Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2016

"Dieta oczyszczająca. Program odnowy organizmu w 7 dni" - Peter Bennett, Stephen Barrie, Sara Faye






Tytuł: Dieta oczyszczająca. Program odnowy organizmu w 7 dni
Autor: Peter Bennett, Stephen Barrie, Sara Faye
Rok wydania: 
2003
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 280






Opis 7-dniowej kuracji polegającej na oczyszczeniu organizmu z zalegających w nim toksyn. Książka zawiera też przepisy i jadłospisy do rozpoczęcia odnowy organizmu.

Biorąc do ręki książkę, spodziewałam się pozycji traktującej o odżywianiu, wpływie pożywienia na organizm, zaleceniach odnośnie produktów i posiłków itp. Na to wskazywałby sam tytuł książki, zawierający w sobie hasło "dieta". Niestety moje oczekiwania zostały rozwiane już po pierwszych paru stronach.

Pierwsza połowa książki traktowała o wszystkim, tylko nie o pożywieniu. Dowiadujemy się w niej o wpływie metali na organizm człowieka, o działaniu różnorakich organów ludzkich i o tym jakie czynności stosować, by oczyścić organizm z toksyn. Mówiąc szczerze, nie było to ciekawe. Co mnie w książce również denerwowało, to bezustanne namawianie czytelników przez autorów do robienia niezliczonej liczby badań i ciągłe nawiązywanie do swojej kliniki.

"Dietę oczyszczającą..." czytało mi się ciężko, nie brak było miejsc znudzenia i właściwie chciałam już tylko ją zakończyć. Oczywiście można było w niej znaleźć interesujące fakty, jak np. to jaki rodzaj stresu wpływa na jaki organ czy układ organizmu, jednak nie było ich zbyt wiele. Brakowało mi w niej jednak wytłumaczenia czemu niektóre reakcje zachodzą w organizmie, z jakiego powodu się to dzieje. Generalnie książka jest dość toporna w czytaniu i na pewno nie przeznaczona dla rozrywki.

W książce znajdziemy także jadłospisy i przepisy na zdrowe, oczyszczające posiłki, ale składniki do nich potrzebne nie zawsze należą do łatwo dostępnych.  

Może już na początku nastawiłam się negatywnie do książki, ale szczerze mówiąc, nie polecam jej. Z pewnością nie powinna nosić tytułu, jaki posiada, by nie mylić czytelników. Ciężko się ją czyta i przynajmniej dla mnie zbyt interesująca nie była. Dużo faktów w niej zawartych nie pozostało też niestety w mojej pamięci. No i najważniejsze, zabiegi w niej opisane i zalecana dieta jakoś nie zdołały mnie zachęcić do idei głoszonej przez autorów. 

sobota, 29 listopada 2014

„Wojna polsko ruska pod flagą biało-czerwoną” – Dorota Masłowska






Tytuł: Wojna polsko ruska pod flagą biało-czerwoną
Autor: Dorota Masłowska
Rok wydania: 
2003
Wydawnictwo: 
Lampa i Iskra Boża
Liczba stron: 206







Główny bohater książki to stereotypowy dresiarz, Andrzej Robakoski zwany Silnym. Akcja rozpoczyna się od wiadomości, że zostaje on porzucony przez swoją dziewczynę, którą to informację otrzymuje pośrednio od koleżanki. Wzbudza to w nim mieszaninę smutku ze zniechęceniem. Jednakże nie popada przez to w depresję ani się nie nudzi. Jego życie przeplatane jest spotkaniami z coraz to nowymi dziewczynami i dawkami amfetaminy, a wszystko to pod znakiem walki z Ruskimi i przygotowaniami do festynu z okazji Dnia bez Ruska.

Oto książka której forma jak i treść może nieźle przestraszyć, zniesmaczyć czy zgorszyć. Napisana językiem pełnym błędów wszelakich, slangu młodzieżowego i łaciny podwórkowej. Z pewnością nie wskazana dla językowych purystów. Z drugiej strony pełna przypadkowego seksu, amfetaminy, przemocy i wulgaryzmów, więc czytelnicy wrażliwi, z dużą dozą moralności także nie będą zadowoleni.

„Ani dzień dobry, ani spierdalaj, czyste chamstwo bez sztucznych barwników.”

Jak się można domyślić nie jest to literatura wysokich lotów zmuszająca do refleksji czy rozważań filozoficznych.  Raczej po książki sięga się po to, by się odchamić, ale w tym przypadku… łatwiej się można "uchamić".


A jednak co mnie w tej pozycji ujęło to humor, którego z pewnością nie można odmówić autorce. Raz po raz bawiły mnie myśli Silnego czy też dialogi, jakie prowadził, a to nie zdarza się w moim przypadku zbyt często. Z pewnością jeszcze parę lat temu, kiedy to koleżanka polecała mi tę pozycję, a ja byłam poważnym człowiekiem z nienaruszalnymi zasadami, książka by mi się nie spodobała, ale teraz… myślę, że wypożyczyłam ją w odpowiednim czasie, by spojrzeć na nią z innej strony i ostatecznie postawić przy niej plusa.

„[…] a my z Lewym rozglądamy się, przeczesujemy ręką włosy, sto procent niewinności, my z nią nie mamy nic wspólnego, nawet innej płci jesteśmy.”

Ciekawym środkiem zastosowanym przez autorkę było pojawienie się samej Doroty Masłowskiej jako bohaterki książki. Jednakże w ostatnich czasach osobiście natknęłam się na tego typu zabiegi i… zaczęło mnie już to denerwować. Dla mnie świadczy to trochę o arogancji i zbyt dużym poczuciu własnej wartości pisarzy, stawiających ich w złym świetle.

Jest to książka kontrowersyjna, odważna i aż trochę dziwi, że w ogóle została wydana. I tu ciekawostka, sama autorka napisała ją, mając 19 lat. Polecam osobom, które chciałyby przeczytać coś całkowicie innego, oderwanego od typowych książek, których schemat często jest porównywalny do innych. Trzeba tylko podejść do niej z pewnym dystansem, bo inaczej można przeżyć niemały szok.

piątek, 20 czerwca 2014

„Gnój” – Wojciech Kuczok






Tytuł: Gnój
Autor:
Wojciech Kuczok
Rok wydania: 
2003
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 212







Początek roku 2010-tego, a tak mi się przynajmniej wydaje, idę ulicą miasta, które jeszcze wtedy z racji braku większej z nim styczności robi na mnie wielkie wrażenie…  teraz budzi tylko smutek i niechęć. Przede mną rzecz niebywała i nieczęsto powtarzalna – happening z udziałem książek. Można wybrać jedną, przeczytać jej fragment do mikrofonu na środku ulicy, a później zabrać ze sobą do domu. Książki nieciekawe, ale biorę jedną, opasłą, sławnego autora, która to po dziś dzień leży nietknięta na półce. Wykonuję swoje zadanie, a następnie mikrofon przekazuję kolejnej osobie. Młodemu mężczyźnie, który mówi, że nie chce żadnej książki, ale za to przeczyta fragment ze swojej ulubionej pt. „Gnój”. Pamiętam lekki uśmiech na twarzy mojej mamy wywołany tym tytułem, nieco mniej sam fragment książki.
Po 4 latach, natrafiając na publikację, chciałam ów fragment sobie przypomnieć. Powyższą książkę przeczytałam od deski do deski, ale nic z niej nie wydawało mi się znajome. Bo właściwie to fragment może wcale z niej nie pochodził, a był wierszem Staffa o tym samym tytule? Może, pamięć zawodzi, a mnie pozostała książka, która może wcale nie została przez nikogo zarekomendowana.

„Gnój” to historia o rodzinie, można by rzec, patologicznej, której głównym atrybutem jest pejcz. Narrator powieści, syn starego K. wielokroć otrzymuje od niego razy, które wraz z wiekiem przeradzają się w gnębienie słowne. Nie tylko przemoc fizyczna jest tu na porządku dziennym. Rodzice dziecka dzień w dzień wszczynają awantury, rzucając niemałym wianuszkiem przekleństw. Są do tego tak przyzwyczajeni, że jak sam bohater wspomina, nawet gdy są w czymś ze sobą jednogłośni, nie potrafią rozmawiać bez podnoszenia głosu. Wizję takiego życia opisuje narrator książki ani na jednej z jej kart, nie ujawniając swojego imienia, a ograniczając się jedynie do przezwiska, jakim był nazywany – gnój.

Książka porusza trudny i przygnębiający problem, jednak mimo swojej tematyki nie przytłacza tragizmem. Opowiedziana jest z punktu widzenia osoby przyzwyczajonej i właściwie pogodzonej ze swoją sytuacją, która na każdym kroku, bo w szkole jak i sanatorium napotyka ponurą rzeczywistość i nieciekawe towarzystwo. Właściwie to zawarte są w niej wątki humorystyczne, karykaturalnie wręcz ukazujące co po niektóre postaci, wywołujące ironiczny uśmiech, jak i pobłażanie względem bohaterów.

Tuż obok tragedii maltretowanego dziecka ukazana jest również tragedia samego starego K. Człowieka w jakimś stopniu ambitnego i przekonanego o własnej wartości, jednakże całkowicie niespełnionego życiowo. Z jednej strony chcącego dla swojego syna, by ten w przyszłości doznał lepszego życia niż on sam. Z drugiej znowu nie zapewniający mu bezpieczeństwa, używający wobec niego pejcza, chcąc zaspokoić swoją rządzę władzy na kimś.

„Gnój” napisany jest językiem nietypowym dla książek, bo dosadnie prostym, charakterystycznym dla osób z nizin społecznych, z jakich pochodzili bohaterowie. Jak na śląską rodzinę przystało nie mogło obyć się też bez gwary pochodzącej z tego rejonu. Oprócz tego autor zastosował liczne neologizmy i wyliczenia. Czasem wręcz odpychające, jak w przypadku wątku ze śliną (który to fragment nieszczęśliwie przypadło mi czytać w trakcie posiłku).


Jeśli chodzi o publikację, czyta się ją szybko, chociaż jest to głównie zasługa niewielkiej liczby jej stron. Na pewno jest to książka nietuzinkowa i jeśli ktoś chciałby przeczytać coś innego od otaczających nas zewsząd typowych, amerykańskich czytadeł, w dodatku z niełatwą tematyką będzie to publikacja dla niego.