Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2011. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 listopada 2015

"Rodzina Borgiów" - Mario Puzo






Tytuł: Rodzina Borgiów
Autor:
Mario Puzo
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Albatros
Liczba stron: 448





Jest przełom XV i XVI w. Po długotrwałym konklawe w końcu zostaje wybrany nowy papież - jest nim Rodrigo Borgia (Aleksander VI). Głowa kościoła knuje intrygi i posługując się swoimi dziećmi i wdając je w różnorodne związki małżeńskie, nawiązuje sojusze polityczne i rozszerza swą władzę na świecie. Rodzina Borgiów ukazana jest w książce jako pierwsza włoska mafia.

sobota, 15 sierpnia 2015

„Jedyne dziecko” – Jack Ketchum






Tytuł: Jedyne dziecko
Autor: Jack Ketchum
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Papierowy Księżyc
Liczba stron: 324







Arthura już od najmłodszych lat interesowało okrucieństwo i zadawanie zła. Sprawiał dobre wrażenie, jednak nigdy nie tolerował sprzeciwu, za który surowo karał. Lydia wychodząc za mąż za Arthura miała nadzieję na dobre i spokojne życie po błędach z przeszłości. Niestety jej małżeństwo jest dalekie od ideału. Kiedy Arthur  ją uderza, wyprowadza się z dzieckiem i decyduje na rozwód. Jak się okazuje mąż nie skrzywdził tylko jej. Wkrótce dociera do niej szokująca i przerażająca prawda dotycząca małego Roberta. Zamierza walczyć o zakaz zbliżania się Arthura do dziecka. Niestety ten za wszelką cenę będzie chciał udowodnić, że dziecko jest jego własnością.

To już druga książka autorstwa Ketchuma, którą miałam okazję przeczytać. Wcześniej słyszałam już wiele na temat tego pisarza. Że jego książki są obrzydzające, wstrząsające, koszmarne, drastyczne… Zresztą sam King, uznawany za mistrza grozy, jest pod ich wrażeniem, a o „Jedynym dziecku” wypowiada się następująco: „Jack Ketchum u szczytu swoich przerażających możliwości. Wstrząsająca powieść.” Po takiej opinii można spodziewać się naprawdę wiele…

Ale niestety ja tej całej atmosfery grozy, której oczekiwałam, nie odczułam – może po prostu na za dużo liczyłam. Książka, owszem, porusza straszny temat, z którym nikt nigdy nie powinien mieć styczności. Jednak ludzie po takich przeżyciach potrafią to w bardziej wstrząsający sposób opisać. Przerażający, chwytający za serce… Dla mnie w tej książce brakuje emocji. „Dziewczyna z sąsiedztwa”, którą wcześniej czytałam trzymała w napięciu, przerażała… Tutaj tego brakowało.

Na początku mamy ukazane urywki z dzieciństwa i młodości zarówno Arthura jak i Lydii. Okrutne pomysły w pewien dziwny sposób wzbudzają zainteresowanie. Niestety później atmosfera grozy w nich zawarta się ulatnia.


Nie mówię, że „Jedyne dziecko” jest książką złą. Ma rzecz jasna swoje plusy. Czyta się ją wręcz błyskawicznie, nie zanudza, nie usypia. Oprócz tego zawiera ciekawą historię, ale… dosyć zwyczajną. Thriller to dla mnie gatunek, który powinien przerażać, więc podciągnięcie „Jedynego dziecka” pod tę kategorię średnio mi pasuje. Myślę, że nie trzeba mieć do jej przeczytania mocnych nerwów, jak wiele osób o tym informuje (chociaż bardzo wrażliwi mogą mieć z nią jakiś problem).

P.S.: Post publikowany po długiej przerwie ze względu na upały, które doprowadzają mnie do szału i jednocześnie demotywują do wykonywania konstruktywnych działań. Co więcej, dziś okazało się, że jedna z napisanych przeze mnie recenzji w dokumencie tekstowym, mimo tworzonych kopii zapasowych, dziwnym trafem zniknęła. Ehh, musiałam się wyżalić :D Ale denerwowanie nic mi nie da, także biorę się do pracy i mam nadzieję, że szybko uporam się z zaległościami.

piątek, 6 marca 2015

„Poduszka w różowe słonie” – Joanna M. Chmielewska





Tytuł: Poduszka w różowe słonie
Autor: Joanna M. Chmielewska
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: 
MG
Liczba stron: 280






Hanka to 30-letnia, zamknięta w sobie singielka, pozornie nastawiona wyłącznie na karierę w pracy i dopuszczająca w swoim życiu jedynie znajomość z Ewą, koleżanką jeszcze z czasów dzieciństwa. Ewa po walce z nowotworem umiera, osieracając córeczkę, która trafia pod opiekę Hanki. Przygnębiona, zamknięta postawa małej Ani i brak dobrego podejścia do dzieci Hanki sprawiają, że relację między nimi można określić mianem trudnej. Co więcej Łukasz, nowy kolega z pracy głównej bohaterki zaczyna zbliżać się do młodej kobiety, przekraczając granicę, którą ta wytyczyła i wprawiając ją w panikę. Aby odnaleźć się w nowej sytuacji Hanka będzie musiała zmierzyć się z koszmarami dzieciństwa, przed którymi uciekała całe swoje życie.

Parę lat temu czytałam książkę Joanny Chmielewskiej, po której to stwierdziłam, że nic tej autorki czytać więcej nie chcę. Z czasem jednak dowiadując się o np. „Poduszce w różowe słonie” doszłam do wniosku, że tematyka wydaje się ciekawa i diametralnie różna, od tej która była poruszana w przeczytanej przeze mnie wcześniej książce. Także styl pisania autorki wydał się całkiem inny, dlatego zasięgnęłam informacji i czego się dowiedziałam? Że Joanna Chmielewska a Joanna M. Chmielewska to dwie zupełnie różne osoby! Nie wiem, czy myślenie o nich jako o jednej i tej samej pisarce można już nazwać niezłą wpadką, niemniej jednak zaskoczenie było to dla mnie niemałe.

Powracając jednak do samej książki, jest ona przesiąknięta smutkiem i przygnębieniem, a każdy zawarty w niej ruch bohaterów jest jak stąpanie po kruchym lodzie. Każda z postaci musi się zmierzyć z nową rzeczywistością. Zarówno apatyczna Ania, której mama nagle, bez pożegnania zniknęła z jej życia. Jak i Hanka, musząca nauczyć się okazywania należytej czułości małemu dziecku. A nawet sam Łukasz, chcący odnaleźć drogę do przekroczenia niewidzialnego muru dzielącego go od Hanki.

Najbardziej przykry i wzruszający był dla mnie moment, w którym Ania wierząc w moc świętego Mikołaja, pełna nadziei i tymczasowej radości musiała zmierzyć się z ponurą rzeczywistością, rozczarowaniem i tym, co nieodwracalne akurat w wigilię świąt Bożego Narodzenia.

W książce można odnaleźć wiele retrospekcji z życia Hanki. Początkowo tych radosnych chwil z dzieciństwa, w którym mała odnalazła swoją przyjaciółkę na śmierć i życie, spełniając tym samym swoje marzenie. Z czasem dochodząc do traumatycznego wydarzenia, które położyło się cieniem na reszcie jej życia, sprawiając, że nic po nim nie było już takie same. Oddzielając grubą krechą to co było „przed” a „po”.
Ciężko jest czytać o krzywdzie wyrządzonej niewinnemu dziecku, które nigdy już nie jest w stanie wydorośleć, zachowywać prawidłowych relacji czy w głębi duszy być szczęśliwe.


Tło dla całej historii stanowią kuszące aromaty kawy i czekolady, a że założę się, że nie tylko ja obydwie z nich uwielbiam, muszę stwierdzić, że autorka wie, jak przyciągnąć do siebie czytelnika. Może książka wydaje się przygnębiająca, jednak wbrew pozorom znajdują się w niej przebłyski radości i nadzieja, że powoli można ze wszystkim sobie jakoś poradzić. Myślę, że będzie to idealna lektura szczególnie na zimowe wieczory (książkę czytałam na początku grudnia… nie wiem, czemu jej recenzję zamieszczam dopiero teraz :o).

niedziela, 28 grudnia 2014

„Sekretnik” – Katarzyna Michalak






Tytuł: Sekretnik
Autor: Katarzyna Michalak
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Albatros
Liczba stron: 360







„Sekretnik” to książka podzielona na dwie części. Pierwsza z nich jest poradnikiem, który ma na celu naukę skutecznego marzenia. Tak, by realizować swoje cele, a nie odkładać je na daleką przyszłość. Druga zaś stanowi zbiór felietonów autorki. Przedstawia w nich ona własne wspomnienia, przemyślenia czy historie.

Zanim sięgnęłam po tę książkę słyszałam wiele dobrych opinii o pisarce. Najbardziej chciałam przeczytać „Bezdomną” jej autorstwa, ale jakoś do tej pory nie miałam okazji na nią natrafić. Udało mi się za to dostać „Sekretnik”, po którym to przeczytaniu… mam uraz i nie wiem, czy kiedyś jeszcze sięgnę po coś oznaczonego nazwiskiem Michalak.

Zacznę od pierwszej części, w której autorka dzieli się pomysłami na to jak realizować własne marzenia. Już od samego początku drażniło mnie nazewnictwo Michalak, która nadała id, egu i superegu kolejno nazwy Edzia, Ega i Nadega i posługiwała się nimi do końca książki. Nie wiem czy miało to na celu rozbawienie czytelnika czy też może przybliżenia mu psychologicznych struktur w bardziej przyziemny sposób.  W każdym razie żadnego z nich nie spełniło, a jedyne co umożliwiło to zastanowienie się nad tym, czy autorka ma czytelnika za idiotę. Przechodząc jednak do samych rad… cóż, raczej nie można z nich wynieść zbyt wiele. Dużo teorii i mało prawdopodobnych pomysłów, niewiele konkretnej praktyki. Rozumiem, że wszystko zaczyna się w naszych głowach i ważne jest, by przekonać siebie samych, że chcieć to móc. Ale… czy np. rada dotycząca zapisania całego zeszytu własnym marzeniem to już nie przegięcie? Dla mnie to czyste marnowanie czasu, który można by przeznaczyć na próby realizacji owego marzenia czy chociaż zastanowienie się, jak do niego dążyć.

Co drugiej części… była jeszcze gorsza niż pierwsza i ciężko mi uwierzyć, że coś takiego w ogóle zostało opublikowane. Nie wrzucając wszystkiego do jednego worka, rozdziały „Bajka o księżniczce i księciu” oraz „Kroniki Semiraminy – fragmenty” były jeszcze w porządku. Miały swój sens i morał, były impulsem do przemyśleń i cokolwiek do tej książki wnosiły. Jednak co do całej reszty… stanowiła ona jeden, wielki, niczym nieuzasadniony bełkot bez podsumowania. Narzekanie na wakacje, na mężczyzn, na pocztę, na podatki… takie wywody można przeprowadzać sobie w myślach, ewentualnie pleść znajomym, jak już nie ma o czym, ale żeby zamieszczać to w książce… po co, w jakim celu? Jak dla mnie to kompletna pomyłka.

Zarówno pierwsza jak i druga część książki teoretycznie miały być utrzymany w żartobliwym tonie. Teoretycznie, bo w praktyce humor autorki bardziej irytował, niż w jakimkolwiek stopniu bawił. Mnie osobiście kojarzył się z poziomem stereotypowych, płytkich gimnazjalistek. I tyle w temacie.


„Sekretnik” jest książką praktycznie „o niczym”. Jeśli jeszcze pierwsza jej część ma jakikolwiek sens i można ją przeczytać, tak drugą… stanowczo odradzam. Rozumiem, że marzeniem autorki było pisanie książek. Sama również takowe posiadam, ale póki nie mam konkretnej, dobrej koncepcji, to nie robię tego na siłę, żeby tylko coś było... bo i po co? Takie rzeczy można pisać do szuflady. Na książce się zawiodłam i w związku z tym zdecydowanie jej nie polecam.

piątek, 19 grudnia 2014

„Pamiętnik z przyszłości” – Cecelia Ahern






Tytuł: Pamiętnik z przyszłości
Autor: Cecelia Ahern
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Świat Książki
Liczba stron: 352







Tamara Goodwin to rozpieszczona nastolatka z bogatej rodziny, która zawsze miała wszystko, czego tylko zapragnęła. Pewnego dnia jej ojciec popełnia samobójstwo, a bogactwo okazuje się być tylko ułudą, gdyż tak naprawdę rodzina tonie w długach. Tamara wraz z matką sprzedają dom i wyjeżdżają do swojej zaściankowej rodziny mieszkającej na zapadniętej wsi, w której nic się nie dzieje. Początkowo Tamara jest mocno poirytowana nowym, mało rozrywkowym miejscem zamieszkania, jednak wkrótce do miejscowości przyjeżdża objazdowa biblioteka, w której to dziewczyna wypożycza tajemniczą księgę zamkniętą na kłódkę...

Przyznaję, że po raz pierwszy czytałam książkę autorstwa zachwalanej przez wielu C. Ahern, także nie wiedziałam, czego się mogę po niej spodziewać. Co mnie zaskoczyło już na samym początku, to lekkość pióra pisarki, dzięki któremu mimo trudnych tematów zawartych w powieści, książkę czytało się płynnie i łatwo. Co prawda powieść napisana jest z punktu widzenia 16-latki, także myśli oraz wypowiedzi są czasem dziecinne i niedojrzałe, co może nieco drażnić. Jednak uważam, że można to przeboleć.

W książce na każdym kroku pojawiają się nowe niewiadome, których nikt nie chce wytłumaczyć Tamarze. Kim była rodzina, która zginęła niegdyś w pożarze? Czemu ciotka Tamary – Rosaleen ukrywa przed dziewczyną swoją matkę? Dlaczego matka Tamary mimo upływu dni od śmierci męża popada w coraz większy amok? Ponadto Rosaleen śledzi każdy ruch Tamary, ukradkiem kontrolując jej poczynania. To sprawia, że w książce z każdą stroną potęgowana jest atmosfera tajemniczości i niepewności. Mimo że to nie horror, muszę przyznać, że w pewnym miejscu aż ciarki przeszły mi po plecach.

Na pewnym etapie pojawił się w książce element fantastyczny w postaci pamiętnika z przyszłości. To mnie na początku trochę zniechęciło, gdyż nie wiem czy wiecie, ale raczej trzymam się od fantastyki z daleka. Jednak później przyzwyczaiłam się do wątków z nim, a nawet z niecierpliwością ich wyczekiwałam, bo czy nie każdy z nas chciałby wiedzieć, co wydarzy się w przyszłości?

Warta uwagi jest w książce również przemiana głównej bohaterki. Z rozkapryszonej, rozpieszczonej księżniczki, której wartości materialne stanowiły największą wartość stała się wrażliwą, troskliwą, wyrozumiałą dziewczyną, której wypowiedzi były powodem wzruszeń.

Zakończenie powieści jest ciekawe i zaskakujące. Właściwie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, po zdawałoby się lekkiej fabule. Ostatecznie czytelnik otrzymuje odpowiedzi na stawiane sobie w trakcie lektury pytania i zagadka zostaje rozwiązana.


Całość powieści oceniam na plus. Może fabuła nie jest do końca w moim guście czytelniczym, gdyż zwykle wolę czytać coś w jakichś cięższych klimatach. Jednak polecam jako przyjemny i lekki przerywnik od książek o trudniejszej tematyce.

wtorek, 12 sierpnia 2014

„Linia życia” – Jodi Picoult






Tytuł: Linia życia
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 522





Paige w wieku 5 lat zostaje opuszczona przez matkę i od tej pory pozostaje pod opieką ojca. Dziewczyna nie może pogodzić się z tym faktem i bezustannie zastanawia się, co wpłynęło na taką decyzję rodzicielki. Kiedy kończy 18 lat opuszcza rodzinną miejscowość, aby odciąć się od przeszłości. W nowym miejscu zatrudnia się w barze i tam też wkrótce poznaje swojego przyszłego męża, pochodzącego z wysoko postawionej rodziny, studenta medycyny. Rodzice Nicholasa nie akceptują jednak jego związku z Paige i grożą synowi, że przestaną łożyć na jego studia. Mimo to młoda para decyduje się żyć razem, a tym samym Paige odkłada marzenia o szkole plastycznej i zatrudnia się na drugi etat. Po paru latach dziewczyna zachodzi w ciążę, do czego nastawiona jest niezbyt optymistycznie. Kiedy rodzi się dziecko, przytłacza ją natłok obowiązków, z którymi nie do końca daje sobie radę i po paru miesiącach postanawia tymczasowo odpocząć od swojej rodziny i wyjeżdża w poszukiwaniu swojej matki.

„Bój się Boga, dziewczyno […] a co na tym świecie jest tak, jak miało być? Życia się nie planuje, życie trzeba przeżyć.”

Książka ta porusza problem związany z macierzyństwem. Obecnie wiele młodych mam może liczyć na pomoc przy dziecku ze strony babć czy też niań, jednakże nie wszystkie. Niektóre tak jak i  Paige nie mają żadnego wsparcia, ani zrozumienia i muszą zajmować się dzieckiem praktycznie 24 h na dobę. Lektura ta pokazuje, że nowo narodzone niemowlę to wcale nie słodki, kochany aniołek, zasługujący na same zachwyty, a macierzyństwo to nie bajka, lecz ciężki okres w życiu kobiety, który może prowadzić do zniechęcenia, rozpaczy, a nawet i depresji.

Życie Paige i Nicholasa możemy podglądać z punktu widzenia właśnie tych dwóch postaci, na przemian poznając myśli każdego z nich. Jak w każdej książce Picoult ciężko jest przyznać jednej ze stron stuprocentową rację. Każda z nich ma argumenty na swoją korzyść, ale ponosi również w jakimś stopniu winę.

Mimo to większą winą obarczałam postać Nicholasa. Muszę przyznać, że strasznie irytowała mnie jego osoba, która jak na stereotypowego kardiochirurga przystało uznawała się niemalże za Boga i to nie tylko w pracy, ale i życiu rodzinnym. Chciał, żeby jego żona była na każde jego zawołanie, a sam poświęcał jej, jak i dziecku minimum czasu, bezustannie przebywając w szpitalu. Nie mogę też zrozumieć, jak mógł zmuszać ją do przyjęć, których nienawidziła, urządzić ich dom według własnego widzimisie wbrew woli żony, a także mieć praktycznie za nic jej marzenia, stawiając swoje szczęście ponad jej. A już kompletnie nie mogę pojąć tego, że przez lata kiedy Paige miała go na swoim utrzymaniu, odrzucając własne marzenia na rzecz jego szczęścia i pracując na dwóch etatach tylko po to, by on mógł piąć się po szczeblach kariery, uznawał to za jak najbardziej na miejscu, ale kiedy po 3 miesiącach nieobecności Paige powróciła do niego, on nie pozwolił zamieszkać jej w domu, który także należał do niej, ani widywać się z jej własnym dzieckiem.

Co do postaci Paige było mi przykro patrzeć na to, co spotyka ją w życiu. Najpierw porzucenie ją przez matkę. Decyzja o aborcji, która była jedynym możliwym wyjściem. Rezygnacja z wymarzonych studiów. I kiedy w końcu poznaje człowieka, któremu oddaje swoje serce, robiąc wszystko, by wreszcie zaznać poczucia bezpieczeństwa i miłości, ten tylko wykorzystuje jej uległość i niskie poczucie własnej wartości.

Jeśli chodzi o rodziców Nicholasa, to mimo początkowego niemiłego wrażenia, jakie stworzyli, pod koniec lektury ich zachowania były nad wyraz wzruszające. Okazali się ciepłymi, wyrozumiałymi i mądrymi ludźmi, czego zdecydowanie nie można powiedzieć o ich synu.


„Linia życia” to książka, której akcja mimo że rozgrywa się w Ameryce, w żaden sposób nie przypomina mitycznego amerykańskiego snu. To pozycja ukazująca codzienne problemy zwykłych ludzi z dogłębnie rozrysowanymi charakterami i psychiką postaci. Zmusza do refleksji nad własnym życiem, zastanowienia się czy jesteśmy we właściwym miejscu oraz przemyślenia czy w tej gnającej coraz szybciej egzystencji, szarej i nieraz ponurej nie zatraciliśmy czasem samego siebie. 

poniedziałek, 21 lipca 2014

„W naszym domu” – Jodi Picoult







Tytuł: W naszym domu
Autor:
Jodi Picoult
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 696






Zespół Aspergera… odmiana autyzmu, charakteryzująca ludzi go posiadających tym, że mają niebywałą wiedzę w dziedzinach, którymi się interesują… To chyba tyle co mogłabym powiedzieć na temat owego zaburzenia przed przeczytaniem książki. Natomiast po lekturze moja wiedza znacznie się poszerzyła.

Główny bohater – Jacob Hunt to osoba mająca wyżej wymienione zaburzenie. Na pierwszy rzut oka wydaje się być zwyczajnym nastolatkiem, jednak chociażby krótka z nim rozmowa daje do zrozumienia, że coś jest nie tak. Może bezustannie zarzucać rozmówcę najbardziej szczegółowymi i najmniej istotnymi informacjami. Nie umie rozpoznać nastroju innych ludzi i gdy ktoś uśmiecha się w fazie frustracji, odczytuje to jako przejaw radości. Nie potrafi być empatyczny. A każde nawet najmniejsze zaburzenie harmonogramu dnia wprawia go w zdenerwowanie i prowadzi do ataku.

Jacob pasjonuje się kryminalistyką, ogląda serial detektywistyczny, zbiera odciski palców, inscenizuje zbrodnie i zawsze zjawia się nieproszony na miejscu przestępstwa, pomagając policjantom rozwiązać zagadkę. Zwykle jego sugestie są prawidłowe, także jego zainteresowanie wydaje się mieć same plusy, jednakże do czasu. Kiedy ginie jego instruktorka umiejętności społecznych, po pewnym czasie wszystkie poszlaki wskazują na to, że to Jacob ją uśmiercił i od tej pory będzie musiał tłumaczyć się przed sądem.

Kiedy zobaczyłam ile ta książka ma stron, trochę się przeraziłam. Po przeczytaniu pozycji uważam, że równie dobrze autorka mogłaby nie wdawać się w tak liczne szczegóły i streścić się przykładowo w 500 stronach. Czasami miałam wrażenie, że ta historia trwa już za długo. I mimo że momentami wydawało się, że jej lektura nigdy nie dobiegnie końca, świetne pióro pisarki sprawiło, że ogólnie rzecz biorąc, książkę czytało się szybko, a fabuła wręcz pochłaniała. Co na to wpłynęło? Na pewno wątek kryminalistyczny, którego rozwiązanie można poznać dopiero na ostatnich kartach. Cały czas byłam przekonana, że Jacob nie może być mordercą, jednakże czasem jego zachowania budziły pewien niepokój, a przez nie chłopak sam nieświadomie ściągał na siebie podejrzenia.

Jeśli chodzi o rozwiązanie zagadki, to było ono ciekawe, jednakże jak na trzymanie czytelnika w niepewności przez prawie 700 stron według mnie powinno jakoś bardziej szokować i robić większe wrażenie. Chociaż to już może kwestia moich wysokich wymagań. W ostatecznym rozrachunku wydawało się proste i klarowne, a na pewno nie wyrafinowane.

Co do postaci Jacoba widać, że autorka kreując ją, rzetelnie zgłębiła wiedzę z zakresu zespołu Aspergera, opisując wiele wydarzeń charakterystycznych dla tego zaburzenia. Dzięki temu można dowiedzieć się wiele na temat tego schorzenia i zapewne w sposób dużo ciekawszy i bardziej przystępny, niż z naukowych podręczników.

Oprócz tego pisarka postawiła się również na miejscu najbliższej rodziny nastolatka, ukazując myśli i refleksje, jakie ją nawiedzały oraz trudy życia z osobą chorą. Szczególnie spodobała mi się i wzruszyła mnie postać Theo, młodszego brata Jacoba, który mimo że wiele razy narażany był na wstyd przez swojego brata, nie miał przez niego żadnych przyjaciół, a w rodzinie stał na drugim miejscu, to zawsze czuł się za niego odpowiedzialny, bronił go i kochał takim, jakim był.   


Mam jak pewnie wielu słabość do twórczości Jodi Picoult, toteż mimo minusów, nie potrafię i chyba nigdy nie będę umiała się do niej zniechęcić. Także i w tym momencie książkę polecam, a na mojej półce leż już jej kolejna pozycja tej autorki, którą mam nadzieję szybko przeczytać. 

czwartek, 8 maja 2014

„Kiki van Beethoven” – Eric-Emmanuel Schmitt






Tytuł: Kiki van Beethoven
Autor:
Eric-Emmanuel Schmitt
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Znak
Liczba stron: 152







Książka składa się z dwóch części. Pierwszej, o staruszce, która pewnego dnia po nabyciu maski Beethovena zdaje sobie sprawę, że jego twórczość, która kiedyś miała dla niej wielkie znaczenie, po drodze jakoś zatraciła na wartości. Zakup tej maski jest punktem zwrotnym w jej życiu. Kobietę, która po traumatycznym przeżyciu do tej pory przepełniona była niechęcią i obarczała winą synową, która zatraciła zadowolenie ze swojego życia, czeka długa droga w głąb siebie, by na nowo móc usłyszeć muzykę Beethovena, a tym samym pogodzić się z sytuacją i poczuć radość z życia.
Druga część to esej odnoszący się do życia samego autora. Jest pewnym porównaniem do opowieści w pierwszej części. Autor ujawnia w nim swój stosunek do Beethovena i uczucia, jakie w nim wywierał. Ponadto porównuje go do innych muzyków Bacha i Mozarta, próbując ustalić jego wyższość nad nimi.

Patrząc na okładkę książki, byłam przekonana, że jej bohaterką będzie mała dziewczynka, a tu co się okazuje? Że główną postacią jest starsza kobieta. To było pierwsze zaskoczenie co do tej książki. Drugim był fakt, że opowieść o Kiki toczyła się przez około 60 stron, a całą resztę zawierała wypowiedź samego autora, której się nie spodziewałam. Jeśli chodzi o pierwszą część zawiera ona wzruszającą historię. Opowiada o kobietach, z których każda posiada coś, co chce wymazać z pamięci, próbuje o tym zapomnieć. Dzięki Beethovenowi to, co miało być ukryte, wychodzi na wierzch, przynosząc kobietom ulgę i radość. Dodatkowo cała ta historia okraszona jest pełnym ripost ciętym językiem staruszki wywołującym uśmiech na twarzy.
Jeśli mowa natomiast o drugiej części, to niestety nie przypadła mi do gustu. Co prawda były w niej fragmenty, które dały mi do myślenia, jednak ta część w dużej mierze mnie nudziła. Może po prostu nie przepadam za tym, co pisze ten autor od siebie, bo często robi na mnie wrażenie kogoś zbyt pewnego siebie i wynoszącego się ponad innych.
Jak bardzo spodobała mi się pierwsza książka jaką przeczytałam autorstwa Schmitta, tak bardzo nie podoba i rozczarowuje mnie reszta jego publikacji, jakie udało mi się przeczytać. Póki co myślę, że nie będę dawać kolejnych szans jego książkom i dam sobie z nimi spokój na rzecz innych.

środa, 26 lutego 2014

,,Pokuta” – Anne Rice






Tytuł: Pokuta
Autor:
Anne Rice
Rok wydania: 
2011
Wydawnictwo: 
Otwarte
Liczba stron: 304







Młody mężczyzna Toby O’Dare od 10 lat niezmiennie wykonuje jeden i ten sam zawód – jest płatnym mordercą. Wybór odpowiednich atrybutów służących temu, by nie mógł zostać rozpoznanym, tworzenie trucizn, opracowywanie planu zabójstw to jego główne zajęcia tuż obok gry na lutni i czytania średniowiecznych książek. Pewnego dnia po zleconym zadaniu, jak zwykle udaje się w miejsce pobytu ofiary i niepostrzeżenie oraz bez większych problemów ją uśmierca. Jednak… zaraz po tym pojawia się jego anioł stróż, który zabiera go w podróż do XIII-wiecznej Anglii, by tam pod postacią dominikanina spełnił swoją misję.


Jest to kolejna książka w ostatnich czasach, której okładka mnie zauroczyła, natomiast treść niestety niekoniecznie. Generalnie jeśli zacznę już coś czytać, to nie lubię tego porzucać i zwykle muszę dojść z tym do końca i właśnie tak było w tym przypadku, ponieważ sama fabuła mnie nudziła i już po kilkunastu stronach byłam do niej źle nastawiona. Ok, nie powiem, że książka była w 100% beznadziejna. Podobał mi
się np. opis przygotowań głównego bohatera do zabójstw, jak i samych morderstw, intrygowało mnie to z jakim spokojem, opanowaniem i perfekcjonizmem podchodzi on do tych czynów. Ciekawy był również wątek młodości bohatera, pomijając fakt, że jego wielki talent i pomyślna kariera ulicznego grajka, jak dla mnie były zbyt nierealne. I to by było na tyle. Toby O’Dare rzekomo ateista, kompletnie nie wierzący w Boga… jednocześnie odwiedza kościół, zwraca się do Pana, wymawia słowa modlitwy… jaki to ma sens? Ponadto morderca z długim stażem, który bez większych wyrzutów sumienia popełnia kolejne zbrodnie od tak, gdy tylko pojawia się jego anioł stróż dosyć szybko zawierza w jego istnienie i od razu godzi się by spełnić misję, pomagając ludzkości. Jak dla mnie to wszystko było mocno naciągane. Jeśli chodzi o samą historię mającą miejsce parę wieków temu jej opis ciągnął się w nieskończoność, aby skończyć się tym, co każdy po poznaniu kilku jej szczegółów mógł się domyślić. Mnie książka nie zaciekawiła, sposób pisania autorki mi nie odpowiadał, jak dla mnie była zbyt naciągana, nie wnosząca nic ciekawego. Nieco jakby druga ,,Opowieść wigilijna’’ z tym że o jeszcze większym przeskoku, a właściwie natychmiastowym przelocie ze zła do dobra, właściwie bez żadnych wątpliwości, rozmyślań, walki z samym sobą bohatera. Ja jestem nastawiona co do niej niestety na nie.

środa, 29 stycznia 2014

,,Trucicielka’’ – Eric-Emmanuel Schmitt






Tytuł: Trucicielka
Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 240







Książka francuskiego autora to zbiór czterech opowiadań traktujących o miłości, a zarazem nienawiści, nadziei jak i zwątpieniu, obsesji a także przez lata hodowanej w sobie woli zemsty.

1. Mary Maurestier, złośliwa starsza pani podejrzewana o zabójstwo mężów i kochanka stanowi niejaką atrakcję w małym miasteczku, w którym mieszka. Gdy do pobliskiej parafii przybywa nowy, młody proboszcz jako jeden z nielicznych ludzi od razu zyskuje sympatię kobiety. Pewnego dnia Mary przychodzi do niego do spowiedzi i wyznaje, że dokonała 5 morderstw. Jednak… czy to co mówi wydarzyło się naprawdę?
2. Mechanik na statku otrzymuje wiadomość o śmierci jednej ze swoich córek, jednakże nie wie dokładnie, która z nich umarła. W trakcie drogi powrotnej bije się z myślami, rozważa, które z jego dzieci mogło stracić życie, przywołuje wspomnienia, dokonuje refleksji, by ostatecznie po kilku dniach stanąć na brzegu i dowiedzieć się prawdy.
3. Chris i Axel to dwoje młodych ludzi rywalizujących ze sobą zarówno na polu muzycznym jak i sportowym. Kiedy w ostatecznej rozgrywce Axel prosi kolegę o pomoc, Chris dochodzi do wniosku, że ten tylko udaje, by za wszelką cenę odnieść sukces. Sam sięga po zwycięskie trofeum, po czym kiedy wraca do Axla okazuje się, że na jakąkolwiek pomoc jest już niestety za późno.
4. Historia rzekomo wzorowej miłości pary prezydenckiej, która za kulisami osnuta jest dozą nienawiści. Po wielu latach związku żona ma dość zdrad, oszustw i wykorzystywania przez prezydenta. Pewnego dnia wyznaje niechęć do niego i od tej pory krok po kroku w wyrafinowany sposób mści się na nim, by ten w końcu odpokutował za swoje winy.

Wg mnie okładka książki jest wybitna i… to tyle jeśli chodzi o wybitność owej publikacji. Może zacznę od tego, że wypożyczając ją byłam przekonana, iż jest to powieść, a nie zbiór opowiadań, co niestety trochę mnie rozczarowało. Autor w swoich zapiskach informuje, że: ,,O ile powieść można traktować trochę jako graciarnię, o tyle nie jest to możliwe w przypadku opowiadania’’ i cóż, trochę mi tej ,,graciarni’’ jednak brakowało. Pierwsze opowiadanie jest jak dla mnie jakąś kompletną pomyłką i nie do końca rozumiem, co ma ono na celu. Co do drugiego, to tu mogę zgodzić się, że forma opowiadania jest w tym przypadku odpowiednia. Natomiast jeśli chodzi o opowiadania trzecie i czwarte to moim zdaniem dużo lepiej by było, gdyby zostały one napisane w postaci powieści. Historie są dosyć ciekawe, jednak opisanie ich na kilkudziesięciu stronach sprawia wrażenie, że wydarzenia dzieją się zbyt szybko i czegoś w nich brakuje. Przy większej objętości myślę, że zmusiłyby czytelnika do większego namysłu i bardziej by wciągały. Pomijając to uważam, że historie są właściwie dość banalne i sądzę, że autor mógł postarać się wymyśleć coś bardziej wyszukanego. 

środa, 8 stycznia 2014

„Tarantula” – Thierry Jonquet






Tytuł: Tarantula
Autor: Thierry Jonquet
Rok wydania:
2011 
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron:
144







W książce przeplatane są dziwne i na pozór niezwiązane ze sobą historie: Ewy o idealnej aparycji więzionej przez chirurga plastycznego. Alexa ukrywającego się przed Wymiarem Sprawiedliwości za napad na bank i zabójstwo policjanta. Zamkniętej w zakładzie psychiatrycznym i mającej ataki o nie znanym podłożu Viviane. Oraz porwanego z nie wiadomo jakiej przyczyny, przykutego łańcuchami i więzionego w podziemiach młodego człowieka. Jak się okazuje nic nie znaczące i nie powiązane ze sobą historie łączy jedno – postać psychopatycznego, jak pająk podstępnego, chwytającego i znęcającego się nad swoją ofiarą Tarantuli.

Jest to książka, na podstawie której powstał znany Wam pewnie, wydany nie tak dawno film pt. „Skóra w której żyję”. Nie udało mi się go jeszcze zobaczyć, niemniej jednak po przeczytaniu tej książki doszłam do wniosku, że na pewno to zrobię. Nie wiem od czego zacząć opiniując owe dzieło, jednakże pierwsze słowo jakie nasuwa mi się do głowy, kiedy o niej myślę to: genialna. Naprawdę już dawno nie czytałam czegoś równie wciągającego, tajemniczego, a zarazem ogromnie zaskakującego. Kiedy zaczęłam lekturę owej książki wiedziałam, że nie odłożę jej, dopóki nie dojdę do końca. Historie opisane zdawałoby się od niechcenia, wyrzuconych kilka słów tak dziwnych i tajemniczych, że nie sposób nie chcieć dowiedzieć się więcej, odszukać w tym jakiegoś sensu.  Psychiczne relacje i zachowania co po niektórych bohaterów dodatkowo zachęcają do dalszej lektury. Poruszany jest w książce wątek niezasłużonej krzywdy, wiążącej się z tym nienawiści w czystej postaci i w wyrafinowany oraz wyszukany sposób wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Początkowo nic większego nie znaczące historie okazuje się, że tworzą logiczny i szokujący ciąg przyczynowo-skutkowy, którego wykreowanie można zawdzięczać jedynie ogromnemu talentowi i niezwykłej wyobraźni pisarza. Ciężko tu cokolwiek więcej napisać, żeby nie dokonać spoileru, a w przypadku tej książki byłoby to akurat niewybaczalne. Cóż mogę powiedzieć, ogromnie zachęcam do jej przeczytania, gdyż nawet jeśli miałaby Wam się nie spodobać jest to raptem 150 stron, więc zbyt dużo czasu się jej nie poświęci, a jestem pewna, że wiele osób tak samo jak ja będzie pod wrażeniem.