Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 maja 2017

"Szopka" - Zośka Papużanka






Tytuł: Szopka
Autor: Zośka Papużanka
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo:
Świat Książki
Liczba stron: 208







Młoda kobieta z małym dzieckiem pewnego dnia zostaje wdową. Wraca do domu rodzinnego, ale tam nie jest wcale miło powitana, a rodzice traktują ją jak problem. Wredna, szczera aż do bólu, wiecznie niezadowolona kobieta z małym dzieckiem znajduje sobie jednak mężczyznę, za którego postanawia wyjść za mąż. I nie jest to z pewnością małżeństwo z miłości. Wkrótce na świat przychodzi kolejne dziecko i tym to sposobem bohaterowie stają się pełną, 4-osobową rodziną... i wtedy też zaczyna się cała "zabawa" zwana życiem.

Żona dzień w dzień gnębi męża za wszystkie nieszczęścia świata. Tłamszony mąż stara się jak najmniej przebywać w domu. Maciuś przeklina, przezywa i terroryzuje swoją siostrę. A najmłodsza Wanda zastraszana na każdym kroku, boi się zająć w domu jakiekolwiek stanowisko. Tak mniej więcej przedstawia się sytuacja rodziny, gdzie każdy wchodzi w swoją rolę i nie wychodzi z niej przez kilkadziesiąt lat przestawionych na łamach tej książki.

"Szopki" nie czyta się dobrze czy lekko. To książka, która razi językiem, przekleństwami, niskim poziomem wypowiedzi. Ale przede wszystkim brakiem poszanowania drugiej osoby i ogólnie pojętą krzywdą, jaką bohaterowie wyrządzają sobie nawzajem. Rodzina powinna być symbolem wsparcia i miłości, ale akurat w tej książce ukazana jest niczym skupisko toksycznych relacji, których nikt nie chce ukrócić.

Podczas czytania przez cały czas miałam wrażenie, że z czymś mi się ta książka kojarzy. I owszem, "Gnój" Wojciecha Kuczoka napisany jest w podobnym stylu pod względem zarówno języka jak i fabuły. Z tym że o ile w książce autora całość robi na czytelniku niemałe wrażenie, tak "Szopka" Papużanki w ogólnym rozrachunku budziła we mnie raczej obrzydzenie, niechęć, irytację oraz niesmak. W "Gnoju" można było liczyć również na wątki psychologiczne warte zastanowienia. Tutaj szczerze mówiąc, nawet nie chciałabym się w nic zagłębiać, bo postaci (w szczególności żona) doprowadzały mnie do szału. Jej wiecznego marudzenia, nękania niewinnego męża, a wychwalania pod niebiosa i litowanie się nad permanentnie bezrobotnym, uzależnionym od alkoholu, 50-letnim synem nie dało się znieść.

"Szopka" to ewidentnie lektura, której nie polecam, no chyba że ktoś ma ochotę podnieść sobie ciśnienie. Co prawda można ją docenić za oryginalność. Niemniej jednak mnie czytanie jej wymęczyło, zajęło sporo czasu i generalnie nie zrobiło dobrego wrażenia.

poniedziałek, 28 marca 2016

"Niewierna żona" - James Grippando




Tytuł: Niewierna żona
Autor: James Grippando
Rok wydania: 
2007
Wydawnictwo:
Świat książki
Liczba stron: 384




Młoda lekarka Peyton Shields stale ma wrażenie, że jest obserwowana i śledzona. Więc kiedy ulega wypadkowi samochodowemu, jest przekonana, że był on spowodowany umyślnie. Tymczasem jej małżeństwo stoi nad przepaścią. Peyton podejrzewa męża o zdradę, a sama po upojnej nocy budzi się w łóżku swojego byłego chłopaka Gary'ego. Gdy ta wieść wypływa na światło dzienne, Peyton zostaje zaszantażowana, jej mąż wścieka się, a zaraz po tym Gary zostaje zamordowany. Peyton wraz z mężem zostają oskarżeni o morderstwo. Jednak czy ktokolwiek z nich dokonał zbrodni?

Bardzo lubię powieści psychologiczne, które bardziej niż na akcji skupiają się na psychice, myślach i motywach bohaterów, a gdy uwzględnione są poszczególne zachowania wynikające z wydarzeń z przeszłości niczym ciąg przyczynowo-skutkowy, to tym bardziej książki takie doceniam. Widząc zatem napis na okładce "thriller psychologiczny", od razu po tę pozycję sięgnęłam. I muszę przyznać, że było z tym trochę słabo. Co prawda jakieś tam myśli, retrospekcje zostały przywoływane, ale jak dla mnie to jednak bardziej thriller niż psychologiczny.

Przechodząc do postaci, to trochę drażniła mnie główna bohaterka, bo wiecie, to taka stereotypowa, nadambitna, młoda lekarka, która dla kariery zrobiłaby wszystko co tylko się da, bez względu na nic. Ani na zdrowie, ani na ledwo poczęte dziecko (które ostatecznie zmarło, zanim dostało szansę, by się urodzić), ani na męża (któremu nawet o ciąży przez jakieś dwa może miesiące nie miała czasu powiedzieć). No i była też trochę megalomanką. Bo jak można wmówić sobie, że chłopak, z którym było się za dzieciaka w związku 10 lat wcześniej dalej świata poza nią nie widzi i wmawiać mu, że na pewno wysyła jej romantyczne różyczki, choć ten otwarcie mówi, że tego nie robi? Robiła tym z siebie trochę pośmiewisko, ale gdzieżby jej to mogło przyjść do głowy.

W opisie książki już w pierwszym zdaniu widnieje przyciągające słowo "cyberseks". Byłam ciekawa co też za owym hasłem będzie się kryło, bo szczerze mówiąc nie spotkałam się wcześniej z takim zjawiskiem w książkach. Ale jeśli też was to zaintrygowało, to muszę was rozczarować. Otóż tylko w jednym, krótkim fragmencie jest o tym wzmianka i to tak krótka i mało znacząca, że naprawdę nie rozumiem istoty takiego opisu. No oczywiście oprócz znaczenia czysto komercyjnego.

Gdzieś tam w tle powieści tlą się wątki myślę, że dużo ciekawsze od głównego jej biegu. Ale jak się można domyślić nie są one opisywane niestety zbyt obszernie. To samo tyczy się jej zakończenia, które nie dość że jest ciekawe, to pozostawia jeszcze sporo do namysłu.

"Niewierna żona" to powieść powiedziałabym, że dość przeciętna i niewyróżniająca się spośród innych książek. Ani nie skupia się zbyt dogłębnie na psychice bohaterów, ani jako że zwana jest thrillerem, obaw raczej nie budzi.

czwartek, 10 marca 2016

"Pomaluj to na czarno" - Janet Fitch






Tytuł: Pomaluj to na czarno
Autor: Janet Fitch
Rok wydania: 
2008
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 496






Josie Tyler z utęsknieniem oczekuje na telefon bądź przyjazd swojego ukochanego. Tymczasem ni stąd ni zowąd dzwoni do niej funkcjonariusz policji. I prosi ją o jedno - by przyjechała zidentyfikować zwłoki swojego chłopaka. Szok i rozpacz przejmują serce dziewczyny. Nijak nie może pogodzić się z samobójstwem Michaela. Powoli w atmosferze nienawiści i cierpienia zbliża się do jego matki, by dowiedzieć się czegoś więcej o swoim chłopaku i być może rozwiązać zagadkę jego śmierci.

"Pomaluj to na czarno" to powieść bardziej psychologiczna, aniżeli obyczajowa jak głosi jej opis. Od samego początku mamy do czynienia z silnymi i negatywnymi emocjami ze strony Josie. Dziewczyna analizuje przeszłość, po kolei przywołuje do siebie kolejne zdarzenia, bezustannie obwiniając się za śmierć Michaela.

"Zawsze musiała brać życie takim, jakie było. Bałaby się wyobrażać sobie idealny czerwiec, idealną pogodę, w ogóle jakąkolwiek doskonałość, ponieważ wiedziała, że i tak nigdy nie osiągnie ideału."

W książce mamy zderzenie ze sobą dwóch diametralnie różnych światów. Świata Josie - dziewczyny wulgarnej, z wielodzietnej, niewykształconej rodziny z niższych sfer, która wyrwała się ze wsi. Pozuje do aktów, gra w słabych filmach i mieszka w malutkiej klitce. I świata Meredith (matki Michaela) - światowej sławy śpiewaczki i pianistki, która żyje w luksusie i pół życia spędziła na dalekich podróżach. Ale śmierć nie patrzy na stan majątku i równo dotyka wszystkich. Tym sposobem choć za życia chłopaka nieprzyjazne sobie, po jego śmierci Josie i Meredith zbliżają się do siebie.

I odkrywają, że Michael wcale nie był taki, na jakiego się kreował. Jak się okazuje, miał sporo swoich tajemnic, sporo ukrywał, sporo sytuacji o sobie "tworzył", a jego osoba po śmierci dla Josie staje się jedną, wielką niewiadomą.

"Starość nie polega na tym, że ciało się rozpada, ponieważ tak długo żyje, lecz na tym, że człowiek jest tak wymęczony i zbity przez życie, iż w końcu z radością zamyka oczy, aby już nigdy ich nie otworzyć."

Podczas czytania bardzo żal było mi postaci Josie. Dziewczynę od najmłodszych lat nie napotykało w życiu nic dobrego. Miała ogromny kompleks pochodzenia, przez co zawsze czuła się gorsza. I kiedy w końcu pojawił się w jej życiu ktoś, dzięki komu zaczęło świecić dla niej słońce, sielanka nie trwała zbyt długo. Jeszcze za życia Michael zaczął oddalać się od Josie, choć ta nie miała pojęcia dlaczego i ze wszystkich sił starała się naprawić to, co ten niszczył. Myślę, że chyba się nie pomylę, jeżeli ich związek nazwę mianem toksycznego. A kiedy Michael umiera, dziewczyna zarzuca sobie winę i dręczy się tym, co mogła dla niego zrobić.

"Człowiek nie jest w stanie przetrawić zbyt dużej porcji rzeczywistości."

Książka toczy się depresyjnym nurtem. Pojawiają się pytania o sens istnienia, występuje wyparcie rzeczywistości. Rozdziały kończą się często dobitną, ale i przygnębiającą puentą. Treść książki mogłabym porównać do kotłowania się z własnymi myślami. Oczekiwałam, że na koniec odkryję jakiś konkretny sekret. Niestety, powieść pozostawia sporo niedopowiedzeń, wiele do namysłu. To jaki scenariusz przyjmiemy za prawdziwy, zależy już tylko od nas samych. A postać Michaela, który każdemu "sprzedawał" o sobie inny życiorys niestety tego nie ułatwia.

"Pomaluj to na czarno" to powieść nostalgiczna i dołująca, na pewno nie przeznaczona do czytania dla rozrywki. Sporo w niej wulgarności, zarówno w scenach jak i języku. Także nie każdemu się ona spodoba. Jeśli oglądaliście i podobał wam się film "Biały oleander" na postawie książki, którą również napisała Janet Fitch, to "Pomaluj to na czarno" utrzymane jest w podobnym nurcie i zapewne również przypadnie wam do gustu.

wtorek, 9 lutego 2016

"Dieta oczyszczająca. Program odnowy organizmu w 7 dni" - Peter Bennett, Stephen Barrie, Sara Faye






Tytuł: Dieta oczyszczająca. Program odnowy organizmu w 7 dni
Autor: Peter Bennett, Stephen Barrie, Sara Faye
Rok wydania: 
2003
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 280






Opis 7-dniowej kuracji polegającej na oczyszczeniu organizmu z zalegających w nim toksyn. Książka zawiera też przepisy i jadłospisy do rozpoczęcia odnowy organizmu.

Biorąc do ręki książkę, spodziewałam się pozycji traktującej o odżywianiu, wpływie pożywienia na organizm, zaleceniach odnośnie produktów i posiłków itp. Na to wskazywałby sam tytuł książki, zawierający w sobie hasło "dieta". Niestety moje oczekiwania zostały rozwiane już po pierwszych paru stronach.

Pierwsza połowa książki traktowała o wszystkim, tylko nie o pożywieniu. Dowiadujemy się w niej o wpływie metali na organizm człowieka, o działaniu różnorakich organów ludzkich i o tym jakie czynności stosować, by oczyścić organizm z toksyn. Mówiąc szczerze, nie było to ciekawe. Co mnie w książce również denerwowało, to bezustanne namawianie czytelników przez autorów do robienia niezliczonej liczby badań i ciągłe nawiązywanie do swojej kliniki.

"Dietę oczyszczającą..." czytało mi się ciężko, nie brak było miejsc znudzenia i właściwie chciałam już tylko ją zakończyć. Oczywiście można było w niej znaleźć interesujące fakty, jak np. to jaki rodzaj stresu wpływa na jaki organ czy układ organizmu, jednak nie było ich zbyt wiele. Brakowało mi w niej jednak wytłumaczenia czemu niektóre reakcje zachodzą w organizmie, z jakiego powodu się to dzieje. Generalnie książka jest dość toporna w czytaniu i na pewno nie przeznaczona dla rozrywki.

W książce znajdziemy także jadłospisy i przepisy na zdrowe, oczyszczające posiłki, ale składniki do nich potrzebne nie zawsze należą do łatwo dostępnych.  

Może już na początku nastawiłam się negatywnie do książki, ale szczerze mówiąc, nie polecam jej. Z pewnością nie powinna nosić tytułu, jaki posiada, by nie mylić czytelników. Ciężko się ją czyta i przynajmniej dla mnie zbyt interesująca nie była. Dużo faktów w niej zawartych nie pozostało też niestety w mojej pamięci. No i najważniejsze, zabiegi w niej opisane i zalecana dieta jakoś nie zdołały mnie zachęcić do idei głoszonej przez autorów. 

czwartek, 9 lipca 2015

„Wilk z Wall Street” – Jordan Belfort






Tytuł: Wilk z Wall Street
Autor: Jordan Belfort
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 512







Jordan Belfort to jeden z najbardziej znanych ludzi w Stanach Zjednoczonych. Jego żądza pieniędzy była tak wielka, że z biednego chłopca w krótkim okresie zawładnął Wall Street i stał się bogatym mężczyzną mającym na swoim koncie miliony. Niestety, jak to bywa, niebotyczne pieniądze mają duży i nieczęsto negatywny wpływ na ludzi, tak jak w przypadku bohatera i właśnie Jordan zabiera nas w świat swojego zwariowanego życia przez duże „Ż” bądź też jak to idealnie w książce określa - życia „bogatych i dysfunkcyjnych”.

Dużo czasu wstrzymywałam się przed obejrzeniem ekranizacji zgodnie z regułą „najpierw książka, później film”. Niestety nie było też możliwości jej przeczytania do czasu, gdy mojej koleżance w końcu udało się zabukować ją w bibliotece, a następnie mi pożyczyć.

Na początku muszę stwierdzić, że przeżyłam swoiste zaskoczenie, czytając tę pozycję. Ostatnio miałam okazję zapoznać się z lekturą „Diablicy z Wall Street”, w której to trochę brakowało mi większych szczegółów ze świata finansjery. Byłam przekonana, że w „Wilku…” na pewno ich nie zabraknie. A tu niespodzianka… Tak się składa, że jest to biografia (!) znanego finansisty, która chociaż początkowo co prawda odnosiła się do jego firmy na Wall Street, później zdecydowanie zeszła na inne tory.

Na pewnym etapie swojego życia Jordan przyznaje, że jest uzależniony od narkotyków, seksu i wydawania pieniędzy. I kiedy to ostatnie może wydawać się śmieszne, to jednak dla przeciętnego odbiorcy przepych i wyrzucanie grubych pieniędzy na każdym kroku może zdumiewać. We mnie osobiście wzbudziło pewną refleksję - obecnie bezustannie poszukuję promocji i zazwyczaj staram się kupować wszystko po niskich kosztach, dlatego zastanowiło mnie, czy gdybym była bogata (no może nie od razu jak Jordan Belfort, nie popadajmy w skrajności ;), ale ponadprzeciętnie, to czy moja rozpustna natura też by się ujawniła?

Ale powracając do książki, pełna jest ona wulgaryzmu, prostytutek, przekleństw i brutalności. No i oczywiście narkotyków, bez których mam wrażenie nijak nie funkcjonowałoby w ogóle Wall Street. To z pewnością nie powieść dla delikatnych i wrażliwych… No dobra, mnie czytało się ją całkiem dobrze i nie powiem, żeby mnie gorszyła, ale słyszałam o głosach oburzenia, dlatego wolę w razie czego uprzedzić. Tak czy inaczej książką dla dzieci ona na pewno nie jest.

Można by pomyśleć, że postać Jordana Belforta - oszusta, kłamcy, szaleńca, notorycznie zdradzającego swą żonę, narażającego życie innych, nieustannie pogrążającego się w narkotykach nie będzie budzić sympatii. A jednak tak nie jest. Jordan ma w sobie coś, co zachęca do kibicowania mu i trzymania jego strony. Spryt i bystrość czy ironiczne a i zarazem zabawne spojrzenie na świat, a może (trudna i dziwna, ale silna) miłość do żony i dzieci sprawiają, że mimo czasem karygodnych błędów jakie popełnia, puszczamy mu to w niepamięć i dajemy kolejną szansę.

Książka jest także swoistą przestrogą przed tym, co z człowiekiem może zrobić nadmiar pieniądza. Daje poczucie władzy, boskości i chęci czerpania „więcej i więcej”, co w przypadku Belforta dochodziło już do niemal opłakanych skutków.


Kto książki jeszcze nie przeczytał, serdecznie do tego zachęcam. Niecodzienna historia o nieprzeciętnym życiu młodego finansisty. Napisana lekko i z poczuciem humoru (często czarnego). Którego życie jego, jego żony i przyjaciół idealnie podsumowuje wyrażenie „bogaci i dysfunkcyjni”.

piątek, 19 grudnia 2014

„Pamiętnik z przyszłości” – Cecelia Ahern






Tytuł: Pamiętnik z przyszłości
Autor: Cecelia Ahern
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 352







Tamara Goodwin to rozpieszczona nastolatka z bogatej rodziny, która zawsze miała wszystko, czego tylko zapragnęła. Pewnego dnia jej ojciec popełnia samobójstwo, a bogactwo okazuje się być tylko ułudą, gdyż tak naprawdę rodzina tonie w długach. Tamara wraz z matką sprzedają dom i wyjeżdżają do swojej zaściankowej rodziny mieszkającej na zapadniętej wsi, w której nic się nie dzieje. Początkowo Tamara jest mocno poirytowana nowym, mało rozrywkowym miejscem zamieszkania, jednak wkrótce do miejscowości przyjeżdża objazdowa biblioteka, w której to dziewczyna wypożycza tajemniczą księgę zamkniętą na kłódkę...

Przyznaję, że po raz pierwszy czytałam książkę autorstwa zachwalanej przez wielu C. Ahern, także nie wiedziałam, czego się mogę po niej spodziewać. Co mnie zaskoczyło już na samym początku, to lekkość pióra pisarki, dzięki któremu mimo trudnych tematów zawartych w powieści, książkę czytało się płynnie i łatwo. Co prawda powieść napisana jest z punktu widzenia 16-latki, także myśli oraz wypowiedzi są czasem dziecinne i niedojrzałe, co może nieco drażnić. Jednak uważam, że można to przeboleć.

W książce na każdym kroku pojawiają się nowe niewiadome, których nikt nie chce wytłumaczyć Tamarze. Kim była rodzina, która zginęła niegdyś w pożarze? Czemu ciotka Tamary – Rosaleen ukrywa przed dziewczyną swoją matkę? Dlaczego matka Tamary mimo upływu dni od śmierci męża popada w coraz większy amok? Ponadto Rosaleen śledzi każdy ruch Tamary, ukradkiem kontrolując jej poczynania. To sprawia, że w książce z każdą stroną potęgowana jest atmosfera tajemniczości i niepewności. Mimo że to nie horror, muszę przyznać, że w pewnym miejscu aż ciarki przeszły mi po plecach.

Na pewnym etapie pojawił się w książce element fantastyczny w postaci pamiętnika z przyszłości. To mnie na początku trochę zniechęciło, gdyż nie wiem czy wiecie, ale raczej trzymam się od fantastyki z daleka. Jednak później przyzwyczaiłam się do wątków z nim, a nawet z niecierpliwością ich wyczekiwałam, bo czy nie każdy z nas chciałby wiedzieć, co wydarzy się w przyszłości?

Warta uwagi jest w książce również przemiana głównej bohaterki. Z rozkapryszonej, rozpieszczonej księżniczki, której wartości materialne stanowiły największą wartość stała się wrażliwą, troskliwą, wyrozumiałą dziewczyną, której wypowiedzi były powodem wzruszeń.

Zakończenie powieści jest ciekawe i zaskakujące. Właściwie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, po zdawałoby się lekkiej fabule. Ostatecznie czytelnik otrzymuje odpowiedzi na stawiane sobie w trakcie lektury pytania i zagadka zostaje rozwiązana.


Całość powieści oceniam na plus. Może fabuła nie jest do końca w moim guście czytelniczym, gdyż zwykle wolę czytać coś w jakichś cięższych klimatach. Jednak polecam jako przyjemny i lekki przerywnik od książek o trudniejszej tematyce.

piątek, 21 listopada 2014

„Tu, gdzie jest serce” – Billie Letts






Tytuł: Tu, gdzie jest serce
Autor: Billie Letts
Rok wydania: 
2004
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 336







Novalee Nation to siedemnastolatka w siódmym miesiącu ciąży, która od zawsze miała pecha do siódemek. Porzucona przez swojego chłopaka w trakcie jazdy do Kalifornii i pozostawiona na pastwę losu, bez dachu nad głową i środków do życia zamieszkuje w supermarkecie. Wkrótce poznaje dobrych, ciepłych ludzi, którzy skłonni są jej pomóc.

Kilka lat temu czytałam parę książek traktujących o nastolatkach w ciąży i każda z nich mówiła o trudach, jakie je napotykały i niełatwych decyzjach, które musiały podjąć. Szczerze powiedziawszy liczyłam na coś podobnego w tej książce, ale ma ona całkiem inny charakter. Od początku historia Novalee jest, krótko mówiąc, naiwna. Napotyka na samych dobrych ludzi, którzy m. in. pozwalają jej zamieszkać u siebie (całkiem obcej osobie z ulicy!), dają jej pożywienie, zajmują się jej dzieckiem, pożyczają samochód, mimo że pieniędzy przynajmniej na początku nie ma żadnych. Wszystko jest piękne i kolorowe tylko… gdzie tu realizm? Chyba, że to ja żyję na całkiem innym świecie.

Cechą głównej bohaterki również jest naiwność, a także niedojrzałość i totalna beztroska. Po pierwsze zaraz po porzuceniu jej przez chłopaka zamiast zacząć szukać, a chociażby myśleć o jakimkolwiek schronieniu, ta ucina sobie pogawędki z nowo poznanymi ludźmi, jak gdyby nigdy nic, a dopiero pod wieczór dopuszcza do siebie myśl, że nie ma dachu nad głową i że to jednak jest problem. Po drugie sytuacja w której siedemnastolatka świeżo po urodzeniu dziecka na trzeciej randce ląduje w łóżku z prawie nieznajomym mężczyzną, po czym wydaje jej się, że znów jest w ciąży, jest godna chyba tylko złapania się za głowę. I mogłabym tu wymieniać jeszcze wiele tego typu przykładów… Co prawda z biegiem lat Novalee wydoroślała i zmądrzała, a pod koniec decyzja, którą podjęła nawet i mnie ujęła, ale wcześniejsze sytuacje, których była bohaterką zdecydowanie pozostawiają niesmak co do jej postaci.

Akcja książki toczy się przez bodajże 8 lat i przez ten czas dzieje się w niej zarówno za dużo jak i za mało. Tam, gdzie oczekiwałam szczegółów w pewnych sytuacjach, zabrakło ich. Za to miało miejsce wiele zdarzeń, które wcale nie uatrakcyjniały akcji, a za to sprawiały wrażenie wepchniętych na siłę. Porzucenie, poród w markecie, więzienie, śmierci, pogrzeby, śluby, alkoholizm, porwanie, ciąże, pedofilia, gwałt… i żeby to wszystko wydarzyło się na 300 stronach… to stanowczo za dużo.

Zakończenie książki jest wzruszające, poruszające i dobrze napisane w przeciwieństwie do reszty pozycji. Myślę, że to ono jeszcze jako tako broni całej powieści.


Podsumowując, książki nie polecam. Może ma ona pozytywny wydźwięk, pokazuje, że świat nie jest tak zły, uczy, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach w końcu można odnaleźć rozwiązanie i wyjść na prostą, ale jest ona tak niemożliwie naiwna, że to aż drażni. Osobiście męczyłam się przy jej czytaniu, a doszłam z nią do końca tylko dlatego, że mam głupi nawyk, że jeśli coś zacznę, to już muszę skończyć.

środa, 12 listopada 2014

„Kwiaty na poddaszu” – Virginia C. Andrews






Tytuł: Kwiaty na poddaszu
Autor: Virginia C. Andrews
Rok wydania: 
2012
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 384







Szczęśliwą rodzinę Dollangangerów spotyka tragedia – wypadek i śmierć ojca. Matka bez żadnych środków na koncie zwraca się z pomocą do swoich rodziców - bogatych, religijnych fanatyków, którzy wydziedziczyli ją niegdyś ze swojej rodziny za małżeństwo z krewnym. Dollangangerowie przeprowadzają się do nich, jednak warunek jest jeden – dzieci muszą mieszkać na poddaszu i udawać przed swoim dziadkiem, że nie istnieją, póki matka nie zyska jego przychylności. Początkowo w zamknięciu mają spędzić tylko jedną noc. Jednak mijają dni, miesiące, lata, a rodzeństwo w dalszym ciągu przebywa odizolowane od świata z poczuciem niezadowolenia i ubezwłasnowolnienia. Młodsze rodzeństwo choruje i nie rozwija się prawidłowo, a starsze… nie mając w otoczeniu swoich rówieśników zaczyna niebezpiecznie zbliżać się ku sobie.

Oto książka, którą po usłyszeniu wielu pozytywnych opinii, bardzo chciałam przeczytać. Zaintrygowała mnie jej fabuła oraz aspekt wpływu zamknięcia na psychikę człowieka. Sama mam chyba lekką formę klaustrofobii, więc po obejrzeniu filmów Bunkier (polecam!) oraz La Cara oculta (przerażający, ale również polecam), które to napawały mnie paniką i wzbudzały niemałe emocje, przyszedł czas na masochistyczne zagłębianie się w książkę o podobnej tematyce. Ale tym razem nie uzyskałam tego, na co się nastawiłam. Mimo że dzieci przebywają zamknięte na poddaszu, to nieoficjalnie gdyby tylko mocno chciały, mogłyby się z niego wydostać. Codziennie dostają również pożywienie i mają zapewnione jako takie warunki bytu, także książka nie zawiera klimatu dużej grozy czy też walki o przetrwanie charakterystycznych dla fizycznej niemożności ucieczki. Za to występuje niewola psychiczna, która… dla niektórych może jest jeszcze gorsza od tej pierwszej.

Wykreowany został za to straszny wizerunek babci, przed którą bohaterowie okrywali się strachem. Jest ona pełna niechęci, a wręcz nienawiści do dzieci. Na każdym kroku doszukuje się ich grzechu i tylko czyha na każde ich potknięcie. Ale właściwie oprócz paru drastycznych epizodów, w których brała udział, zachowywała się dosyć poprawnie.
Za to mnie od samego początku w obawę wprawiała matka dzieci. Irytująco krucha, uległa, naiwna… ale coś w jej postawie jest niepokojącego. Jej druga, ciemna strona, początkowo mocno ukryta pod płaszczykiem macierzyńskiej miłości, ale z biegiem wydarzeń jednak coraz bardziej wychodząca na światło dzienne. Zaślepiająca i zabijająca wartościowe priorytety w dążeniu za wszelką cenę do korzyści materialnych.

Myślę, że właśnie najsmutniejszym aspektem tej książki było bezwarunkowe zaufanie dzieci do matki, która wcale na nie nie zasługiwała, wiara w jej obietnice, które nie miały przełożenia na rzeczywistość i nadzieja na lepsze jutro, jaka nigdy nie miała zostać spełniona. Bo czy nie najbardziej boli, kiedy osoba, którą najmocniej kochamy, która jest jedynym wsparciem zwodzi nas, oszukuje i staje się rozczarowaniem? Nieraz w trakcie czytania, gdy matka odwiedzała dzieci, wyobrażałam sobie, że będąc na ich miejscu, potrząsnęłabym nią i zrobiła jej wielką awanturę. Ale one wykazywały się spokojem, ogromną cierpliwością i ufnością, wierząc, że wreszcie przyjdzie taki dzień, kiedy koszmar minie i będą mogły zamieszkać ze swoją ukochaną mamą… mamą, która wcale nie zasługiwała na to miano.


Zakończenie książki jest mocno wstrząsające i potworne. Zabija ostatnią nadzieję dzieci, ale… także daje nadzieję na coś innego. Do przeczytania powieści jak najbardziej zachęcam. Smutna, okrutna i przygnębiająca, ale godna polecenia. I jeśli nie traktująca o rzeczywistej miłości rodzicielskiej, to na pewno o miłości wobec rodzeństwa, trosce o ich dobro i szczęście.