Autor: Ireneusz Piątek
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Bellona
Liczba stron: 480
Co by było gdyby Hitlerowi udało się zbudować Wunderwaffe czyli zaawansowaną technologicznie broń o wielkiej sile - nieśmiertelnych nadludzi o żądzy mordu? "Sonderkommando Nebel" to powieść osadzona w czasach II wojny światowej, której sam tytuł odnosi się do tajnego oddziału stacjonującego w jednym z obozów koncentracyjnych.
II wojna światowa to intrygujący okres, który od dawna wzbudzał moje zainteresowanie. Sporo naczytałam się na temat obozów koncentracyjnych, nazizmu i eksperymentów dokonywanych na więźniach. Zatem książka z motywem tajnej broni utworzonej przez Trzecią Rzeszę miała stanowić świeży punkt widzenia na czasy wojenne.
Książka rozpoczyna się wątkiem nielegalnego uwolnienia jednego z bywalców więzienia. Fragment choć interesujący nijak ma się z klimatem II wojny światowej. Może oprócz krótkiego epizodu, w którym major ma widzenie. A mianowicie ukazuje mu się szaman dający znak o tajnym sonderkommando.
Ale to nic, gdyż już w kolejnym rozdziale przeskakujemy do historii żydowskiego bankiera, którego narodowość mimo aryjskich cech wyglądu zostaje rozpoznana. W rezultacie pada on ofiarą szantażu, w ramach którego musi władzy SS płacić wysokie sumy, a następnie pracować dla SS w dziale finansów.
Dalej przenosimy się do obozu koncentracyjnego Buchenwald. Jeden z uprzywilejowanych więźniów dowiaduje się o stacjonującym w nim tytułowym sonderkommando i ma misję, by dowiedzieć się, co też się w nim wyrabia. W związku z tym pod osłoną nocy zakrada się do niego i... to co w nim widzi, jest gorsze od najbardziej przerażających koszmarów.
A to zaledwie początek wątków, jakie autor w książce porusza. Może wydawać się ciekawe nagromadzenie licznych pomysłów w jednym miejscu. Jednak w gruncie rzeczy zbyt duża liczba różnorodnych wątków w powieści wprowadza chaos i rozproszenie. Najciekawszy wydał mi się opis zmutowanych nazistowskich żołnierzy-robotów, pałających nienawiścią i tajemniczo przerażającego laboratorium jakie miało miejsce w Sonderkommando Nebel. Niestety na próżno można liczyć na rozwinięcie tego wątku, a czytelnik pozostaje wyłącznie z niezaspokojoną ciekawością.
Skupiając się na wątkach fantastycznych, o ile pojawienie się w książce żołnierzy-zombie czy zmutowanych wilków było jeszcze ciekawym zabiegiem. Tak postaci czarodziejów żyjących kilkaset lat, szamana czy istnienie w lesie tajemnych wrót, z których wychodziły demony były jak dla mnie zbyt swawolnym puszczeniem wodzy wyobraźni. A w związku z tym książka o bądź co bądź poważnej tematyce stawała się coraz bardziej śmieszna.
Autor też skupił się na rozległych opisach, które niestety są nużące i zdecydowanie spowalniają akcję. Przez 10 linijek tekstu dowiadujemy się jaka była w danej chwili pogoda, przez jakieś 15 dostajemy opis piersi kelnerki. Już nie mówiąc o osobnych, długich wątkach, które jak się okazywało, zupełnie nie wnosiły nic do powieści.
W książce żaden z wątków nie jest dominujący, niby się przeplatają, jednak każdy z nich można potraktować niczym opowiadanie w zbiorze. Szkoda też, że żaden z motywów nie jest doprowadzony do końca, co sprawia wrażenie tego, iż powieść jest wyłącznie jedną z części serii.
"Sonderkommando Nebel" to książka, która szczerze mnie rozczarowała. Intrygujący opis traktujący o tajemniczym nazistowskim oddziale, w którym wytwarzana jest zaawansowana technologicznie broń na miarę II wojny światowej wzbudza niemałe zainteresowanie. Żołnierze-zombie i tajemnicza działalność w pracowni obozu koncentracyjnego były ciekawym pomysłem i gdyby autor skupił się wyłącznie na nich, z książki mogłoby powstać coś godnego uwagi. Niestety zbyt duża liczba pociągniętych i niedomkniętych wątków oraz długie i nużące opisy skutecznie to uniemożliwiły.


