Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2000. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2000. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 listopada 2016

"Dziennik" - Anne Frank






Tytuł: Dziennik
Autor: Anne Frank
Rok wydania: 
2000
Wydawnictwo:
Znak
Liczba stron: 315







"Dziennika" Anne Frank nie trzeba nikomu przedstawiać (a tak mi się przynajmniej wydawało, bo gdy zaczęłam o nim mówić wśród rodziny i znajomych, ci ku memu zdziwieniu nie mieli o nim pojęcia). W każdym razie każdy mol książkowy bądź fascynata II wojny światowej wie, że "Dziennik" to taka lektura, którą należałoby w swoim życiu przynajmniej raz przeczytać.

Książka to zbiór listów 13 letniej dziewczynki, która wraz ze swoją żydowską rodziną i znajomymi przez dwa lata ukrywała się przed Niemcami w oficynie kamienicy. To pozycja unikatowa, bo napisana przez nastolatkę. Nagradzana salwami zachwytów i wzruszeń. Rozsławiona na cały świat. Uznawana za najważniejszą książkę XX wieku. To dziennik, który jak na entuzjastkę II wojny światowej przystało, bardzo chciałam przeczytać, a mając go w dłoniach, czułam się, jakby urosły mi skrzydła.

To książka, do której recenzji zbierałam się od dłuższego czasu, bo nie bardzo wiedziałam, czy mam prawo wypowiedzieć się w tej kwestii. Bo wiem, że czasem nie warto wkładać kija w mrowisko i lepiej pewne poglądy zachować dla siebie. Ale nie zamierzam kłamać i doszukiwać się plusów za wszelką cenę. I jak się można spodziewać to nie będzie pozytywna recenzja.

Zacznę od samej postaci Anne, której mimo wszelkich chęci nie byłam w stanie obdarzyć sympatią. Wiadomo, że jest młodą dziewczyną, która z dnia na dzień musiała zrezygnować z prawa do wolności i można po niej oczekiwać buntu przeciw nowej rzeczywistości, jednakże jej zachowanie było nie do zniesienia. Niewiele było wpisów, w których Anne nie przelewała swojej niechęci do bliskich. Niemalże o wszystko była zła, ciągle coś jej się nie podobało. Każdy ją czymś wkurzał i każdego w tej książce zwymyślała. Na każdej stronie czuło się jad, jaki wysyłała w stronę innych i to było co najmniej przykre. Rozumiem ideę pisania pamiętników w celu przelania złych emocji i oczyszczenia umysłu, ku lepszemu komfortowi psychicznemu. Ale chęć wydania go... niby w jakim celu?

Kolejną cechą Anne, która mnie dosłownie raziła, było jej poczucie wielkiej wartości, stawianie się wyżej od innych i przekonanie, że kiedyś zostanie wielką pisarką. Trzeba przyznać, że dziennik Anne nie był niczym fascynującym, wyróżniającym się. Powiedziałabym, że to taki pamiętniczek przeciętnej, ale rozpieszczonej, liczącej na zachwyty innych nastolatki. W dodatku monotematyczny i nużący. Może pod koniec Anne stała się bardziej dojrzała, jednak przez większą część książki myśli zawarte w dzienniku wręcz odpychały.

I na koniec jeden fakt, który rozczarował mnie całkowicie. "Dziennik" na całym świecie uznawany jest za jedno z najważniejszych i najbardziej wstrząsających świadectw holokaustu. Tymczasem kiedy na świecie ma miejsce prawdziwa zagłada Żydów z obozami koncentracyjnymi, nienawiścią nazistów, głodowaniem, wycieńczeniem, eksperymentami nazistowskimi, zagazowywaniem i brakiem nadziei na cokolwiek dobrego, rodzina Anne trafia do oficyny, w której to przez lata wiedzie relatywnie spokojne życie, ze stałym dostępem do żywności, odzieży, literatury... Dla mnie miano jakie uzyskała ta książka, a rzeczywiste wydarzenia w niej opisane to jakaś ironia, której nie jestem w stanie zrozumieć. Holokaust? Jest w tej książce wyłącznie mało istotnym tłem. Wstrząsające świadectwo? W obliczu wielu książek i filmów traktujących o II wojnie światowej, ten przymiotnik w kontekście "Dziennika" to dla mnie jakiś żart. Wstrząsającym można w nim nazwać ewentualnie jego posłowie.

Muszę przyznać, że "Dziennik" to książka do której czytania przystąpiłam z wielką radością i nadzieją, a w rezultacie mocno się rozczarowałam. To zbiór listów nadętej, rozkapryszonej, niedojrzałej dziewczynki. Nużący i nic ważnego nie wnoszący. To z pewnością nie pozycja o holokauście. Gdybym miała wskazać książkę o takiej tematyce, pisaną przez dziecko, byłby to "Dziennik Helgi", o którym tak wiele się nie słyszy, a jest o niebo lepszy od "Dziennika" Anny Frank. Naprawdę nie rozumiem fenomenu tej pozycji.

środa, 29 października 2014

„Fotografik” – Douglas Kennedy






Tytuł: Fotografik
Autor: Douglas Kennedy
Rok wydania: 
2000
Wydawnictwo: 
Amber
Liczba stron: 286







Kto z nas nie zastanawiał się choć raz, co by było, gdyby stał się kimś zupełnie innym? Gdybyście mogli porzucić dotychczas wiedzione życie, opuścić rodzinę i znajomych, by oddać się pogoni za dotąd niespełnionymi marzeniami, zrobilibyście to? A może jesteście całkowicie zadowoleni ze swojej sytuacji życiowej i za nic byście jej nie zmienili?

Ben Bradford to pracujący na Wall Street zamożny prawnik, którym nigdy nie chciał zostać. Ma dwójkę małych dzieci oraz żonę, jednak wcale nie wiedzie satysfakcjonującego go życia. Marzenia, które za młodu wiedli razem z żoną o byciu „potencjalnymi artystami” legły w gruzach na rzecz ponurej rzeczywistości. Niezadowolenie, niespełnione ambicje i wieczne pretensje niszczą relację małżeńską. Pewnego dnia dochodzi jednak do przypadkowego i nieodwracalnego zdarzenia. Dzięki niemu Ben otrzymuje szansę na to, by wreszcie spełniło się jego marzenie i mógł stać się kimś zupełnie innym.


„Nikt nie jest zadowolony z życia. Rzecz w tym, że niektórzy przyjmują je takim, jakim jest, że się z nim godzą…”

Książkę „Fotografik” czytałam bardzo szybko, z zaciekawieniem i bardzo dobrze potrafiłam utożsamić się z głównym bohaterem. Dlaczego? Pewnie dlatego, że podobnie jak on sam mam niejakie uczucie, że moje życie nie wygląda tak, jak powinno i często zdarza mi się marzyć, by być kimś całkiem innym. Zdaję sobie sprawę, że książka naznaczona jest w jakimś stopniu pesymizmem, uzewnętrznia negatywne uczucia bohatera, a przynajmniej jej pierwsza część, także może wpędzać w smutek i nie wszystkim odpowiadać.

„Kiedy kogoś stracisz […] wszystko jest dla ciebie kruche, delikatne i przemijające. Przestajesz wierzyć, że istnieje coś takiego jak szczęście. Jeżeli spotka cię w życiu coś dobrego, wiesz, że wkrótce zostanie ci to odebrane, że to tylko kwestia czasu.”

Później główny bohater właściwie zmuszony jest do tego, by zmienić swoje życie na takie, o jakim zawsze marzył. Ale w tym miejscu autor stawia pytanie, czy cena jaką musi zapłacić za „nową” egzystencję nie jest zbyt wysoka? Pokazuje również, że trudno jest mimo wszystko odciąć się od przeszłości, bo ta na każdym kroku będzie o sobie przypominać.

Język powieści jest jak najbardziej przystępny. Nieco ironiczny i gdzieniegdzie pełen czarnego humoru. Same wydarzenia dotyczące przemiany Bena były zaskakujące. Zestawienie jego opanowanej postawy w krytycznych wręcz momentach tworzyło pewien komizm, mimo że dotyczyło zdarzeń przerażających i ponurych. Myślę, że to było dużym plusem książki. Opowieść o wydarzeniach pełnych grozy w sposób nie pozbawiony humoru, lecz przy tym trzymająca poziom i nie robiąca wrażenia żałosnej.

Książka jest pełna niespodziewanych zwrotów akcji i tylko jej zakończenie jest w stosunku do reszty może zbyt mało zaskakujące. Mimo to uważam, że warto ją przeczytać i jak najbardziej polecam.


niedziela, 12 października 2014

„Fortepian” – Jane Campion, Kate Pullinger






Tytuł: Fortepian
Autor: Jane Campion, Kate Pullinger
Rok wydania: 
2000
Wydawnictwo: 
C&T
Liczba stron: 146





Ada McGrath, młoda Szkotka, która w dzieciństwie niespodziewanie zaniemówiła, wraz z córeczką Florą wypływa statkiem do Nowej Zelandii, gdzie ma poznać i zamieszkać ze swoim mężem Alisdairem Stewartem. Razem z nimi płynie fortepian – wielka miłość Ady. Kiedy docierają na miejsce, okazuje się, że niemożliwe jest przetransportowanie instrumentu do domu, w którym mają zamieszkać Szkotki. Kobieta jest zrozpaczona, ale wkrótce fortepian zakupuje przyjaciel Stewarta, a sama Ada ma zostać jego nauczycielką gry na tym instrumencie.

„Fortepian” to krótka, niespełna 150-stronicowa książka. Początkowo czytając ją trzeba się dobrze skupić, gdyż nie jest to historia z czasów współczesnych, toteż język w niej zawarty nie jest typowy dla nowoczesnych książek. Z czasem jednak można się do niego przyzwyczaić, a powieść zabierze nas w nadmorski, melancholijny klimat XIX-wiecznej Nowej Zelandii.

Jeśli ktoś chciałby szukać w tej książce wartkiej akcji i zaskakującego biegu wydarzeń, to niestety w niej tego nie znajdzie. Występują tam retrospekcje, które wyjaśniają przeszłość Ady i jej ojca, ale właściwie to samemu można się domyślić takiej wersji zdarzeń.

W pozycji tej napotkamy multum emocji. Czytając o Adzie, która mimo że była niema, a może właśnie dzięki temu, prawie namacalne było wiele silnych uczuć, które ją targały. Przeważały tu te negatywne takie jak gniew, smutek, rozczarowanie, strach, przygnębienie. Ale z czasem pojawiły się u niej także promienie radości i mogła dostrzec piękno świata. Oczywiście tylko do pewnego stopnia, ponieważ postać Ady okryta była dużą dozą melancholii i jakiegoś swego rodzaju smutku, który jakby na stałe był przypisany do jej osoby.

Co do postaci Ady, to jest ona z pewnością wyrazistą osobowością. Upartą do granic możliwości, walczącą o swoje, odważną, ale także przekorną, trochę nieuchwytną i nie do końca obliczalną, zafascynowaną tym, co dla wielu przerażające. Zakończenie książki okazało się niezwykle zaskakujące i… spodobało mi się. To co zrobiła w nim Ada z pewnością nie było zgodne z zachowaniem normalnych ludzi, ale… fascynujące. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że ta bohaterka jest mi bliska i mam w pewnym sensie z nią coś wspólnego.


Książka ta jest pełna dramatyzmu, wzruszeń, szczerej miłości oraz muzyki, którą niemalże da się posłyszeć. Z ciekawostek jeśli chodzi o książkę, to została ona napisana na podstawie filmu, a nie odwrotnie. A na koniec zapraszam do przesłuchania utworu pochodzącego właśnie z owej ekranizacji. Uwielbiam dobrą muzykę filmową, a ta jest niezwykle poruszająca – KLIK.

piątek, 23 maja 2014

„Absolwenci” – Erich Segal






Tytuł: Absolwenci
Autor:
Erich Segal
Rok wydania: 
2000
Wydawnictwo: 
Zysk i S-ka
Liczba stron: 575






„Absolwenci” to powieść o studentach a następnie absolwentach jednej z najbardziej prestiżowych uczelni, jaką jest Harvard. Uniwersytet ten to skupisko ambitnych (a czasem i nad ambitnych) studentów, z których każdy dąży do osiągnięcia najwyższych szczebli w karierze zawodowej. Autor skupia się na losach pięciu wyrazistych postaci.

Danny Rossi - utalentowany muzyk, Jason Gilbert – bijący wszystkich na głowę tenisista, George Keller – pokładający nadzieje w karierze politycznej, Ted Lambros – uzdolniony filolog angielski i wreszcie Andrew Eliot – arystokrata z rodziny, w której każdy kończy Harvard. Jak potoczą się ich ścieżki życia? I czy na zjeździe absolwentów będą mogli pochwalić się sukcesami, o jakich marzyli za czasów studenckich?

„Absolwenci” to książka, którą czyta się przyjemnie i dosyć szybko mimo nieco zatrważającej liczby jej stron wynoszącej nieomal 600. Pierwsza część odnosi się do czasów uczelnianych. Autor, który notabene sam ukończył Harvard, świetnie przedstawił atmosferę panującą na tej uczelni, relacje między studentami, niepowodzenia jak i sukcesy, rozczarowania a i chwile radości, a także walkę o to, by wybić się i stać się najlepszym z najlepszych.

Kolejna najdłuższa część przeznaczona jest na opis losów studentów po ukończeniu Harvardu rzuconych na głęboką wodę, jaką jest życie. Tu autor stawia nas przed pytaniem, czy możliwy jest znaczny rozwój kariery zawodowej przy równoczesnym zachowaniu szczęśliwego życia rodzinnego. Jak wiemy nie można mieć szczęścia we wszystkich dziedzinach, także i cena, jaką trzeba zapłacić za powodzenie w pracy jest wysoka. W książce poruszany jest również problem żądzy sukcesów, która potrafi ludzi niegdyś nieśmiałych i niepewnych siebie zmienić w zapatrzonych w siebie megalomanów, dążących po trupach na szczyt kariery.  

Ostatnia, najkrótsza część dotyczy zjazdu absolwentów rocznika 58 dwadzieścia pięć lat później, na którym spotykają się najwybitniejsi ludzie, by wspomnieć lata studenckie i dowiedzieć się kto co osiągnął.

To, co nie podobało mi się w książce, to opis przygotowań wojennych i samej walki, który mnie osobiście nudził. Jednak poza tym całość oceniam na plus. Uważam, że książka zasługuje na miano bestselleru, jaki otrzymała. Może nie jest powieścią głęboką, a łatwą i przyjemną, jednak mnie osobiście przypadła do gustu. Uważam, że jest świetnym motorem umożliwiającym sentymentalną podróży do lat studenckich i wspomnień z nimi związanych.