kobiety zamiast pomagać sobie w niedoli, dogryzały sobie nawzajem i wykorzystywały inne.

"Skazana na życie" to nie typowa książka, w której Żydzi trafiają do obozów koncentracyjnych, by przymierać głodem, wykonywać katorżnicze ćwiczenia i być zdanym na łaskę nazistów. To książka o permanentnym uciekaniu Żydówki, ukrywaniu się po domach, lasach, w wiecznym lęku poszukiwaniu miejsca na schronienie.

Sama główna bohaterka skutecznie mnie irytowała. Miałam wrażenie, że wiecznie, już od samego początku uważała się za lepszą od innych. Jeśli ktoś troszczył się o nią i chciał, by trzymali się razem, tą nie obchodziło to, ignorowała tę osobę i oddalała się, przekonana, że świetnie poradzi sobie sama. Jakimś dziwnym trafem zawsze jej się udawało, ale przez to jej zachowanie czasem aż "chciałam", by dano jej nauczkę.

"Skazana na życie" to smutna historia osadzona w czasach II wojny światowej. Pokazuje ciemniejszą stronę ludzkiej natury, gdzie zamiast sobie pomagać, poszukiwano sposobów na wzbogacenie się kosztem innych. Pobudzająca do refleksji nad przeszłością.

czwartek, 10 marca 2016

"Pomaluj to na czarno" - Janet Fitch






Tytuł: Pomaluj to na czarno
Autor: Janet Fitch
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 496






Josie Tyler z utęsknieniem oczekuje na telefon bądź przyjazd swojego ukochanego. Tymczasem ni stąd ni zowąd dzwoni do niej funkcjonariusz policji. I prosi ją o jedno - by przyjechała zidentyfikować zwłoki swojego chłopaka. Szok i rozpacz przejmują serce dziewczyny. Nijak nie może pogodzić się z samobójstwem Michaela. Powoli w atmosferze nienawiści i cierpienia zbliża się do jego matki, by dowiedzieć się czegoś więcej o swoim chłopaku i być może rozwiązać zagadkę jego śmierci.

"Pomaluj to na czarno" to powieść bardziej psychologiczna, aniżeli obyczajowa jak głosi jej opis. Od samego początku mamy do czynienia z silnymi i negatywnymi emocjami ze strony Josie. Dziewczyna analizuje przeszłość, po kolei przywołuje do siebie kolejne zdarzenia, bezustannie obwiniając się za śmierć Michaela.

"Zawsze musiała brać życie takim, jakie było. Bałaby się wyobrażać sobie idealny czerwiec, idealną pogodę, w ogóle jakąkolwiek doskonałość, ponieważ wiedziała, że i tak nigdy nie osiągnie ideału."

W książce mamy zderzenie ze sobą dwóch diametralnie różnych światów. Świata Josie - dziewczyny wulgarnej, z wielodzietnej, niewykształconej rodziny z niższych sfer, która wyrwała się ze wsi. Pozuje do aktów, gra w słabych filmach i mieszka w malutkiej klitce. I świata Meredith (matki Michaela) - światowej sławy śpiewaczki i pianistki, która żyje w luksusie i pół życia spędziła na dalekich podróżach. Ale śmierć nie patrzy na stan majątku i równo dotyka wszystkich. Tym sposobem choć za życia chłopaka nieprzyjazne sobie, po jego śmierci Josie i Meredith zbliżają się do siebie.

I odkrywają, że Michael wcale nie był taki, na jakiego się kreował. Jak się okazuje, miał sporo swoich tajemnic, sporo ukrywał, sporo sytuacji o sobie "tworzył", a jego osoba po śmierci dla Josie staje się jedną, wielką niewiadomą.

"Starość nie polega na tym, że ciało się rozpada, ponieważ tak długo żyje, lecz na tym, że człowiek jest tak wymęczony i zbity przez życie, iż w końcu z radością zamyka oczy, aby już nigdy ich nie otworzyć."

Podczas czytania bardzo żal było mi postaci Josie. Dziewczynę od najmłodszych lat nie napotykało w życiu nic dobrego. Miała ogromny kompleks pochodzenia, przez co zawsze czuła się gorsza. I kiedy w końcu pojawił się w jej życiu ktoś, dzięki komu zaczęło świecić dla niej słońce, sielanka nie trwała zbyt długo. Jeszcze za życia Michael zaczął oddalać się od Josie, choć ta nie miała pojęcia dlaczego i ze wszystkich sił starała się naprawić to, co ten niszczył. Myślę, że chyba się nie pomylę, jeżeli ich związek nazwę mianem toksycznego. A kiedy Michael umiera, dziewczyna zarzuca sobie winę i dręczy się tym, co mogła dla niego zrobić.

"Człowiek nie jest w stanie przetrawić zbyt dużej porcji rzeczywistości."

Książka toczy się depresyjnym nurtem. Pojawiają się pytania o sens istnienia, występuje wyparcie rzeczywistości. Rozdziały kończą się często dobitną, ale i przygnębiającą puentą. Treść książki mogłabym porównać do kotłowania się z własnymi myślami. Oczekiwałam, że na koniec odkryję jakiś konkretny sekret. Niestety, powieść pozostawia sporo niedopowiedzeń, wiele do namysłu. To jaki scenariusz przyjmiemy za prawdziwy, zależy już tylko od nas samych. A postać Michaela, który każdemu "sprzedawał" o sobie inny życiorys niestety tego nie ułatwia.

"Pomaluj to na czarno" to powieść nostalgiczna i dołująca, na pewno nie przeznaczona do czytania dla rozrywki. Sporo w niej wulgarności, zarówno w scenach jak i języku. Także nie każdemu się ona spodoba. Jeśli oglądaliście i podobał wam się film "Biały oleander" na postawie książki, którą również napisała Janet Fitch, to "Pomaluj to na czarno" utrzymane jest w podobnym nurcie i zapewne również przypadnie wam do gustu.

wtorek, 9 września 2014

„Klub samobójców” – Daniel Koziarski







Tytuł: Klub samobójców
Autor: Daniel Koziarski
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320






Do przeczytania książki zachęcił mnie, czego raczej nietrudno się domyślić, sam jej tytuł. Nie wiedziałam do końca, o czym ona jest, a polskie nazwisko autora przez moje osobiste uprzedzenia też nie za bardzo zachęcało do lektury, jednak ten tytuł… cóż, obok niego nie mogłam przejść obojętnie i mimo że nie tak wyobrażałam sobie fabułę owej powieści, muszę powiedzieć, że jestem zadowolona, że po nią sięgnęłam.

Rozdziały owej publikacji podzielone są na 4 podrozdziały, z których każdy traktuje o innej osobie.
Michał, absolwent prawa i asystent na uniwersytecie, znudzony życiem pewnego dnia loguje się na czacie „Klub samobójców”, na którym to bierze udział w różnorakich dyskusjach, a także prywatnie rozmawia z osobami chcącymi się zabić.
Magda, dziewczyna Michała, w poszukiwaniu pracy wyjeżdża do Londynu, gdzie prowadzi rozwiązłe życie, wyszukując coraz to nowych i mało moralnych rozrywek.
Maciej Trybulski, autor przypadkowo dobrze przyjętej książki debiutanckiej stara się napisać kolejną powieść. Jak się jednak okazuje, nie jest to dla niego wcale takie łatwe.  
Psychoterapeuta, doktor Wolniewicz w swoim gabinecie przyjmuje całą masę irytujących pacjentów, a każdą wizytę bezustannie przelicza na pieniądze.

„Klub samobójców” to książka przesiąknięta czarnym humorem, satyrą, ironią, cynizmem i sarkazmem. Nie mogę powiedzieć, że polecam ją wszystkim, bo wiem, że nie wszystkim się ona spodoba. Niektórzy mogą uznać ją za zbyt prześmiewczą, lekceważącą, gorszącą, wulgarną. Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Ma ona na pewno swoisty charakter i albo się ją polubi albo znienawidzi. Ja osobiście mam specyficzny humor i często żarty innych za bardzo mnie nie bawią, za to mogę się śmiać z rzeczy, które inni uznają za kompletnie nie śmieszne i akurat ten styl pisarza do mnie przemówił.

Dużo bardziej podobało mi się czytanie o losach Michała i Magdy, niż Macieja i Wolniewicza. Historie tego ostatniego wydawały się wręcz nudne, chociaż od czasu do czasu zdarzały się mistrzowskie, zwalające z nóg wizyty pacjentów jak np. karła. Za to moją ulubioną postacią była Magda, chyba najbardziej cyniczna i wyróżniająca się z bohaterów, której komentarze i przemyślenia bawiły mnie niezmiernie.

Zakończenie powieści okazało się niezwykle zaskakujące, czego kompletnie się nie spodziewałam. Fabuła książki toczyła się typowym dla bohaterów, nieco monotonnym tokiem i myślałam, że koniec będzie równie spokojny i niczym się nie wyróżniający, ale on… wywrócił wszystko do góry nogami, wpędzając mnie w osłupienie. Spodobały mi się te zakończenia losów bohaterów, mimo że tragiczne, to jednak zawierające też w sobie elementy humorystyczne. Właściwie to wszystkie, oprócz wątku Magdy z której ostateczną decyzją nie mogłam się nijak pogodzić.

Mnie osobiście książka bardzo przypadła do gustu. Jest ona na pewno niecodzienna i stanowi pewną odskocznię od pozostałych pozycji. Jednakże uprzedzam, że nie jest ona skierowana do każdego, także sięgnięcie po nią stanowi niejakie ryzyko. Mimo to uważam, że warto je podjąć.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

„Ciemność płonie” – Jakub Ćwiek






Tytuł: Ciemność płonie
Autor: Jakub Ćwiek
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Fabryka słów
Liczba stron: 312







Przechadzając się między regałami biblioteki i czytając opisy kolejnych książek, na jednej z nich natknęłam się na wielki napis: KATOWICE GŁÓWNY. I to mi wystarczyło, żeby tę pozycję wybrać. Nie przeszkodziło mi to, że z pisarzem nie miałam wcześniej do czynienia ani to, że książka należy do gatunku fantastyki, którego to nie lubię i nie czytam. W Katowicach jestem niemalże codziennie od blisko 4 lat, także możliwość przeczytania powieści, której akcja się w nich toczy, była dla mnie niezwykle atrakcyjna.

Dworzec w Katowicach, miejsce odjazdów i przyjazdów, zwany przez niektórych umieralnią, skrywa w sobie nie tylko bezdomnych z wyboru, ale również Wybrańców wyróżnionych przez Ciemność, dla których owe miejsce jest w nocy jedynym azylem przed jej mackami. Pewnego dnia studentka kulturoznawstwa - Natka na życzenie starszego mężczyzny, w ramach podziękowania przekazuje mu tajemniczą monetę, która nie wiadomo jak znalazła się w jej portfelu. Jak się okazuje, moneta ta jest przepustką do wolności od Ciemności, a Natka oddając ją, skazała się na konieczność spędzania nocy na dworcu.

Pierwszy raz czytałam książkę, której akcja rozgrywała się w znanym dla mnie miejscu i muszę powiedzieć, że było to dla mnie bardzo miłym doświadczeniem. Opisy miasta zostały przedstawione bardzo realistycznie tak, że dokładnie wiedziałam, którędy dany bohater szedł i mogłam dzięki temu jeszcze bardziej wczuć się w akcję powieści. Co prawda najwięcej relacji skupiało się na dworcu i trochę żałuję, że nie natrafiłam na tę książkę przed jego przebudową, ponieważ dziś nowo odrestaurowany dworzec, ma jednak mało wspólnego z tym z opisów.

Autor książki wykreował interesujących bohaterów, których osobowość, przeszłość i historie z chęcią się poznawało. Szkoda tylko, że informacje na ich temat były tak wybiórczo i skąpo przedstawione. Ale to może i kwestia przyzwyczajenia. Jak się czyta książki Picoult pełne obszernych opisów na temat przeszłości, to przy innych pozycjach chyba zawsze pozostanie jakiś niedosyt. Zostały tu również ukazane różne postawy postaci. Zarówno ludzkie słabości, egoizm i chęć uwolnienia się nawet kosztem innych, ale i również altruistyczne i szlachetne stanowiska.

„Ciemność płonie” pozwala również zastanowić się nad losami bezdomnych. Wielu z ludzi ma o nich wyobrażenie takie, że są to osoby bez wykształcenia, którym nie chce się pracować, a wolą żebrać, bo ta droga jest zdecydowanie łatwiejsza. Nie zawsze jednak jest to prawdą, a los bezdomnych mógł być dużo bardziej skomplikowany i mało związany z lenistwem i osobistymi wyborami.

Ale to tyle jeśli chodzi o plusy. Sam wątek Ciemności niestety do mnie nie przemówił. Czytałam opinie ludzi, że to było straszne. To było straszne?! No cóż, ja osobiście nie odczułam żadnej atmosfery grozy, a wręcz przeciwnie. Niektóre zabiegi jakie stosowała Ciemność, czytałam z powątpiewaniem a nawet kpiącym uśmiechem. I naprawdę nie wyobrażam sobie, by móc się przy tym bać.


Książkę przeczytałam i przetrawiłam. Jakichś głębszych emocji we mnie nie wzbudziła. Czy polecam? Ciężko powiedzieć. Na pewno dla osób mających jakąkolwiek styczność z Katowicami będzie to ciekawy wybór. Ale także może i dla tych, którzy wielbią się w fantastyce. A inni… cóż, myślę, że równie dobrze mogą z niej zrezygnować.

sobota, 12 kwietnia 2014

„Jak z obrazka” – Jodi Picoult






Tytuł: Jak z obrazka
Autor:
Jodi Picoult
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 360







Policja odnajduje błąkającą się po cmentarzu w Los Angeles młodą kobietę. Na skutek amnezji nie pamięta, jak się nazywa, kim jest ani gdzie mieszka. Z biegiem czasu jednak przypomina sobie, że pracuje jako antropolog, a kiedy zgłasza się po nią mąż, okazuje się, że dodatkowo jest żoną sławnego na skalę światową aktora i producenta, Aleksa Riversa. Powraca z nim do wielkiego domu pełnego służby i powoli zaczyna przyzwyczajać się do niewiarygodnie bogatego i luksusowego życia. Pewnego dnia jednak parę szczegółów przywraca jej pamięć co do koszmarów z przeszłości. Przypomina sobie, że jest we wczesnej ciąży i musi chronić dziecko przed czyhającym na nie zagrożeniem. Tym samym jak przed paroma dniami ucieka tam, gdzie mąż nie będzie mógł jej znaleźć i gdzie będzie w pełni bezpieczna.

Oto druga już książka Jodi Picoult, jaką przeczytałam, której akcja nie toczy się na sali sądowej. To powtórnie mnie zaskoczyło, ponieważ mimo wszystko jestem do tego schematu przyzwyczajona. Powieści tej pisarki zawsze biorę do rąk z przyjemnością i zwykle do ostatnich stron przechodzę w pełni usatysfakcjonowana z lektury. Jednak z tą książką było inaczej. Nie tyle, że jakoś bardzo mnie rozczarowała, ale po prostu nie miała w sobie „tego czegoś”, co zawierają inne dzieła Picoult.

Z pozoru idealne małżeństwo Aleksa z Cassie okazuje się, że za kulisami naznaczone jest również ponurym okrucieństwem. Aleks jednego dnia jest kochającym i dbającym mężem, a drugiego w fazie wściekłości potrafi zmaltretować swoją żonę tak, że przez kolejne dni pokryta jest całą gamą siniaków. Cassie jednak za każdym razem wybacza mu i żyje u jego boku, jak gdyby nigdy nic. Temat zdawałby się intrygujący, a w połączeniu z początkową amnezją jeszcze bardziej ciekawy. I taka właśnie jest pierwsza część, która przyciąga czytelnika do poznania szczegółów z życia Cassie, która sama za dużo o sobie nie wie. Jednak, gdy kobieta znów odzyskuje pamięć, następuje obszerny opis tego jak doszło do poznania młodej pary, całego ich romansu, następnie ślubu i początkowo sielankowego życia, który to opis ciągnie się i ciągnie niemalże w nieskończoność. Sam temat przemocy potraktowany jest wg mnie nieco po macoszemu, a postawa Cassie, która godzi się na okrutne traktowanie, za każdym razem usprawiedliwiając czyny Aleksa, tłumacząc je jego własnym cierpieniem i nie wykazując żadnych sprzeciwów, jest wręcz irytująca. W końcu kobieta decyduje się na opuszczenie męża, co jest odważnym krokiem godnym podziwu, jednak jak się okazuje jej kilkumiesięczna separacja nie uczy jej niczego i po tym czasie widać, że jej zaślepienie i naiwność w dalszym ciągu się jej trzymają. Samo zakończenie jest nieco zaskakujące, jednak jakoś nie do końca przypadło mi do gustu i średnio pasowało mi do postaci Cassie. Uważam, że temat, jaki wybrała pisarka jest bardzo ciekawy, jednak ona sama nie potrafiła go ciekawie rozwinąć. Mimo to myślę, że można jej to wybaczyć, patrząc na resztę jej twórczości.

„Istnieje pewien problem ze zranionymi ptakami […] Albo pewnego dnia od ciebie odlecą, albo ich stan nigdy się nie poprawi. Choćbyś nie wiem co robiła, nie uleczysz ich rany.”

środa, 12 lutego 2014

,,Księga Małgorzaty’’ – Judith Merkle Riley






Tytuł: Księga Małgorzaty
Autor:
Judith Merkle Riley
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Książnica
Liczba stron: 444







Akcja powieści toczy się w średniowieczu, w XIV-wiecznej Anglii. Główna bohaterka, młoda kobieta żywi z pozoru skromne marzenie - chce spisać dzieje swojego życia. Jednak z uwagi na epokę w jakiej przyszło jej bytować, w której osoby płci żeńskiej stoją daleko w tyle za mężczyznami, nie posiadają większych praw, nie są obdarzane szacunkiem czy prestiżem, owe pragnienie w oczach innych podchodzi pod herezję i okazuje się bardzo trudne do zrealizowania. Po wielu poszukiwaniach Małgorzacie udaje się w końcu odnaleźć brata Grzegorza, skrybę, który godzi się na spisanie jej dziejów. Nie jest on zbyt szczęśliwy z tego powodu, wydaje mu się to ekscentrycznym zadaniem, ma różne poglądy od Małgorzaty, co często prowadzi również do sprzeczek między nimi, jednak z czasem coraz bardziej zaczyna wciągać się w historię młodej kobiety, by ostatecznie, chcąc nie chcąc, trafić w samo centrum wydarzeń z nią związanych.

Książka historyczna opowiada o zupełnie innych czasach, niż tych w których ówcześnie żyjemy. Małgorzata to osoba kreatywna, zdolna, mądra, żądna wiedzy… Obecnie te cechy to nieocenione zalety, jednakże w XIV w. kobiecie przynosiły więcej szkody niż pożytku. To mężczyzna był kimś poważanym, natomiast niewiasty odgórnie uznawano za głupie, a ich zadaniem było podporządkowanie się mężczyznom i bycie posłusznym swym mężom. W trakcie czytania od czasu do czasu odzywał się we mnie duch feministyczny i trochę irytowało mnie właśnie to wywyższanie płci męskiej i brak jakichś większych możliwości u kobiet, jednakże doskonale odzwierciedlało to tendencje owej epoki. Jak dla mnie książka jest momentami nieco nudnawa i zdawałoby się, że ciągnie się w nieskończoność. Z drugiej strony bardzo ciekawiło mnie to w jaki sposób Małgorzata z osoby biednej, często głodującej, spotykającej na swojej drodze  wiele nieszczęść zdołała przejść do takiego stadium, w którym znajdowała się w trakcie spisywania swych dziejów. Dopiero pod koniec utworu dowiedziałam się, w jak ciekawy sposób do tego doszło, niemniej jednak na tym książka się nie kończy.  Nagle znów idylliczny świat Małgorzaty, w którym żyła przez ostatnich parę lat zaczyna się rozpadać, a ona ponownie obrywa od losu wedle tak często powtarzanej w tej książce maksymy głoszącej, iż Bóg jest wybitnym żartownisiem. Uważam, iż warto od czasu do czasu sięgnąć po książkę, która odnosi się do innego stulecia, żeby nieco zbliżyć się do historii, poznać kulturę i tradycje dawnych czasów, a tym samym i docenić możliwości, jakie dają nam obecne czasy i może wyzbyć się tak często powtarzanego założenia, że ,,kiedyś było lepiej’’, bo jak sama ,,Księga Małgorzaty’’ pokazuje na pewno pod wieloma względami jednak nie było.