sobota, 1 kwietnia 2017

Marzec 2017 - podsumowanie!

Marzec w przeciwieństwie do lutego był dłuższym, ciekawszym i przede wszystkim cieplejszym miesiącem. 

Na samym początku odebrałam zamówienie z Empika. I nie, wcale nie zamawiałam książek. Zamówienie było czysto kosmetyczne. Może Was zdziwić tak jak i mnie, ale Empik internetowy posiada całe zanadrze kosmetyków. Skupiłam się głównie na produktach rosyjskiej Receptury Babuszki Agafii, które miałam ochotę przetestować już od długiego czasu. I o ile ceny książek w Empiku są mocno wywindowane, tak ceny kosmetyków są na bardzo przyzwoitym poziomie, a nawet często niższe niż u konkurencji, także nic tylko kupować ;p Po miesiącu użytkowania mogę zdecydowanie polecić drożdżową maskę do włosów oraz serum do twarzy... po 50 roku życia :D Reszta jest raczej przeciętna, a jeśli chodzi o produkty z Organic Shop to powiedziałabym, że nawet słabe.




W marcu byłam też w Ikei. Pewnie należę do mniejszości, która tego sklepu nie znosi. Jak kiedyś byłam zachwycona wnętrzarskimi inspiracjami i mogłam je podziwiać przez długi czas, tak obecnie ogrom tego sklepu działa mi na nerwy. Po ostatnich nieprzyjemnych doświadczeniach z nim związanych i tym razem nie mogło ich zabraknąć i zacięła mi się szafka na ubrania... na amen. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. A ikeowa kawa i ciasto wynagrodziły te przeżycia ;p
Jakoś w połowie marca po ponad roku przerwy wykupiłam karnet na siłownię... i to na całe 6 miesięcy. Koleżanka wyhaczyła promocję, w ramach której płaciło się 50% wartości karnetu, więc żal było nie skorzystać. W tym tygodniu dołączy do nas kolejna znajoma, więc już w ogóle idealnie ;) Byłam m.in. po raz pierwszy na zajęciach z trampolinami i całkiem pozytywnie wspominam.

A jeśli już o trampolinach mowa to udało mi się być też we FreestyleParku czyli hali z trampolinami, piankami, lianami itp. Ciekawa sprawa, chociaż cena nieco wysoka. Gdyby było taniej może chodziłabym tam częściej albo gdybym była młodsza. O jakieś 15 lat ;p

Jak przez luty, styczeń a nawet grudzień szukałam pracy bez skutku, tak w marcu niczym zgodnie z wiosennym przebudzeniem byłam na 3 rozmowach kwalifikacyjnych. I to praktycznie na przestrzeni 1 tygodnia. I skutkiem tego w kwietniu rozpocznę staż! Także trzymajcie kciuki, by wszystko było w porządku ;)

A na sam koniec miesiąca byłam w pubie, w którym serwowali coś idealnego dla mnie - drink z kabanosem! Nie mogłam w to uwierzyć i oczywiście jakbym mogła się na niego nie skusić :)
1 z drinków w zlewce laboratoryjnej ;)
Drink z kabanosem

piątek, 24 marca 2017

Stosik książek [17]

Wreszcie nazbierało mi się parę nowych książek. No dobra, nie tak "wreszcie", bo w bibliotece po nowe nabytki byłam co prawda już około 2 tygodni temu. A co do reszty to 2 książki czekają na swoją odsłonę już od grudnia! Tak czy inaczej postu stosikowego nie było na tym blogu już od dawna, więc w końcu pora na niego :)
1. "W cieniu" - Diane Chamberlain
Nieraz słyszałam, że Diane Chamberlain to taka druga Jodi Picoult. Pewnie wiecie, że ta ostatnia jest moją ulubioną pisarką, a to już dla mnie wystarczająca rekomendacja do tego, by z twórczością Chamberlain w końcu się zaznajomić.
2. "Fight club" - Chuck Palahniuk
Czasami moja prokrastynacja w oglądaniu filmów ma też i swoje plusy. Od dawna zbierałam się, by obejrzeć "Podziemny krąg", czego oczywiście do tej pory nie zrobiłam Ale skoro natrafiłam na książkę, na podstawie której powstał ten film, zawsze to lepsza opcja, by zaznajomić się najpierw z nią.
3. "Dania bez pszenicy w 30 minut (lub mniej)" - William Davis 
Tę i poniższą książkę kupiłam kiedyś w dwupaku w Biedronce (no dobra, teoretycznie dostałam je w prezencie na Boże Narodzenia, ale w praktyce wyglądało to tak, że sama sobie musiałam je kupić ;p). Temat pszenicy intrygował mnie od dłuższego czasu, ale akurat ta pozycja to głównie zbiór przepisów. W każdym razie w przyszłości mam zamiar zaopatrzyć się w jakąś bardziej merytoryczną pozycję odnośnie wpływu pszenicy na organizm. Ktoś może coś polecić?
4. "Umiarkowana dieta paleo" - Leanne Ely
W przeciwieństwie do wielu "diet", paleo ma na swoje poparcie sporo racjonalnych argumentów. I chociaż osobiście na tę dietę przynajmniej w pełni nigdy raczej nie przejdę, tak czerpanie przepisów z niej to na pewno fajna opcja. 
5. "Nigdy nie jesteś sama" - Renata Adwent
O tej książce pisałam już w ostatnim poście. Szczerze powiedziawszy przed lekturą miałam trochę mieszane uczucia odnośnie, aczkolwiek w trakcie i już po wątpliwości mnie opuściły i na chwilę obecną mogę szczerze ją polecić. 
6. "Szopka" - Zośka Papużanka
Debiut polskiej autorki przedstawiający dom rodzinny w krzywym zwierciadle, pełen absurdów i groteski, na co już sam tytuł może wskazywać. Na pewno to książka oryginalna, chociaż zastanawiam się, czy do końca w moim stylu - zobaczymy ;)

A co Wy ciekawego obecnie czytacie?

czwartek, 16 marca 2017

"NIgdy nie jesteś sama" - Renata Adwent






Tytuł: Nigdy nie jesteś sama
Autor: Renata Adwent
Rok wydania: 
2017
Wydawnictwo:
Feeria
Liczba stron: 416







Każdy chciałby mieć rodzinę idealną - pełną miłości, wspierającą, opiekuńczą. W większości jednak przypadków nie jest tak sielankowo, jakby się chciało. Zdarzają się kłótnie, niemiłe słowa, przykrości, zadane rany. Czasem zazdrość, niechęć i wzajemna zawiść. W końcu rodziny sobie nie wybieramy, ale jesteśmy na nią skazani.

Aniela wychowywała się w otoczeniu trzech sióstr - bliźniaczki Róży oraz starszej Agaty i Milki. Już od dziecka była niepokorną, zadziorną, trudną, a przy tym upartą indywidualistką i zawsze miała swoje zdanie na każdy temat. Miała wielkie marzenia, które jednak w konfrontacji z rzeczywistością, rozprysnęły się na milion kawałków. A wieczna walka z siostrami o pozycję w rodzinie sprawiła, że Aniela poddawała się, wycofując się w swój własny świat... który przysporzył jej chorobę psychiczną. Czy będzie w stanie się z nią uporać? Dokąd ją to wszystko doprowadzi? Czy będzie potrafiła zburzyć mur, który dawno temu wokół siebie wybudowała?

Od początku książki poznajemy historię rodziny, zaczynając jeszcze od czasów młodości matki dziewcząt, poprzez dzieciństwo sióstr, ich dorastanie, aż wreszcie dorosłość. Zaznajamiamy się z każdą z dziewczyn, poznając ich losy, charaktery i zachowania. Zdolną, rozważną Agatę, przebojową, jednającą sobie cały świat Milkę, utalentowaną artystycznie Różę i oczywiście Anielę. I czasem aż ciężko uwierzyć, że te cztery bohaterki są siostrami, bo każda z nich była zupełnie inna. Ale za to jako postaci książkowe były dobrze rozrysowane i żadna z nich nie była mdła, nudna czy przezroczysta.

Aniela była bohaterką intrygującą, o niecodziennym, nieokrzesanym charakterze, a przy tym wszystkim jej postać napawała jednak smutkiem, żalem i bezradnością. Zawsze żyła gdzieś w cieniu swoich utalentowanych czy przebojowych sióstr, sama czując się wybrakowana i niewystarczająco w czymkolwiek dobra. Nie umiała nawiązywać z ludźmi kontaktu i kiedy jej siostry spotykały się ze znajomymi, wychodziły na randki czy bawiły się na imprezach, Aniela pozostawała wiecznie sama ze swoją złością, ironią i odpychającym charakterem.

Aniela żyje w przeciętnej rodzinie, z błędami wychowawczymi na karku, z nie najlepszym wsparciem od strony krewnych i nie do końca poprawnymi relacjami z nimi. Niby każdy chce w niej dobrze dla bliskich, ale nie do końca potrafi to okazać, czy skupić się i przeanalizować dany problem i wyjść z pomocną ręką. A od dobrych chęci do prawidłowych relacji jest jeszcze daleka droga.

Książkę czyta się bardzo gładko i przyjemnie. Autorka ma niezwykle lekkie pióro i pomimo trudnego tematu, jakim jest choroba psychiczna, styl pisania zdecydowanie zachęca do czytania.

"Nigdy nie jesteś sama" to również książka będąca mieszaniną różnych gatunków. W dużej mierze jest to powieść obyczajowa, ale mamy w niej także styczność z chorobą psychiczną, aspektem psychologicznym dotyczącym relacji rodzinnych zmuszającym do refleksji, a także wątkiem romantycznym. Książka mówi także o trudach życia, o tym że często nasze wyobrażenia o nim mają mało wspólnego z rzeczywistością, że trzeba pogodzić się z tym jak jest, bo walka i niezadowolenie nic nie dadzą. Tak duże zróżnicowanie sprawia, że każdy czytelnik na pewno odnajdzie się w książce, a przynajmniej w którymś z jego fragmentów.
Oprócz różnorodności wątków, w książce spotkamy się także z mnogością rozmaitych uczuć bijących z każdej strony. Od szczerej radości i błogości, przez złość, smutek, bezradność, poprzez nienawiść, zazdrość przechodzące w strach, grozę i przerażenie, a kończąc na wzruszeniu.

Cała książka bardzo mnie zauroczyła i jedyne czego mogę się przyczepić, to poniższego opisu na okładce, który nieco poirytował mnie i zniechęcił: "Mężczyzna ją uratował [...] Dla Anieli jego miłość była wybawieniem od przerażających szpitalnych wspomnień, klęski relacji rodzinnych i zagubienia we własnym życiu." Nie podobają mi się te zdania. Brzmią tak, jakby to od mężczyzny zależało całe szczęście i zdrowie psychiczne kobiety. Że jakby nie odnalazła miłości, to nie byłaby w stanie żyć i normalnie funkcjonować. No nie sądzę. Oczywiście nie umniejszam tutaj roli ukochanej osoby w życiu Anieli, ale pojawiła się ona, kiedy dziewczyna miała już przynajmniej częściowo ułożone życie, z którym w miarę sobie radziła, więc hasła "uratował" czy "wybawienie" nijak mi tutaj nie pasują.

"Nigdy nie jesteś sama" to książka, którą zdecydowanie mogę polecić ze względu różnorodność wątków i emocji, a przede wszystkim przyjemny styl pisania autorki. Muszę także pochwalić pisarkę za ciekawy pomysł na książkę, który na pewno nie można nazwać oczywistym czy oklepanym. Jeśli ktoś ma ochotę na ciepłą, ale problematyczną historię o dorastaniu i więzach rodzinnych, to do przeczytania zachęcam.

czwartek, 9 marca 2017

"Nazistowskie obozy zagłady. Opis i próba analizy zjawiska" - Michał Maranda






Tytuł: Nazistowskie obozy zagłady. Opis i próba analizy zjawiska
Autor: Michał Maranda
Rok wydania: 
2002
Wydawnictwo:
Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego
Liczba stron: 262





Kiedy pada hasło "obóz koncentracyjny" z reguły pierwszym miejscem z jakim go kojarzymy jest Oświęcim. To na tym miejscu najczęściej skupiają się historycy. To o tym miejscu najczęściej słyszy się relacje byłych więźniów. I to do tego miejsca organizowane są wyjazdy ze zwiedzaniem. Tymczasem Michał Maranda w swojej książce "Nazistowskie obozy zagłady. Opis i próba analizy zjawiska" skupia się na obozach w Chełmnie, Bełżcu, Sobiborze i Treblince, celowo pomijając Oświęcim i zwracając uwagę na to, że w równie bestialski sposób a może nawet i gorszy traktowano więźniów w innych obozach.

Zacznę od tego, że najlepsze książki dokumentalne (przynajmniej według mnie) to takie, w których przytaczane są dosłowne wypowiedzi świadków. A trzeba przyznać, że w tej książce jest ich całe mnóstwo, co działa oczywiście in plus, wywołując w czytelniku grozę, smutek, przerażenie i bezradność na o wiele większą skalę niż by to miało miejsce w rozpatrywaniu tego typu zagadnień z punktu widzenia osoby trzeciej.

"Kiedy wysiedliśmy z wagonów, zobaczyliśmy koszmarny widok: wokół leżały setki ciał. [...] SS-mani, Niemcy i Ukraińcy stali na dachach baraków i wściekle strzelali w tłum. Mężczyźni, kobiety i dzieci, krwawiąc padali na ziemię. Powietrze wypełniały płacz i krzyki. Ci, którzy nie byli ranni wskutek strzałów, byli popychani w stronę otwartej bramy na plac otoczony drutem kolczastym; musieli się wspinać po ciałach rannych i umarłych."

Trochę już książek o tematyce II wojny światowej przeczytałam. I mogę powiedzieć, że takich pozycji nigdy nie czyta się dobrze, jako że nie jest łatwo brnąć przez opis okrucieństwa, a już na pewno nie na taką skalę. A mimo wszystko "Nazistowskie obozy zagłady..." to jedna z mocniejszych o ile nie najmocniejsza lektura w tej tematyce, jaką było mi dane czytać. Były strony przy których musiałam przerywać choć na chwilę czytanie. Wypowiedzi, przy których coś się we mnie blokowało i często nie miałam siły czytać ich dalej.
Najbardziej uderzały we mnie opisy zagazowywania ofiar, palenia zwłok, układania ich w grobach i wszelkich działań jakie się tego tyczyły.

"Powiedziano mi, że jeden z grobów się wylał. Umieścili tam zbyt wiele ciał i gnicie nastąpiło tak szybko, że płyny, które były pod spodem, wypychały ciała do góry i zwłoki staczały się ze wzgórza."

Autor konkretnie przedstawił funkcjonowanie obozów koncentracyjnych, dotykając takich kwestii jak: transport Żydów w wagonach, poszczególne prace przydzielane więźniom, racje żywieniowe, zagazowywanie, pozbywanie się zwłok, ale także skupił się na technologiach wykorzystywanych przez SS-manów, powstaniach i próbach ucieczki z obozów oraz osobowościach nazistów.

Pomimo że książka jest dosyć krótka, to bardzo treściwa. Myślę, że autor znacząco wyczerpał temat, a wypowiedzi byłych więźniów w dużym stopniu przyczyniły się do jeszcze lepszego, bardziej klarownego i rzeczywistego obrazu sytuacji, jaka miała miejsce w obozach koncentracyjnych.

Nie powiem, że jest to książka dla wszystkich i każdy się w niej odnajdzie. To na pewno pozycja mocno dołująca i często odstręczająca, dla ludzi o mocnych nerwach. Ale jeśli ktoś jest zainteresowany taką tematyką, myślę, że "Nazistowskie obozy zagłady. Opis i próba analizy zjawiska" będą wartą uwagi pozycją, głównie ze względu na wypowiedzi byłych ofiar.

czwartek, 2 marca 2017

Luty 2017 - podsumowanie!

Najkrótszy miesiąc roku za nami, a ja na pewno nie będę za nim tęsknić :) Śnieg, deszcz, plucha, zimno... o ile nie przeszkadzają w listopadzie czy grudniu, tak w lutym są już nieco nudne i monotonne. Mam tylko nadzieję, że pogoda nie spłata nam figla i w marcu czy nawet kwietniu nie będzie znowu biało.

Wraz z rozpoczęciem lutego moje pierwsze 2 tygodnie wyglądały tak:
7 egzaminów ciągiem dzień w dzień (z przerwą na weekend). Moja uczelnia tak bardzo prostudencka...

W lutym wreszcie miałam okazję wyskoczyć na łyżwy, tej zimy po raz pierwszy... i raczej ostatni ;p O ile w zeszłym roku też byłam na lodowisku 1 raz, tak wcześniej nie pojawiałam się na nim chyba od 5 lat. Na szczęście nie zdarzył mi się żaden upadek.

Luty upłynął mi również na oglądaniu filmów, czytaniu książek, ćwiczeniach oraz polowaniu na wyprzedaże i zaopatrzaniu się w przecenione ubrania. A jego ostatni tydzień? Na chorowaniu... co trzyma się mnie aż po dziś dzień.

Powróciłam też do starego nawyku, który parę razy już porzuciłam. Mam na myśli ssanie oleju. Jakkolwiek dziwnie to może brzmieć ssanie oleju długofalowo może przynieść liczne korzyści dla organizmu na wielu obszarach. Więc myślę, że warto poeksperymentować.

Luty był dla mnie mało produktywnym miesiącem i nie wspominam go szczególnie miło. Ale przynajmniej marzec zapowiada się trochę bardziej ciekawie.

A tymczasem ja lecę poznać moją nową promotorkę z seminarium magisterskiego. Ciekawi mnie kogo też ustrzeliłam, bo szczerze powiedziawszy nie znam tej osoby i nie miałam z nią nigdy zajęć. Za to ma tak samo na imię jak moja super promotorka z licencjatu, więc liczę, że to dobry znak ;p Trzymajcie kciuki, żeby tak właśnie było :D