Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.B.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

"Tango dla trojga" - Maria Nurowska






Tytuł: Tango dla trojga
Autor: Maria Nurowska
Rok wydania: 
2009
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 224






Ola jest żoną Zygmunta, którego poznała w szkole aktorskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ona nie była studentką, a on o ponad 20 lat starszym nauczycielem, który ze względu na nią porzucił swoją pierwszą żonę Elżbietę. Mając wyrzuty sumienia względem Elżbiety, Ola postanawia jej pomóc i tym samym doprowadza do sytuacji, gdzie zarówno obie kobiety jak i Zygmunt lądują na deskach teatru w sztuce o Molierze i jego dwóch partnerkach. Kobiety zaprzyjaźniają się, jednakże okazuje się, że przyjaźń ta jest toksyczna, a Ola staje się ofiarą własnej intrygi. Realia zaczynają jej się mieszać z fikcją. Gubi się w życiu i sama nie wie już czego od siebie chce. Nie wiedząc, co ma ze sobą zrobić, wpada na nieco szalony pomysł.

Wszystkie książki Marii Nurowskiej, jakie dotychczas czytałam, traktowały o kobietach pogubionych w życiu i z mętlikiem w głowie. Nie zabrakło takiego rodzaju bohaterki także i tu. Zachowania Oli zadziwiają i sprawiają, że mamy ochotę zapytać: "po co ona to robi?". Niestety odpowiedzi na to pytanie w książce nie otrzymamy, gdyż młoda kobieta działa nieco pod wpływem impulsu czy intuicji i sama nie wie, co doprowadza ją do określonych czynów.
Można zrozumieć chęć pomocy skrzywdzonej kobiecie. Ale poprzez nachalne zachęcanie jej do udziału w przedstawieniu, które dziwnie przypomina ich życie? Chęć zaprzyjaźnienia się z byłą żoną męża? Koniec końców zachowanie Oli doprowadza ją do paranoi. Nie potrafi rozróżnić życia realnego od fikcji, ciągle ma natrętne myśli, nie umie normalnie żyć ani grać w następnych spektaklach, gdyż "utknęła" w roli bułhakowskiej Armandy. Tego już zupełnie nie potrafiłam zrozumieć.

Akcja książki toczy się pomiędzy przeszłością a rzeczywistością, w której Ola leży w szpitalu, udając nieprzytomną i czekając na przybycie Elżbiety. Cała książka krąży wokół błądzenia kobiety. Miałam nadzieję, że może sam koniec do czegoś konkretnego doprowadzi, jednakże tak nie było. Naprawdę nie wiem za bardzo, co miała wnosić i jakie nieść przesłanie. Że nie można w 100% poświęcać się jednej dziedzinie? Że należy stawiać wyraźną granicę między życiem prywatnym a zawodowym? Że przeszłość należy pozostawić przeszłości i nie należy jej rozgrzebywać? Nie wiem.

Muszę powiedzieć, że książką się rozczarowałam. Czytałam parę innych pozycji autorki - każda z nich mi się podobała i pozostawiała po sobie sentyment. Gdyby była to moja pierwsza książka Nurowskiej, pewnie już nigdy nie przyjrzałabym się bliżej pozostałej jej twórczości. Plus dla książki za tło teatralne i metaforę życia jako spektaklu. Jednakże duży minus za brak większego sensu.

poniedziałek, 7 września 2015

„Wybór Anny” – Maria Nurowska




Tytuł: Wybór Anny
Autor: Maria Nurowska
Rok wydania: 
2012
Wydawnictwo:
W.A.B.
Liczba stron: 209






Anna Łazarska przez lata żyje u boku swojego ojca Witolda Łazarskiego. Dopiero w wieku 40 lat znajduje jego notatki, po których przeczytaniu poznaje o sobie szokującą prawdę – okazuje się, że wcale nie jest tą osobą, za którą się miała. Tak naprawdę nazywa się Miriam Zarg, jest Żydówką i jako niemowlę cudem została uratowana z warszawskiego getta. Po tej wieści czuje się oszukana przez Witolda i opuszcza go pomimo jego choroby. Próbuje skontaktować się ze swoją żydowską rodziną, jednak nie potrafi odnaleźć się w nowej roli, jaka jej przypadła.

To druga książka Marii Nurowskiej jaką miałam przyjemność przeczytać. Jako że styl pisania autorki bardzo mi się spodobał przy pierwszym podejściu, wypożyczyłam kolejną jej książkę, której okładka nie zdradzała żadnej treści, więc wzięłam ją trochę „na ślepo”. Okazało się, że dotyka ona tematów wojennych, przez co nie byłam pewna, czy to odpowiednia pozycja dla mnie i czy mi się spodoba, ale obawy były niepotrzebne, bo już od pierwszych stron mnie zauroczyła i nie rozczarowała do samego końca.

Główną bohaterkę poznajemy z różnych stron. Zarówno z dialogu między nią a dziennikarzem, z samych myśli dziennikarza o osobie Anny, jak też z zapisków Witolda Łazarskiego. W książce mamy zawarte również listy od jej przez lata nie widzianej siostry oraz jej szwagra. Mamy zatem różne formy, które urozmaicają fabułę i sprawiają, że staje się bardziej realna. Książka mało skupia się na teraźniejszości, dużo częściej opiera się na wspomnieniach zarówno Anny, jak i jej członków rodziny dotyczącej niedalekiej przeszłości, młodości Anny, a także czasów przed jej narodzinami. Historię kobiety poznajemy w sposób nie chronologiczny, trochę chaotyczny i gdzieniegdzie sprzeczny z rzeczywistością. Taki zabieg sprawia, że nie cały jej życiorys otrzymujemy podany od razu na tacy, a jedynie zagadkowe i intrygujące szczegóły, a każda kolejna informacja sprawia, że chcemy wiedzieć więcej, dociec prawdy.


„Wybór Anny” jako że roztrząsa czasy wojenne w dużej mierze z punktu widzenia Żydów, jest książką smutną, melancholijną, tajemniczą. Wspomina o losach różnych ludzi, których dotknęło zło i nienawiść żołnierzy niemieckich. Historie te są krótkie, ale szokujące i nastawione na to, by zasiać w czytelniku ziarno niepokoju i nie pozwolić o sobie zapomnieć. Ja na pewno wiele obrazów zawartych w książce zapamiętam na długo. Myślę, że Wy także, jeśli tylko dacie jej szansę i ją przeczytacie. 

czwartek, 16 lipca 2015

„Irena” - Małgorzata Kalicińska, Basia Grabowska






Tytuł: Irena
Autor: Małgorzata Kalicińska, Basia Grabowska
Rok wydania: 
2012
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 416







Jagoda to 30-latka prężnie rozwijająca swoją karierę zawodową. Dla jej matki Doroty to jednak żaden powód do dumy. Chciałaby, by córka w końcu zwolniła z pracą, wyszła za mąż i urodziła dzieci. To bezustannie różni obie kobiety. W końcu dochodzi do poważnej awantury, która oddala od siebie matkę i córkę i zmusza obydwie do refleksji nad ich relacją. Pomiędzy jedną a drugą stoi Irena – przyszywana matka Doroty i babcia Jagody, która stara się doprowadzić do rozejmu.

Książka opowiadana jest na przemian przez Dorotę oraz Jagodę. Poznajemy historię z różnych punktów widzenia, mamy też wgląd w tajemnice bohaterów, o których nie wiedzą pozostałe kobiety.

Książka przedstawia różnicę pokoleń między kobietami.

Jagoda jest zaradną, zorganizowaną osobą. Kreuje twardy wizerunek kobiety niezależnej. Pracuje w korporacji i zarabia niezłe pieniądze. Utrzymuje wyłącznie seksualne kontakty bez żadnych zobowiązań. Popala papierosy, a w wolnym czasie spotyka się ze swoją przyjaciółką, by się upić.

Z kolei Dorota to taka trochę niezaradna kura domowa. Jak to matka chciałaby dla swojej córki jak najlepiej, jednak jej obraz idealnego życia krzyżuje się z obrazem widzianym przez Jagodę, co często prowadzi do kłótni. Dorota w młodości porzuciła swoje studia, była na utrzymaniu swego męża, teraz pracuje trochę zdalnie, lecz przez dużą ilość wolnego czasu za dużo rozmyśla i kreuje czarne scenariusze.

Irena z kolei to odzwierciedlenie mądrości życiowej. Jest obiektywna, stara się pomóc rodzinie, wskazuje na błędy, doradza jak je naprawić. W dodatku nie brak jej dobrego humoru, spostrzegawczości i sprytu.

Książka pokazuje jak ważne w życiu człowieka są miłość, wsparcie i akceptacja rodziny. Ich brak podburza pewność siebie, poczucie własnej wartości i zadowolenia. Powieść zachęca też by dzielić się swoimi problemami, żalami i pretensjami, bo te trzymane w sobie mimo upływu lat co jakiś czas i tak będą wychodzić na powierzchnię.

„Irena” utrzymana jest w lekkim (czasem za bardzo) stylu. Nie brakuje żartów, zabawnych historyjek… a jednak przebija przez nią też jakiś smutek i rozczarowanie. Nie będę ukrywać, że od czasu do czasu książka była dla mnie nużąca. Mała liczba bohaterów, brak różnorodnej akcji i właściwie bezustanne analizowanie jednych i tych samych problemów sprawiały, że często chciałam już zakończyć lekturę. Szczególnie te rozdziały opisywane przez Dorotę mnie nudziły, a sama jej postać mnie irytowała. Zamiast zająć się czymś konkretnym w swoim życiu, jeśli nie pracą na pełen etat, to rozwijaniem jakiegoś hobby, ta skupiała się tylko na rozmyślaniach i kreowaniu nierzeczywistych historyjek np. odnośnie jej męża.

Arcydziełem ta książka nie jest, nie chwyta mocno za serce, nie budzi wielkich emocji, nie jest niewiarygodnie wciągająca ani zaskakująca. To taka zwykła książka o niewydumanych problemach, ciekawa jeśli chodzi o ukazanie różnic w postrzeganiu przez kobiety w różnym wieku i o różnych priorytetach.

piątek, 15 maja 2015

„Chce się żyć” – Maciej Pieprzyca






Tytuł: Chce się żyć
Autor: Maciej Pieprzyca
Rok wydania: 
2013
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 256







Mateusz Rosiński rodzi się z porażeniem mózgowym, które uniemożliwia mu wykonywanie podstawowych funkcji jak mowa czy też chodzenie. Lekarze są zrezygnowani i stawiają krzyżyk na chłopcu, mając go za roślinę. A jednak jest inaczej. W przeciwieństwie do rozwoju fizycznego, Mateusz jest w pełni rozwinięty umysłowo. I całe życie próbuje udowodnić, że myśli i w środku wszystko z nim w porządku. Dopiero po wielu latach zdobywa sposób na porozumienie się ze światem i od tej pory jego życia wywraca się do góry nogami.

Narratorem książki jest sam Mateusz Rosiński i przez całą książkę poznajemy jego myśli, uczucia i nadzieje, których nie jest w stanie przekazać światu. Pomimo trudnej tematyki, książka utrzymana jest w lekkim tonie. Sposób patrzenia na świat Mateusza jest zabawny, humorystyczny i pełen ironii. Mimo nieciekawego położenia bohatera, nie raz w trakcie czytania możemy zostać rozbawieni.

Książka porusza trudny ale i ważny temat. Pokazuje typowe reakcje społeczeństwa na osobę chorą. Ciekawskie spojrzenia, podśmiewanie się, udawanie, że taka osoba nie istnieje, ukradkowe wlepianie w nią wzroku. I niestety brak świadomości tego, że osoba o upośledzeniu fizycznym nie musi mieć upośledzenia umysłowego. Ta osoba także czuje, myśli i rozumie. A przecież to nie jej wina, że urodziła się taką a nie inną. Mogło to spotkać przecież każdego.

W „Chce się żyć” ukazana jest niezwykła wola walki Mateusza o godziwe życie. O to by się z kimś zaprzyjaźnić, zakochać, a przede wszystkim, by porozumieć ze światem. Niestety ten ostatni mało przejmuje się „rośliną” i nie chce zagłębiać się w jej egzystencję. Postać Mateusza uczy także cierpliwości, pokory i wytrwałości. Przez wiele lat chłopiec, później już mężczyzna stara się, by ktoś go zrozumiał, jednak jego wysiłki schodzą na marne, zamieniając się w złość i frustrację. A jednak bohater nie poddawał się i pewnego pięknego dnia jego marzenie się spełniło. Mógł wykrzyczeć wreszcie światu, że nie jest rośliną, zadziwiając tym nie tylko wątpiącą w niego opiekę medyczną ale także i rodzinę.

Książka mimo dość przygnębiającego tematu, utrzymana jest w optymistycznym nastroju. Nie raz bawi, ale także i nie raz porusza. Za to wciąga od pierwszej strony i nie pozwala na przerwanie jej czytania. Na jej podstawie powstał film, a zarówno on jak i książka oparte są na faktach.

piątek, 5 grudnia 2014

„Fausta” – Krystyna Kofta






Tytuł: Fausta
Autor: Krystyna Kofta
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 440






Fausta, 14-letnia, „trudna” dziewczyna zostaje sprzedana przez swoją matkę - alkoholiczkę o 40 lat starszemu mężczyźnie, Filipowi Fołtynowiczowi. Ten początkowo posyła ją do szkoły klasztornej, by po dwóch latach wziąć z nią ślub. Od tej pory Fausta przyjmuje pokorną, uległą i wdzięczną postawę wobec męża, w głębi serca jednak, czekając tylko na jego śmierć, która jak na ironię losu wcale tak prędko nie nadchodzi. Kiedy jednak następuje ten moment, Fausta w końcu jest wolna i zabiera się za realizację swojego planu, którego tajemnicy nie zdradziła nawet najbliższej przyjaciółce.

Akcja książki rozgrywa się, kiedy sama Fausta ma już 40 lat z hakiem, chociaż mimo swojego wieku stara się za wszelką cenę zatrzymać młodość, zarówno jeśli chodzi o aparycję, jak i sposób myślenia. Jej przyjaciółka Bogna spisuje dzieje jej życia. Pisze tak całymi latami, jej powieść się rozrasta, choć w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że nie wszystko o czym słyszy od przyjaciółki jest zgodne z prawdą. W książce występują liczne retrospekcje, które przybliżają dzieciństwo Fausty, jej lata w klasztorze, jak i młodość u boku Filipa.

Powieść jest nieco zawoalowana, początkowo bardzo wciąga i zachęca do poznania dalszej historii Fausty. Dzieciństwo kobiety nie jest najłatwiejsze, musi walczyć o uwagę rodziców, którzy faworyzują jej młodszą siostrę. Później jest świadkiem staczania się w dół rodzicieli na drodze alkoholizmu i prostytucji. Ta część jest zdecydowanie najciekawsza z całej książki.

Później czekałam na rozwinięcie wątku o życiu klasztornym i miłości Fausty do jednej z sióstr, ale… się nie doczekałam. A może sama dopowiedziałam sobie coś, czego wcale nie było? Także dzieci Fausty zepchnięte są na margines powieści i nie wiadomo o nich praktycznie nic. Dopiero pod koniec dowiadujemy się z wypowiedzi jej syna, że brakowało im miłości, bo kobieta była za młoda na macierzyństwo i właściwie to sama była wychowywana przez Filipa.

Po tym etapie fabuła książki zaczyna nużyć, nieustannie zataczając kręgi wokół powolnej śmierci Filipa, dążeniu Fausty do zachowania młodości, historii jej dawnych arystokratycznych przodków, a kłótniach Bogny z jej mężem i jej depresji. No dobrze, dotyka jeszcze tajemniczego planu Fausty i to właściwie na jego wyjaśnienie niecierpliwie czekałam. Ale… okazuje się ono mało zaskakujące, a właściwie to rozczarowujące. Cały czas byłam ciekawa, co zrobi Fausta po oczekiwanej śmierci Filipa. Czy rzeczywiście będzie tak szczęśliwa, jak to sobie wyobrażała? Początkowo pewnie uległaby czarowi wolności i mocy pieniędzy do dyspozycji.  Ale zastanawiało mnie czy z czasem nie zaczęłaby odczuwać jakiejś pustki. W końcu Filip był jedną z bardzo nielicznych, chcąc nie chcąc, bliskich jej osób. A później… zostałaby sama w wielkim domu, z jedyną przyjaciółką na koncie i bez jakiegokolwiek frasobliwego zajęcia. Czy nie zanudziłaby się na śmierć? Niestety na to jak i inne pytania nie dostałam odpowiedzi, bo książka skończyła się niemalże zaraz po śmierci Filipa.

W trakcie lektury można zastanowić się nad wagą wyglądu w życiu kobiety, umiejętnością przebaczania dla własnego dobra, brakiem akceptacji własnego życia czy rolą matki w życiu dziecka.


Lektury jednak nie polecam. Może nie do końca ją zrozumiałam, ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Wydawało mi się, że akcja ciągle tkwi w jednym miejscu i aż się prosiło, aby ruszyła z miejsca. Zakończenie również nie satysfakcjonujące, a przynajmniej nie aż tak bardzo jak oczekiwałam, brnąc przez tę książkę.

piątek, 20 czerwca 2014

„Gnój” – Wojciech Kuczok






Tytuł: Gnój
Autor:
Wojciech Kuczok
Rok wydania: 
2003
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 212







Początek roku 2010-tego, a tak mi się przynajmniej wydaje, idę ulicą miasta, które jeszcze wtedy z racji braku większej z nim styczności robi na mnie wielkie wrażenie…  teraz budzi tylko smutek i niechęć. Przede mną rzecz niebywała i nieczęsto powtarzalna – happening z udziałem książek. Można wybrać jedną, przeczytać jej fragment do mikrofonu na środku ulicy, a później zabrać ze sobą do domu. Książki nieciekawe, ale biorę jedną, opasłą, sławnego autora, która to po dziś dzień leży nietknięta na półce. Wykonuję swoje zadanie, a następnie mikrofon przekazuję kolejnej osobie. Młodemu mężczyźnie, który mówi, że nie chce żadnej książki, ale za to przeczyta fragment ze swojej ulubionej pt. „Gnój”. Pamiętam lekki uśmiech na twarzy mojej mamy wywołany tym tytułem, nieco mniej sam fragment książki.
Po 4 latach, natrafiając na publikację, chciałam ów fragment sobie przypomnieć. Powyższą książkę przeczytałam od deski do deski, ale nic z niej nie wydawało mi się znajome. Bo właściwie to fragment może wcale z niej nie pochodził, a był wierszem Staffa o tym samym tytule? Może, pamięć zawodzi, a mnie pozostała książka, która może wcale nie została przez nikogo zarekomendowana.

„Gnój” to historia o rodzinie, można by rzec, patologicznej, której głównym atrybutem jest pejcz. Narrator powieści, syn starego K. wielokroć otrzymuje od niego razy, które wraz z wiekiem przeradzają się w gnębienie słowne. Nie tylko przemoc fizyczna jest tu na porządku dziennym. Rodzice dziecka dzień w dzień wszczynają awantury, rzucając niemałym wianuszkiem przekleństw. Są do tego tak przyzwyczajeni, że jak sam bohater wspomina, nawet gdy są w czymś ze sobą jednogłośni, nie potrafią rozmawiać bez podnoszenia głosu. Wizję takiego życia opisuje narrator książki ani na jednej z jej kart, nie ujawniając swojego imienia, a ograniczając się jedynie do przezwiska, jakim był nazywany – gnój.

Książka porusza trudny i przygnębiający problem, jednak mimo swojej tematyki nie przytłacza tragizmem. Opowiedziana jest z punktu widzenia osoby przyzwyczajonej i właściwie pogodzonej ze swoją sytuacją, która na każdym kroku, bo w szkole jak i sanatorium napotyka ponurą rzeczywistość i nieciekawe towarzystwo. Właściwie to zawarte są w niej wątki humorystyczne, karykaturalnie wręcz ukazujące co po niektóre postaci, wywołujące ironiczny uśmiech, jak i pobłażanie względem bohaterów.

Tuż obok tragedii maltretowanego dziecka ukazana jest również tragedia samego starego K. Człowieka w jakimś stopniu ambitnego i przekonanego o własnej wartości, jednakże całkowicie niespełnionego życiowo. Z jednej strony chcącego dla swojego syna, by ten w przyszłości doznał lepszego życia niż on sam. Z drugiej znowu nie zapewniający mu bezpieczeństwa, używający wobec niego pejcza, chcąc zaspokoić swoją rządzę władzy na kimś.

„Gnój” napisany jest językiem nietypowym dla książek, bo dosadnie prostym, charakterystycznym dla osób z nizin społecznych, z jakich pochodzili bohaterowie. Jak na śląską rodzinę przystało nie mogło obyć się też bez gwary pochodzącej z tego rejonu. Oprócz tego autor zastosował liczne neologizmy i wyliczenia. Czasem wręcz odpychające, jak w przypadku wątku ze śliną (który to fragment nieszczęśliwie przypadło mi czytać w trakcie posiłku).


Jeśli chodzi o publikację, czyta się ją szybko, chociaż jest to głównie zasługa niewielkiej liczby jej stron. Na pewno jest to książka nietuzinkowa i jeśli ktoś chciałby przeczytać coś innego od otaczających nas zewsząd typowych, amerykańskich czytadeł, w dodatku z niełatwą tematyką będzie to publikacja dla niego.

czwartek, 12 czerwca 2014

„Samotność liczb pierwszych” – Paolo Giordano







Tytuł: Samotność liczb pierwszych
Autor:
Paolo Giordano
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 336






Z tytułem tej oto  książki spotkałam się już nie raz; z jednej strony jego matematyczny wydźwięk przemawiał do mnie i zachęcał do lektury, z drugiej znowu opis fabuły sprawiał, że nie do końca wiedziałam, czy jest to powieść dla mnie. Pewnego jednak razu, będąc w bibliotece mój wzrok padł na tą książkę i stwierdziłam, że zaryzykuję.

Autorem owego dzieła jest młody i zdolny fizyk, co nie do końca współgrało mi z warsztatem pisarskim. Jak się jednak okazuje można być uzdolnionym w dwóch, zdawać by się mogło, skrajnych dziedzinach.

„Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym szeregu liczb naturalnych, ściśnięte, jak wszystkie, między dwiema innymi liczbami, ale mają w sobie coś, co różni je od innych. To liczby podejrzliwe i samotne […] wśród liczb pierwszych niektóre są jeszcze bardziej szczególne. Matematycy nazywają je liczbami pierwszymi bliźniaczymi. Są to pary liczb pierwszych, które z sobą sąsiadują albo raczej prawie sąsiadują, bo między nimi stoi zawsze liczba parzysta, która nie pozwala im się stykać naprawdę.”

I właśnie zjawisko liczb pierwszych bliźniaczych stosuje autor, tworząc metaforę do losów Alice i Mattii, tak bliskich sobie, jednak zawsze pozostających w pewnym odosobnieniu. Zbliżających się do siebie, ale nigdy nie mogących się połączyć.

Bohaterowie to osoby, których w latach młodości spotkały traumatyczne wydarzenia, odciskając się głębokim piętnem na ich psychice. To jak zachowują się po wielu latach jest konsekwencją tego, co spotkało ich w przeszłości.

Niektóre decyzje podejmowane przez Alice i Mattię wydają się skrajnie irracjonalne, dążące do autodestrukcji. Nieraz chciałoby się zmienić bieg wydarzeń książki, zmusić postaci do czegoś innego, nakazać im postępować odmiennie, lepiej dla siebie. A jednak… oni postępują inaczej. Świadomie wybierają samotność i w tej samotności żyją… właściwie przez całe swoje życie.

Książka dotyka tematów anoreksji, samookaleczania, wyobcowania, trudności odnalezienia się w społeczeństwie. Jest to powieść chłodna, pełna melancholii, niewykrzyczanego bólu i smutku. Przy każdym opisywanym wątku daje nadzieję na lepszą przyszłość bohaterów, jednak za każdym razem postaci nie wykorzystują swoich szans, a nadzieja ta pęka jak bańka mydlana. Także i koniec pozbawiony jest happy endu i pozostawia czytelnika w smutku na myśl o wyborze i nieszczęściu bohaterów, do jakiego sami dążą.