Tytuł: Rodzina Borgiów
Autor: Mario Puzo
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Autor: Mario Puzo
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Powracając jednak do samej
książki, jest ona przesiąknięta smutkiem i przygnębieniem, a każdy zawarty w
niej ruch bohaterów jest jak stąpanie po kruchym lodzie. Każda z postaci musi
się zmierzyć z nową rzeczywistością. Zarówno apatyczna Ania, której mama nagle,
bez pożegnania zniknęła z jej życia. Jak i Hanka, musząca nauczyć się
okazywania należytej czułości małemu dziecku. A nawet sam Łukasz, chcący
odnaleźć drogę do przekroczenia niewidzialnego muru dzielącego go od Hanki.
Ciężko jest czytać o
krzywdzie wyrządzonej niewinnemu dziecku, które nigdy już nie jest w stanie
wydorośleć, zachowywać prawidłowych relacji czy w głębi duszy być szczęśliwe.
Zacznę od pierwszej
części, w której autorka dzieli się pomysłami na to jak realizować własne
marzenia. Już od samego początku drażniło mnie nazewnictwo Michalak, która
nadała id, egu i superegu kolejno nazwy Edzia, Ega i Nadega i posługiwała się
nimi do końca książki. Nie wiem czy miało to na celu rozbawienie czytelnika czy
też może przybliżenia mu psychologicznych struktur w bardziej przyziemny
sposób. W każdym razie żadnego z nich
nie spełniło, a jedyne co umożliwiło to zastanowienie się nad tym, czy autorka
ma czytelnika za idiotę. Przechodząc jednak do samych rad… cóż, raczej nie
można z nich wynieść zbyt wiele. Dużo teorii i mało prawdopodobnych pomysłów, niewiele
konkretnej praktyki. Rozumiem, że wszystko zaczyna się w naszych głowach i
ważne jest, by przekonać siebie samych, że chcieć to móc. Ale… czy np. rada
dotycząca zapisania całego zeszytu własnym marzeniem to już nie przegięcie? Dla
mnie to czyste marnowanie czasu, który można by przeznaczyć na próby realizacji
owego marzenia czy chociaż zastanowienie się, jak do niego dążyć.
Przyznaję, że po raz
pierwszy czytałam książkę autorstwa zachwalanej przez wielu C. Ahern, także nie
wiedziałam, czego się mogę po niej spodziewać. Co mnie zaskoczyło już na samym
początku, to lekkość pióra pisarki, dzięki któremu mimo trudnych tematów zawartych
w powieści, książkę czytało się płynnie i łatwo. Co prawda powieść napisana
jest z punktu widzenia 16-latki, także myśli oraz wypowiedzi są czasem
dziecinne i niedojrzałe, co może nieco drażnić. Jednak uważam, że można to
przeboleć.
Warta uwagi jest w książce
również przemiana głównej bohaterki. Z rozkapryszonej, rozpieszczonej
księżniczki, której wartości materialne stanowiły największą wartość stała się
wrażliwą, troskliwą, wyrozumiałą dziewczyną, której wypowiedzi były powodem wzruszeń.
Co do
postaci Paige było mi przykro patrzeć na to, co spotyka ją w życiu. Najpierw
porzucenie ją przez matkę. Decyzja o aborcji, która była jedynym możliwym
wyjściem. Rezygnacja z wymarzonych studiów. I kiedy w końcu poznaje człowieka,
któremu oddaje swoje serce, robiąc wszystko, by wreszcie zaznać poczucia
bezpieczeństwa i miłości, ten tylko wykorzystuje jej uległość i niskie poczucie
własnej wartości.
Jacob pasjonuje się kryminalistyką, ogląda serial
detektywistyczny, zbiera odciski palców, inscenizuje zbrodnie i zawsze zjawia
się nieproszony na miejscu przestępstwa, pomagając policjantom rozwiązać
zagadkę. Zwykle jego sugestie są prawidłowe, także jego zainteresowanie wydaje
się mieć same plusy, jednakże do czasu. Kiedy ginie jego instruktorka
umiejętności społecznych, po pewnym czasie wszystkie poszlaki wskazują na to,
że to Jacob ją uśmiercił i od tej pory będzie musiał tłumaczyć się przed sądem.
Patrząc na okładkę książki, byłam przekonana, że jej
bohaterką będzie mała dziewczynka, a tu co się okazuje? Że główną postacią jest
starsza kobieta. To było pierwsze zaskoczenie co do tej książki. Drugim był
fakt, że opowieść o Kiki toczyła się przez około 60 stron, a całą resztę
zawierała wypowiedź samego autora, której się nie spodziewałam. Jeśli chodzi o
pierwszą część zawiera ona wzruszającą historię. Opowiada o kobietach, z
których każda posiada coś, co chce wymazać z pamięci, próbuje o tym zapomnieć.
Dzięki Beethovenowi to, co miało być ukryte, wychodzi na wierzch, przynosząc
kobietom ulgę i radość. Dodatkowo cała ta historia okraszona jest pełnym ripost
ciętym językiem staruszki wywołującym uśmiech na twarzy.
Młody mężczyzna Toby O’Dare od 10 lat niezmiennie wykonuje jeden i ten sam zawód – jest płatnym mordercą. Wybór odpowiednich atrybutów służących temu, by nie mógł zostać rozpoznanym, tworzenie trucizn, opracowywanie planu zabójstw to jego główne zajęcia tuż obok gry na lutni i czytania średniowiecznych książek. Pewnego dnia po zleconym zadaniu, jak zwykle udaje się w miejsce pobytu ofiary i niepostrzeżenie oraz bez większych problemów ją uśmierca. Jednak… zaraz po tym pojawia się jego anioł stróż, który zabiera go w podróż do XIII-wiecznej Anglii, by tam pod postacią dominikanina spełnił swoją misję.
się np. opis przygotowań głównego
bohatera do zabójstw, jak i samych morderstw, intrygowało mnie to z jakim
spokojem, opanowaniem i perfekcjonizmem podchodzi on do tych czynów. Ciekawy
był również wątek młodości bohatera, pomijając fakt, że jego wielki talent i
pomyślna kariera ulicznego grajka, jak dla mnie były zbyt nierealne. I to by
było na tyle. Toby O’Dare rzekomo ateista, kompletnie nie wierzący w Boga… jednocześnie
odwiedza kościół, zwraca się do Pana, wymawia słowa modlitwy… jaki to ma sens?
Ponadto morderca z długim stażem, który bez większych wyrzutów sumienia
popełnia kolejne zbrodnie od tak, gdy tylko pojawia się jego anioł stróż dosyć
szybko zawierza w jego istnienie i od razu godzi się by spełnić misję, pomagając
ludzkości. Jak dla mnie to wszystko było mocno naciągane. Jeśli chodzi o samą
historię mającą miejsce parę wieków temu jej opis ciągnął się w nieskończoność,
aby skończyć się tym, co każdy po poznaniu kilku jej szczegółów mógł się
domyślić. Mnie książka nie zaciekawiła, sposób pisania autorki mi nie
odpowiadał, jak dla mnie była zbyt naciągana, nie wnosząca nic ciekawego. Nieco
jakby druga ,,Opowieść wigilijna’’ z tym że o jeszcze większym przeskoku, a
właściwie natychmiastowym przelocie ze zła do dobra, właściwie bez żadnych
wątpliwości, rozmyślań, walki z samym sobą bohatera. Ja jestem nastawiona co do niej niestety
na nie.
2. Mechanik na statku otrzymuje wiadomość o śmierci jednej ze
swoich córek, jednakże nie wie dokładnie, która z nich umarła. W trakcie drogi
powrotnej bije się z myślami, rozważa, które z jego dzieci mogło stracić życie,
przywołuje wspomnienia, dokonuje refleksji, by ostatecznie po kilku dniach
stanąć na brzegu i dowiedzieć się prawdy.
4. Historia rzekomo wzorowej miłości pary prezydenckiej, która
za kulisami osnuta jest dozą nienawiści. Po wielu latach związku żona ma dość
zdrad, oszustw i wykorzystywania przez prezydenta. Pewnego dnia wyznaje niechęć
do niego i od tej pory krok po kroku w wyrafinowany sposób mści się na nim, by
ten w końcu odpokutował za swoje winy.