Dziś na blogu coś mającego swoją premierę, czyli recenzja... kosmetyku. Sama jestem ciekawa jak sobie z nią poradzę, ale nie przedłużając, zaczynajmy.
Parę lat temu kupiłam szminkę matową z Lovely, która była... koszmarna. Ścierała się bardzo nieregularnie, a że wybrałam sobie kolor bordowy, można się domyśleć, że po paru godzinach efekt na ustach był, nie wiem już czy bardziej tragiczny czy komiczny. Od tego czasu pomadki matowe omijałam szerokim łukiem, jednak z drugiej strony coś zawsze mnie do nich przyciągało i w końcu postanowiłam przy promocji rossmannowej zaopatrzyć się w jedną z nich z innej serii.