Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą thriller. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2016

"Dziewczyna #9" - Tami Hoag







Tytuł: Dziewczyna #9
Autor: Tami Hoag
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo: 
Harlequin Mira
Liczba stron: 416





W noc sylwestrową z bagażnika samochodu na ruchliwą jezdnię wypada ciało młodej dziewczyny. Zdewastowane 17-toma dźgnięciami noża, o twarzy potraktowanej kwasem nasuwa tylko jedno skojarzenie - zombi. Policja podejrzewa, że była dziewiątą ofiarą seryjnego mordercy Doca Holidaya.
Tymczasem śledztwo prowadzi do zaginionej trudnej, nieszczęśliwej, buntowniczej nastolatki-artystki. W szkole była nienawidzona i miała poważne zatargi z grupą uczniów należącą do szkolnej elity. Czy silna niechęć do dziewczyny mogła doprowadzić do jej śmierci?

Za kryminałami w dosłownym tego słowa znaczeniu, których akcja toczy się wyłącznie wokół śledztwa i przesłuchiwania kolejnych świadków nie przepadam. Jednak te przybliżające również życie prywatne bohaterów i tuż obok morderstwa, przemycające także inny problem, zdecydowanie trafiają w moje gusta. A "Dziewczyna #9" na całe szczęście należy do tego drugiego rodzaju.

Już kiedyś czytałam książkę Tami Hoag, więc gdy w oczy rzuciły mi się nazwiska Liska i Kovac, od razu poprawił mi się humor. Trzeba przyznać, że to dwójka charakternych policjantów, których cięty język pełen ironii rozbraja nawet najbardziej napiętą, pełną powagi atmosferę. Tuż obok nich występuje także Tippenn, równie twardy i bezceremonialny jak na rasowego glinę przystało.
Wątek morderstwa w książce został trochę przesłonięty przez motyw tzw. "trudnej" dziewczyny. Myślę, że każdy kiedyś natknął się na taką w swoim życiu. Wymyślna fryzura, piercing w różnych częściach ciała, tatuaże... Dodatkowo odpychający charakter, buntowniczy tryb życia, ucieczki z domu. Ale to nie wszystko. Książkowa Grey ma smykałkę do pisania wierszy, z tym że jak na "trudną dziewczynę" przystało, są to wiersze oskarżycielskie, ponure, naładowane złymi emocjami. Lubię analizować ludzi... ich zachowania, wygląd, wypowiedzi, relacje. Zatem postać Grey od razu mnie zaciekawiła i chciałam wiedzieć o niej więcej, więcej, więcej i jeszcze więcej.

Oprócz tego w książce poruszony został wątek szkolnej elity. Uczniów najbogatszych, najlepiej się ubierających, najładniejszych, myślących o sobie w kategorii "bogów", których pewność siebie przekracza wszelkie granice. Teoretycznie każdy przeciętny uczeń patrzy na nich z podziwem i zrobiłby wszystko, z wylizaniem podeszew butów super-paczki włącznie, by należeć do jej grona. Jednak czy trafienie do niej naprawdę można nazwać spełnieniem marzeń?

Akcja książki niezwykle sprawnie wciąga w wir wydarzeń, a każde kolejne okoliczności intrygują coraz bardziej, wzbudzając niezwykłą ciekawość odnośnie tego kto i dlaczego zabił Grey. Samo zakończenie natomiast, mimo że niezwykle szokujące, zdaje się nieco nierealne. Raczej ciężko wcześniej się domyślić mordercy, bo raczej ciężko w coś podobnego uwierzyć.

"Dziewczyna #9" to intrygujący thriller, który polecam przeczytać. Nie zanudzi dużą liczbą ofiar czy przewlekłym dochodzeniem. Za to rozbawi sarkastycznym językiem policjantów i zaciekawi psychologicznym aspektem różnorodnej młodzieży.

poniedziałek, 28 marca 2016

"Niewierna żona" - James Grippando




Tytuł: Niewierna żona
Autor: James Grippando
Rok wydania: 
2007
Wydawnictwo:
Świat książki
Liczba stron: 384




Młoda lekarka Peyton Shields stale ma wrażenie, że jest obserwowana i śledzona. Więc kiedy ulega wypadkowi samochodowemu, jest przekonana, że był on spowodowany umyślnie. Tymczasem jej małżeństwo stoi nad przepaścią. Peyton podejrzewa męża o zdradę, a sama po upojnej nocy budzi się w łóżku swojego byłego chłopaka Gary'ego. Gdy ta wieść wypływa na światło dzienne, Peyton zostaje zaszantażowana, jej mąż wścieka się, a zaraz po tym Gary zostaje zamordowany. Peyton wraz z mężem zostają oskarżeni o morderstwo. Jednak czy ktokolwiek z nich dokonał zbrodni?

Bardzo lubię powieści psychologiczne, które bardziej niż na akcji skupiają się na psychice, myślach i motywach bohaterów, a gdy uwzględnione są poszczególne zachowania wynikające z wydarzeń z przeszłości niczym ciąg przyczynowo-skutkowy, to tym bardziej książki takie doceniam. Widząc zatem napis na okładce "thriller psychologiczny", od razu po tę pozycję sięgnęłam. I muszę przyznać, że było z tym trochę słabo. Co prawda jakieś tam myśli, retrospekcje zostały przywoływane, ale jak dla mnie to jednak bardziej thriller niż psychologiczny.

Przechodząc do postaci, to trochę drażniła mnie główna bohaterka, bo wiecie, to taka stereotypowa, nadambitna, młoda lekarka, która dla kariery zrobiłaby wszystko co tylko się da, bez względu na nic. Ani na zdrowie, ani na ledwo poczęte dziecko (które ostatecznie zmarło, zanim dostało szansę, by się urodzić), ani na męża (któremu nawet o ciąży przez jakieś dwa może miesiące nie miała czasu powiedzieć). No i była też trochę megalomanką. Bo jak można wmówić sobie, że chłopak, z którym było się za dzieciaka w związku 10 lat wcześniej dalej świata poza nią nie widzi i wmawiać mu, że na pewno wysyła jej romantyczne różyczki, choć ten otwarcie mówi, że tego nie robi? Robiła tym z siebie trochę pośmiewisko, ale gdzieżby jej to mogło przyjść do głowy.

W opisie książki już w pierwszym zdaniu widnieje przyciągające słowo "cyberseks". Byłam ciekawa co też za owym hasłem będzie się kryło, bo szczerze mówiąc nie spotkałam się wcześniej z takim zjawiskiem w książkach. Ale jeśli też was to zaintrygowało, to muszę was rozczarować. Otóż tylko w jednym, krótkim fragmencie jest o tym wzmianka i to tak krótka i mało znacząca, że naprawdę nie rozumiem istoty takiego opisu. No oczywiście oprócz znaczenia czysto komercyjnego.

Gdzieś tam w tle powieści tlą się wątki myślę, że dużo ciekawsze od głównego jej biegu. Ale jak się można domyślić nie są one opisywane niestety zbyt obszernie. To samo tyczy się jej zakończenia, które nie dość że jest ciekawe, to pozostawia jeszcze sporo do namysłu.

"Niewierna żona" to powieść powiedziałabym, że dość przeciętna i niewyróżniająca się spośród innych książek. Ani nie skupia się zbyt dogłębnie na psychice bohaterów, ani jako że zwana jest thrillerem, obaw raczej nie budzi.

wtorek, 15 września 2015

„Różańcowe dziewczęta” – Richard Montanari






Tytuł: Różańcowe dziewczęta
Autor: Richard Montanari
Rok wydania: 
2007
Wydawnictwo: 
Sonia Draga
Liczba stron: 512





Detektyw Jessica Balzano właśnie została przeniesiona do wydziału zabójstw i od razu otrzymała zagadkową i przerażającą sprawę. Razem z funkcjonariuszem Kevinem Byrnem mają zająć się tajemniczymi zabójstwami tzw. „różańcowego mordercy”. Dlaczego różańcowego? Cóż, człowiek ten uprowadza uczennice szkół katolickich i każe im nieprzerwanie modlić się, odmawiając kolejne dziesiątki różańca. Ostatecznie zabija je, pozostawiając je z zaśrubowanymi rękami złożonymi do modlitwy i różańcami… oraz paroma innymi, przerażającymi szczegółami.

Ciała ofiar pozostawiane są w różnych, zdawać by się mogło nie połączonych ze sobą miejscach. Jak się później okazuje, stanowią one jednak konkretny ciąg, do którego kluczem jest biblia.

Tajemnicza i intrygująca sprawa nie miała jednak przełożenia na styl pisania autora. Niestety nie trzyma w napięciu, nie szokuje, nie wzbudza wielkich emocji. A mówiąc więcej, jest niezwykle nudna. Z wielką niechęcią powracałam do czytania i niestety przez to przebrnięcie przez nią zajęło mi mnóstwo czasu. W połowie lektury doszłam do wniosku, że mieszają mi się bohaterowie, gdyż wcale nie udało mi się do kogokolwiek z nich przywiązać. Postaci są właściwie szare, brak im jakichś charakterystycznych cech, które wyróżniałyby ich od innych.

W połowie powieści wszelkie poszlaki prowadzą do jednego z bohaterów. I mimo że pasuje on idealnie jako morderca, autor pisał o nim tak nieprzekonywująco, że wbrew zamysłowi jedyne czego czytelnik może być pewien, to że ta postać sprawcą zbrodni być nie może.

Dopiero z końcówką książki urosło moje zaciekawienie, a jej punkt kulminacyjny o dziwo wspiął się na wyżyny. Byłam pod wrażeniem tego jak zwinnie można przemycić postać mordercy jak i jego motywu zbrodni. Domyślenie się kim on jest było wcześniej raczej niemożliwe. Zatem punkt dla autora za zakończenie. Szkoda tylko, że w odniesieniu do całości książka i tak wypada słabo. Na pewno autor miał bardzo ciekawy pomysł na książkę, niestety już z jego realizacją poszło znacznie gorzej.

sobota, 15 sierpnia 2015

„Jedyne dziecko” – Jack Ketchum






Tytuł: Jedyne dziecko
Autor: Jack Ketchum
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Papierowy Księżyc
Liczba stron: 324







Arthura już od najmłodszych lat interesowało okrucieństwo i zadawanie zła. Sprawiał dobre wrażenie, jednak nigdy nie tolerował sprzeciwu, za który surowo karał. Lydia wychodząc za mąż za Arthura miała nadzieję na dobre i spokojne życie po błędach z przeszłości. Niestety jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Kiedy Arthur  ją uderza, wyprowadza się z dzieckiem i decyduje na rozwód. Jak się okazuje mąż nie skrzywdził tylko jej. Wkrótce dociera do niej szokująca i przerażająca prawda dotycząca małego Roberta. Zamierza walczyć o zakaz zbliżania się Arthura do dziecka. Niestety ten za wszelką cenę będzie chciał udowodnić, że dziecko jest jego własnością.

To już druga książka autorstwa Ketchuma, którą miałam okazję przeczytać. Wcześniej słyszałam już wiele na temat tego pisarza. Że jego książki są obrzydzające, wstrząsające, koszmarne, drastyczne… Zresztą sam King, uznawany za mistrza grozy, jest pod ich wrażeniem, a o „Jedynym dziecku” wypowiada się następująco: „Jack Ketchum u szczytu swoich przerażających możliwości. Wstrząsająca powieść.” Po takiej opinii można spodziewać się naprawdę wiele…

Ale niestety ja tej całej atmosfery grozy, której oczekiwałam, nie odczułam – może po prostu na za dużo liczyłam. Książka, owszem, porusza straszny temat, z którym nikt nigdy nie powinien mieć styczności. Jednak ludzie po takich przeżyciach potrafią to w bardziej wstrząsający sposób opisać. Przerażający, chwytający za serce… Dla mnie w tej książce brakuje emocji. „Dziewczyna z sąsiedztwa”, którą wcześniej czytałam trzymała w napięciu, przerażała… Tutaj tego brakowało.

Na początku mamy ukazane urywki z dzieciństwa i młodości zarówno Arthura jak i Lydii. Okrutne pomysły w pewien dziwny sposób wzbudzają zainteresowanie. Niestety później atmosfera grozy w nich zawarta się ulatnia.


Nie mówię, że „Jedyne dziecko” jest książką złą. Ma rzecz jasna swoje plusy. Czyta się ją wręcz błyskawicznie, nie zanudza, nie usypia. Oprócz tego zawiera ciekawą historię, ale… dosyć zwyczajną. Thriller to dla mnie gatunek, który powinien przerażać, więc podciągnięcie „Jedynego dziecka” pod tę kategorię średnio mi pasuje. Myślę, że nie trzeba mieć do jej przeczytania mocnych nerwów, jak wiele osób o tym informuje (chociaż bardzo wrażliwi mogą mieć z nią jakiś problem).

P.S.: Post publikowany po długiej przerwie ze względu na upały, które doprowadzają mnie do szału i jednocześnie demotywują do wykonywania konstruktywnych działań. Co więcej, dziś okazało się, że jedna z napisanych przeze mnie recenzji w dokumencie tekstowym, mimo tworzonych kopii zapasowych, dziwnym trafem zniknęła. Ehh, musiałam się wyżalić :D Ale denerwowanie nic mi nie da, także biorę się do pracy i mam nadzieję, że szybko uporam się z zaległościami.

piątek, 19 czerwca 2015

„Dziewczyna z sąsiedztwa” – Jack Ketchum






Tytuł: Dziewczyna z sąsiedztwa
Autor: Jack Ketchum
Rok wydania: 
2009
Wydawnictwo: 
Papierowy Księżyc
Liczba stron: 301







Przytulne domy, spokojna okolica, miła atmosfera… jak się okazuje nie dla wszystkich. Nastoletnia Meg i jej kaleka siostra Susan są zdane na łaskę szalonej, nienawistnej ciotki Ruth. Wkrótce zamyka ona w piwnicy starszą Meg i wraz z trzema synami zaczyna „bawić się” w okrutną grę, której ofiarą jest młoda dziewczyna. Liczba członków gry i sposobów na tortury stale rośnie. I tylko w jednym, zagubionym chłopcu istnieje nadzieja, że nie zaginą w nim ostatnie okruchy człowieczeństwa. Jednak czy będzie miał na tyle siły by przeciwstawić się ogarniającemu szalonemu okrucieństwu?

Co mogę o tej książce powiedzieć? Pełna okrucieństwa, nienawiści, szaleństwa, chęci wyrządzania krzywdy. Z każdym kolejnym rozdziałem, gdy przejawy okrucieństwa rosną w bohaterach, historia mrozi krew w żyłach i w ciepły dzień wywołuje ciarki na plecach. Przeraża i szokuje to, że mścicielami są dzieci, które zamiast bawić się w chowanego, klasy czy berka, wynajdują w sobie irracjonalne pokłady nienawiści i przyjemność odnajdują w krzywdzeniu i torturach. Ale chyba jeszcze bardziej przeraża to, że inicjatorką całej tej pseudo zabawy jest Ruth, niespełna 40 letnia kobieta, po której można by oczekiwać zdrowego rozsądku czy dojrzałości… Niestety bezskutecznie.

O Ketchumie słyszałam same upiorne opinie. Że przeraża, że niszczy psychikę, że totalnie przegina. I owszem, można się z tym zgodzić, jednak czytając tego typu wypowiedzi, chyba nastawiłam się na coś gorszego. Czego mi w tym zabrakło? Chyba jakiegoś wyrafinowania w zadawaniu bólu (tylko teraz nie bierzcie mnie za psychopatę ;). Historia była straszna, ale nie zawierała w sobie jakiejś niewiarygodnej intrygi, kunsztu…

Brakowało mi również jakiegoś wyjaśnienia, dlaczego Ruth tak się zachowała, jakie miała pobudki, co nią kierowało. Historia rozpoczęła się, trwała i zakończyła. Ale mnie w takich przypadkach zawsze interesują psychologiczne aspekty postępowania, których tu niestety nie ma wyjaśnionych.

Niemniej jednak nie da się ukryć, że „Dziewczyna z sąsiedztwa” to książka bardzo wciągająca, którą jeśli już zaczniecie czytać, to ciężko będzie się wam od niej oderwać. Będziecie chcieli wiedzieć więcej i więcej, równocześnie bojąc się tego, co możecie napotkać na kolejnej stronie. To nie książka dla czytelników o słabych nerwach, a tych zahartowanych w czytaniu o grozie i okrucieństwie.

piątek, 9 stycznia 2015

„Mroczny trop” – Alex Kava






Tytuł: Mroczny trop
Autor: Alex Kava
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo: 
Harlequin Mira
Liczba stron: 320







Ryder Creed - ceniony trener psów wraz z jednym z nich udaje się na statek rybacki podejrzany o przemyt narkotyków celem ich odkrycia. Zamiast tego pod jego pokładem odnajduje piątkę porwanych, przerażonych dzieci.
Maggie O’Dell - agentka FBI bada sprawę serii morderstw. Jako że ofiary były przed śmiercią torturowane przez różnorakie insekty, domyśla się, że za zabójstwami stoi jedna i ta sama osoba.
Wkrótce losy tej dwójki krzyżują się, a gdy pod opiekę Creeda trafia jeszcze małoletnia Amanda, zmuszana do przemytu kokainy, życie Rydera i jego bliskich staje się zagrożone. Mężczyzna przy pomocy psów przygotowuje pułapkę na przestępców.

Akcja książki rozpoczyna się od wątku, w którym Amanda razem z innymi dziewczynami zachęcana przez swojego „wybawcę” Leandra połyka kolejne baloniki z kokainą. Trzeba przyznać, że autorka już na wstępie wie jak zachęcić do książki. To zdecydowanie najciekawszy wątek i najbardziej interesowało mnie jego rozwinięcie.

Tuż obok niego przeplatane były historie przedstawiane z punktu widzenia Rydera i Maggie w krótkich i treściwych rozdziałach, urozmaicając tym fabułę powieści, a tym samym wciągając czytelnika i nie pozwalając mu oderwać się od czytania.

Wraz z rozwojem akcji, byłam coraz bardziej ciekawa m. in. kim jest tajemniczy i nie ujawniający się światu Iceman, toteż przewracałam strony coraz szybciej, ale… tak było do czasu. Odniosłam wrażenie, że pod koniec akcja zaczęła zwalniać, a fabuła powoli przestawała intrygować. Klimat zawarty w książce również jak na thriller nie był zbyt przerażający czy mroczny.


Ostatecznie zakończenie pozostawia trochę niedopowiedzeń i nie jest szczególnie satysfakcjonujące. Uważam, że „Mroczny trop” to dosyć przeciętny thriller jakich wiele. Co prawda czyta się go szybko i płynnie, a wątki z dialogami czy przemyśleniami bohaterów ubarwiają fabułę, jednak nie jest on niczym zaskakującym. Dla miłośników psów książka może być dobrym wyborem ze względu na duży w niej udział tych zwierząt, mądrych i pomocnych, wykreowanych niemalże na herosów. Jednak na tych, którzy podobnie jak ja mają do nich obojętny stosunek, książka nie zrobi ogromnego wrażenia.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Harlequin Mira.

piątek, 30 maja 2014

„Wyścig ze śmiercią" - Erica Spindler







Tytuł: Wyścig ze śmiercią
Autor:
Erica Spindler
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo: 
Harlequin Mira
Liczba stron: 480






Pastor Rachel Howard w niewyjaśnionych okolicznościach znika z pozoru spokojnej wyspy Key West. Jej siostra Liz, chcąc ją odnaleźć, przeprowadza się na wyspę, by na własną rękę poprowadzić śledztwo w tej sprawie. W tym samym czasie z niewiadomych powodów samobójstwo popełnia pełen sukcesów, lubiany przez miejscowych bankier. Policja próbuje rozwikłać, czy nie było to czasem zabójstwo, kiedy dochodzi do drastycznego morderstwa nastoletniej Tary. Jak się okazuje, dziewczyna należała do sekty i wszystko wskazuje na to, że to jej członkowie mogą być odpowiedzialni za jej śmierć. Z dnia na dzień przybywa coraz więcej dowodów, które jednak trudno połączyć w logiczną całość, a spokojna wyspa Key West przeradza się w miejsce rodem z horroru.

Erica Spindler to znana, amerykańska pisarka, o której książkach słyszałam już wiele pozytywnych opinii. Mimo to nigdy wcześniej nie miałam okazji sięgnąć po żaden z jej thrillerów, toteż kiedy nadarzyła się ku temu możliwość od razu z niej skorzystałam, by osobiście zapoznać się z twórczością tej autorki.

Muszę przyznać, że książkę czyta się bardzo szybko. Może nie już od pierwszych stron, jednak kiedy pojawiają się kolejne niewiadome, akcja staje się coraz bardziej wciągająca, zachęcając czytelnika do poznania prawdy, a kolejne strony przelatują nie wiadomo kiedy. Cała publikacja napisana jest językiem łatwym i trafiającym do czytelnika.

Co mnie najbardziej w niej zaciekawiło to wątek tajemniczej sekty o podłożu satanistycznym, a także rytuały jakim byli poddawani jej członkowie. Jak dla mnie jednak motyw ten mógłby być bardziej rozwinięty. W książce stanowił tylko niejako tło powieści i brakowało mi w niej szczegółów z nim związanych.
Tuż obok wątków kryminalnych rozgrywa się również romans głównych bohaterów, który urozmaica akcję książki.

Co do rozwiązania tego, kim jest morderca, to stanowi ono niemałe zaskoczenie. W trakcie czytania obstawiałam wielu potencjalnych zabójców, jednakże osobę naprawdę odpowiedzialną za zbrodnię w życiu bym nie posądziła. Mimo niewiarygodnego rozwiązania, sam zbrodniarz zostaje zasugerowany czytelnikowi już na jakieś 100 stron przed końcem książki, co uważam za jej duży minus. Według mnie, jak na kryminał przystało, fabuła powieści powinna trzymać czytającego w niepewności aż do ostatnich stron, dopiero wtedy wyjaśniając zagadkę. Tutaj jednak było inaczej, co znacząco ochłodziło jej akcję. Sam motyw zbrodni również nie stanowił wielkiego szoku.

Mimo nie do końca satysfakcjonującego zakończenia, myślę, że kiedyś jeszcze sięgnę po którąś z książek tej pisarki. W końcu nie bez przyczyny musiała uzyskać miano bestsellerowej autorki, także może przy innych tytułach się nie zawiodę.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu:


środa, 8 stycznia 2014

„Tarantula” – Thierry Jonquet






Tytuł: Tarantula
Autor: Thierry Jonquet
Rok wydania:
2011 
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron:
144







W książce przeplatane są dziwne i na pozór niezwiązane ze sobą historie: Ewy o idealnej aparycji więzionej przez chirurga plastycznego. Alexa ukrywającego się przed Wymiarem Sprawiedliwości za napad na bank i zabójstwo policjanta. Zamkniętej w zakładzie psychiatrycznym i mającej ataki o nie znanym podłożu Viviane. Oraz porwanego z nie wiadomo jakiej przyczyny, przykutego łańcuchami i więzionego w podziemiach młodego człowieka. Jak się okazuje nic nie znaczące i nie powiązane ze sobą historie łączy jedno – postać psychopatycznego, jak pająk podstępnego, chwytającego i znęcającego się nad swoją ofiarą Tarantuli.

Jest to książka, na podstawie której powstał znany Wam pewnie, wydany nie tak dawno film pt. „Skóra w której żyję”. Nie udało mi się go jeszcze zobaczyć, niemniej jednak po przeczytaniu tej książki doszłam do wniosku, że na pewno to zrobię. Nie wiem od czego zacząć opiniując owe dzieło, jednakże pierwsze słowo jakie nasuwa mi się do głowy, kiedy o niej myślę to: genialna. Naprawdę już dawno nie czytałam czegoś równie wciągającego, tajemniczego, a zarazem ogromnie zaskakującego. Kiedy zaczęłam lekturę owej książki wiedziałam, że nie odłożę jej, dopóki nie dojdę do końca. Historie opisane zdawałoby się od niechcenia, wyrzuconych kilka słów tak dziwnych i tajemniczych, że nie sposób nie chcieć dowiedzieć się więcej, odszukać w tym jakiegoś sensu.  Psychiczne relacje i zachowania co po niektórych bohaterów dodatkowo zachęcają do dalszej lektury. Poruszany jest w książce wątek niezasłużonej krzywdy, wiążącej się z tym nienawiści w czystej postaci i w wyrafinowany oraz wyszukany sposób wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Początkowo nic większego nie znaczące historie okazuje się, że tworzą logiczny i szokujący ciąg przyczynowo-skutkowy, którego wykreowanie można zawdzięczać jedynie ogromnemu talentowi i niezwykłej wyobraźni pisarza. Ciężko tu cokolwiek więcej napisać, żeby nie dokonać spoileru, a w przypadku tej książki byłoby to akurat niewybaczalne. Cóż mogę powiedzieć, ogromnie zachęcam do jej przeczytania, gdyż nawet jeśli miałaby Wam się nie spodobać jest to raptem 150 stron, więc zbyt dużo czasu się jej nie poświęci, a jestem pewna, że wiele osób tak samo jak ja będzie pod wrażeniem.