Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2015. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 lipca 2016

"Sonderkommando Nebel" - Ireneusz Piątek







Tytuł: Sonderkommando Nebel
Autor: Ireneusz Piątek
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Bellona
Liczba stron: 480





Co by było gdyby Hitlerowi udało się zbudować Wunderwaffe czyli zaawansowaną technologicznie broń o wielkiej sile - nieśmiertelnych nadludzi o żądzy mordu? "Sonderkommando Nebel" to powieść osadzona w czasach II wojny światowej, której sam tytuł odnosi się do tajnego oddziału stacjonującego w jednym z obozów koncentracyjnych.

II wojna światowa to intrygujący okres, który od dawna wzbudzał moje zainteresowanie. Sporo naczytałam się na temat obozów koncentracyjnych, nazizmu i eksperymentów dokonywanych na więźniach. Zatem książka z motywem tajnej broni utworzonej przez Trzecią Rzeszę miała stanowić świeży punkt widzenia na czasy wojenne.

Książka rozpoczyna się wątkiem nielegalnego uwolnienia jednego z bywalców więzienia. Fragment choć interesujący nijak ma się z klimatem II wojny światowej. Może oprócz krótkiego epizodu, w którym major ma widzenie. A mianowicie ukazuje mu się szaman dający znak o tajnym sonderkommando.
Ale to nic, gdyż już w kolejnym rozdziale przeskakujemy do historii żydowskiego bankiera, którego narodowość mimo aryjskich cech wyglądu zostaje rozpoznana. W rezultacie pada on ofiarą szantażu, w ramach którego musi władzy SS płacić wysokie sumy, a następnie pracować dla SS w dziale finansów.
Dalej przenosimy się do obozu koncentracyjnego Buchenwald. Jeden z uprzywilejowanych więźniów dowiaduje się o stacjonującym w nim tytułowym sonderkommando i ma misję, by dowiedzieć się, co też się w nim wyrabia. W związku z tym pod osłoną nocy zakrada się do niego i... to co w nim widzi, jest gorsze od najbardziej przerażających koszmarów.

A to zaledwie początek wątków, jakie autor w książce porusza. Może wydawać się ciekawe nagromadzenie licznych pomysłów w jednym miejscu. Jednak w gruncie rzeczy zbyt duża liczba różnorodnych wątków w powieści wprowadza chaos i rozproszenie. Najciekawszy wydał mi się opis zmutowanych nazistowskich żołnierzy-robotów, pałających nienawiścią i tajemniczo przerażającego laboratorium jakie miało miejsce w Sonderkommando Nebel. Niestety na próżno można liczyć na rozwinięcie tego wątku, a czytelnik pozostaje wyłącznie z niezaspokojoną ciekawością.
Skupiając się na wątkach fantastycznych, o ile pojawienie się w książce żołnierzy-zombie czy zmutowanych wilków było jeszcze ciekawym zabiegiem. Tak postaci czarodziejów żyjących kilkaset lat, szamana czy istnienie w lesie tajemnych wrót, z których wychodziły demony były jak dla mnie zbyt swawolnym puszczeniem wodzy wyobraźni. A w związku z tym książka o bądź co bądź poważnej tematyce stawała się coraz bardziej śmieszna.

Autor też skupił się na rozległych opisach, które niestety są nużące i zdecydowanie spowalniają akcję. Przez 10 linijek tekstu dowiadujemy się jaka była w danej chwili pogoda, przez jakieś 15 dostajemy opis piersi kelnerki. Już nie mówiąc o osobnych, długich wątkach, które jak się okazywało, zupełnie nie wnosiły nic do powieści.

W książce żaden z wątków nie jest dominujący, niby się przeplatają, jednak każdy z nich można potraktować niczym opowiadanie w zbiorze. Szkoda też, że żaden z motywów nie jest doprowadzony do końca, co sprawia wrażenie tego, iż powieść jest wyłącznie jedną z części serii.

"Sonderkommando Nebel" to książka, która szczerze mnie rozczarowała. Intrygujący opis traktujący o tajemniczym nazistowskim oddziale, w którym wytwarzana jest zaawansowana technologicznie broń na miarę II wojny światowej wzbudza niemałe zainteresowanie. Żołnierze-zombie i tajemnicza działalność w pracowni obozu koncentracyjnego były ciekawym pomysłem i gdyby autor skupił się wyłącznie na nich, z książki mogłoby powstać coś godnego uwagi. Niestety zbyt duża liczba pociągniętych i niedomkniętych wątków oraz długie i nużące opisy skutecznie to uniemożliwiły.

piątek, 15 kwietnia 2016

"Nie tak łatwo być Czesławem" - Jarek Szubrycht, Czesław Mozil






Tytuł: Nie tak łatwo być Czesławem
Autor: Jarek Szubrycht, Czesław Mozil
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Otwarte
Liczba stron: 327






Pierwszy raz usłyszałam o Czesławie bodajże wtedy, gdy został jurorem w programie X Factor. Jąkanie się, kiepska składnia, błędy i nieumiejętność wysłowienia się z pewnością mnie do niego nie przekonały. Tym bardziej że w moim otoczeniu padały wówczas na niego wyłącznie słowa krytyki. Jednak jakaś siła sprawiła, że zaczęłam zagłębiać się w twórczość Czesława Mozila i powoli coraz bardziej go za nią podziwiać. Zaczęłam oczywiście od niegdyś hucznej "Maszynki do świerkania" i kliku innych piosenek z początkowych faz jego twórczości. Później zachwyciłam się magią w "Czesławie śpiewającym Miłosza". W międzyczasie poznałam piosenki z pierwotnego zespołu "Tesco Value". By wreszcie ostatecznie zachwycić się przesłaniami płynącymi z najnowszej płyty o emigrantach. Różnych muzyków słuchałam na przestrzeni lat, ale akurat Czesław Mozil jest tym, do którego po dziś dzień wracam i którym się zachwycam. Więc kiedy dowiedziałam się o tym, że wydaje biografię, nie mogłam jej nie przeczytać.

Czesław opowiada o swoim dzieciństwie, o emigracji do Danii, o rodzicach, przyjaciołach, szkołach, obozach, pierwszych pracach, dziewczynach, by następnie płynnie przejść do tematu studiów, pierwszego zespołu, początkowo nieudolnych koncertów, wyjazdów do Polski, kolejnych piosenek, płyt, tras koncertowych... Mimo że ma zaledwie 37 lat, jego dotychczasowe życie było barwne i działo się w nim naprawdę wiele ciekawego, o czym świadczy wydana niedawno biografia. 

Bilet z koncertu na którym byłam :)
Książka napisana jest prostym i przyjemnym językiem, bez zbędnej powagi czy patosu. Brzmi tak, jakby Czesław opowiedział o swoim życiu, a jego słowa zostały bezpośrednio przelane na papier bez większej ingerencji i cenzury ze strony autora. "Znając" zatem Czesława i czytając jego książkę, słyszy się jego dźwięczny głos, tak jakby siedział tuż obok i dzielił się anegdotkami ze swojego życia, niczym stary, dobry kumpel.

Historię Czesława spisał Jarek Szubrycht, który co ciekawe kiedyś zupełnie nie wierzył w sukces muzyka. I myślę, że to idealnie podsumowuje życie Czesława jako artysty. Na każdym kroku ludzie dawali mu znać, że poniesie porażkę, że za to i tamto zostanie zdeptany. Mówili mu, żeby sobie darował, by zmienił dany tytuł czy treść piosenki, bo się nie przyjmie. Jednak Czesław za każdym razem mówił stanowcze "nie" i dobrze na tym wychodził.

Biografia ta jest niezwykle pozytywna, pokazuje, że warto walczyć o marzenia i dążyć do własnego szczęścia, wbrew temu co mówią inni. I co najważniejsze już dawno nie czytałam książki, która dałaby mi takiego kopa do działania. Więc jeżeli nie możecie się za nic zabrać, wydaje wam się, że wciąż tkwicie w miejscu i nie macie większej chęci do działania, polecam przeczytać "Nie tak łatwo być Czesławem" - powrót motywacji gwarantowany!

Autograf Czesława ;)
Trzeba przyznać, że Czesław Mozil jest dość kontrowersyjną i przez to często mało lubianą osobą. Wystarczy spojrzeć na ostatnią jego płytę "Księga Emigrantów". Nazywanie ludzi murzynami czy tytuł "Nienawidzę cię, Polsko" z pewnością nie mogły przejść bez negatywnego echa. Jednak wystarczy wsłuchać się teksty piosenek, by dostrzec ich prawdziwe przesłanie. Niestety żyjemy w biegu, w czasach, gdzie ludziom nie chce się poświęcać czasu na dłuższe refleksje, za to łatwiej jest hodować w sobie hejtera działającego zgodnie z zasadą "nie znam się, to się wypowiem". I tak oto rodzi się istna satyra, gdy osobom kochającym Polskę każe się "wyp***dalać z kraju".

Pod koniec książki Czesław opowiada o swoich spostrzeżeniach odnośnie Polaków, z którymi nie sposób byłoby mi się nie zgodzić, choć oczywiście część osób znów może uznać je jako prowokację. Mam wrażenie, że podobnie jak Czesław mam mocno luźne (czy też zapewne wg innych specyficzne) poczucie humoru, którego niestety wiele osób poprzez nie wiem czy brak dystansu czy czegoś innego, nie rozumie i krytykuje. Z drugiej strony Czesław wskazuje nasz kraj jako dość konserwatywny, w którym krytykuje się osoby próbujące "wyjść z pudełka". Jeszcze sama z jakieś 6 lat temu należałam do takich osób, szufladkujących innych i próbującym patrzeć na świat w systemie zero-jedynkowym. Dziś jestem bardziej otwarta i jeśli ktoś robi coś wbrew przyjętym konwenansom, nie krzywdząc jednak innych, a robiąc coś, co lubi i spełniając siebie, trzymam za niego kciuki.  

"Nie tak łatwo być Czesławem" to książka, którą czyta się lekko i przyjemnie i z której można dowiedzieć się wielu ciekawych historii z życia muzyka, więc nawet jeśli szczególnie nie słuchacie Czesława, myślę, że lektura i tak będzie interesująca. Daje pozytywnego kopa i pokazuje, że o marzenia warto walczyć. Jeśli nie znacie twórczości Mozila, może po książce się do niej przekonacie, a jeśli już go znacie i lubicie - lektura obowiązkowa!

piątek, 15 stycznia 2016

"Vege na diecie" - Magdalena Makarowska






Tytuł: Vege na diecie
Autor: Magdalena Makarowska
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 360






"Vege na diecie" to poradnik skierowany do osób, które chcą przejść na dietę wegetariańską. Produkty roślinne często kojarzone są jako lekkie i nietuczące. Wiele jednak z nich jest wysoko kalorycznych, a jako że często są jedzone w nadmiarze, sprzyjają tyciu, toteż książka ma na celu również wskazanie drogi ku temu, by zapobiec przybraniu zbędnych kilogramów. Poradnik zawiera przepisy wegetariańskie i zasady, którymi należy się kierować przy przejściu na dietę bezmięsną.

piątek, 30 października 2015

"Alkoholicy wysokofunkcjonujący z perspektywy profesjonalnej i osobistej" - Sarah Allen Benton





Tytuł: Alkoholicy wysokofunkcjonujący z perspektywy profesjonalnej i osobistej
Autor: Sarah Allen Benton
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 450





Kiedy słyszymy hasło "alkoholik" przed oczami wyrasta nam obraz zarośniętego, zaniedbanego mężczyzny, z opuchniętą twarzą, w podartych, wybrudzonych ubraniach, leżącego gdzieś na ulicy. Zwykle wyobrażamy sobie alkoholików jako ludzi słabych, uciekających od problemów, nieporadnych życiowo, stroniących od pracy. Jednak czy tylko takie osoby można określać tym mianem?

Kiedyś usłyszałam, że duży procent biznesmenów to alkoholicy. Wtedy nie chciało to do mnie dotrzeć. No bo jak to? Osoby zaradne, potrafiące stworzyć coś z niczego i zarobić na tym grube pieniądze mogłyby sobie nie radzić z tak zdawać by się mogło prozaicznym problemem? Myślę, że nie tylko mnie ciężko było połączyć biznesmena-alkoholika z tym ze stereotypów.


niedziela, 19 kwietnia 2015

„Zielony zakątek” – Debbie Macomber






Tytuł: Zielony zakątek
Autor: Debbie Macomber
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Harlequin Mira
Liczba stron: 464







Cedar Cove to malownicze miasteczko, którego mieszkańcy mają swoje własne historie, problemy i tajemnice. Mary Jo jest samotną matką, która musi zmierzyć się z nieodpowiedzialnym ojcem swojej córeczki walczącym o prawa do opieki nad dzieckiem. W trudnych chwilach nie opuszcza jej mieszkający tuż obok Mack. Brat Mary Jo, Linc, jest świeżo upieczonym mężem Lori. Ich życie małżeńskie układa się znakomicie, jednakże jest ktoś, komu się ono nie podoba i będzie próbował zamienić je w piekło. Rachel przechodzi trudne chwile ze swoją nastoletnią pasierbicą. Mimo wszelkich prób nawiązania przyjaźni, w jej domu panuje atmosfera nienawiści. A to zaledwie garstka problemów jakie posiadają mieszkańcy Cedar Cove.

Przed przeczytaniem książki nie miałam pojęcia, że „Zielony zakątek” wchodzi w skład sporego już cyklu „Zatoka Cedrów” i że jest to właściwie już 10 jego tom. Mimo to uważam, że nie jest koniecznością, by zaczynać serię od 1 części, gdyż równie łatwo wdrożyć się w historie mieszkańców Cedar Cove także od tego tomu.

Książkę czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Problemy bohaterów nie są wydumane czy odrealnione, ale takie które mogą spotkać na każdym kroku każdego z nas. Postaci muszą zmierzyć się z przeszłością i złymi relacjami z krewnymi. Bohaterowie są zróżnicowani pod względem wieku. Spotkamy tu zarówno osoby starsze, marzące o wnukach. Jak również ludzi poznających swoje drugie połówki czy zakładających rodziny. A nawet nastolatki mające problemy właściwe dla swojego wieku.

Bohaterów jest sporo i ciężko stwierdzić, by którykolwiek z nich był tym głównym. Z każdym rozdziałem pojawiają się coraz to nowsze postaci i początkowo, czytając czyjeś imię, trudno było mi wyhaczyć o kogo właściwie chodzi. Co więcej, okazuje się, że każdy z bohaterów powiązany jest z innym czy to więzami rodzinnymi czy też po prostu koleżeńskimi. Generalnie każdy zna każdego, a bohaterowie tworzą jeden wielki klan.

Akcja książki jest powolna i spokojna. Nie ma w niej miejsca na adrenalinę czy atmosferę grozy, więc czytelnicy złaknieni szybkich zwrotów akcji się w niej nie odnajdą. Sama osobiście czytam książki o cięższych klimatach, więc w trakcie czytania co rusz miałam myśli w stylu „o, ten zaraz mu przyłoży”, „ona zaraz wykrzyczy mu całą prawdę, w końcu poczuje się podle”, „ta za chwilę podrzuci jej truciznę do herbaty”... no cóż, nic z tych rzeczy. W książce trochę brakowało mi mocnych wrażeń i przez to mam uczucie, jakby była skierowana bardziej do osób w podeszłym wieku.

Ostatecznie część wątków kończy się happy endem, jednak wiele z nich nie zostaje zakończonych, dając czytelnikom pole do namysłu bądź też oczekiwań na rozwiązanie zagadek w nowych częściach.


„Zielony zakątek” to powieść o lekkiej, często rodzinnej atmosferze, którą czyta się bardzo szybko, kibicując bohaterom w ich codziennych rozgrywkach bądź też smucąc się z ich porażek. Niestety brakuje w niej szybkiej akcji, dlatego nie każdemu będzie ona odpowiadać. Myślę za to, że to dobra pozycja do wzięcia na jakiś wyjazd, na którym jedyne co chcemy to odpocząć i spędzić miłe, spokojne chwile. 

wtorek, 14 kwietnia 2015

„Biorąc oddech” – Rebecca Donovan






Tytuł: Biorąc oddech
Autor: Rebecca Donovan
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 488







Mijają dwa lata od desperackiej ucieczki Emmy. Skończyła ona szkołę średnią i jest już na II roku studiów, jednak mimo upływu czasu demony przeszłości na każdym kroku dają jej o sobie znać. Wkrótce zaczyna sięgać po alkohol i zatracać się w eksperymentalnych doznaniach, które koją jej ból i zmniejszają poczucie winy. Pewna wiadomość sprawia, że będzie musiała choć na chwilę powrócić w rodzinne strony, a to wywoła nową  lawinę kłopotów w jej życiu. Jak Emma na nie zareaguje? Pogrąży się w mroku czy też może uda jej się odzyskać pogrzebaną nadzieję?

To już trzecia a zarazem ostatnia część trylogii pt. „Oddechy”. Jeśli chodzi o pierwszą część, to byłam nią zachwycona. Przy drugiej miałam pewne obawy czy sprosta swojej poprzedniczce, ale były one zbędne, gdyż równie dobrze mnie zaskoczyła. Natomiast w przypadku trzeciej części byłam już przekonana, że mnie oczaruje i… to mnie chyba zgubiło.

Nawet nie potrafię sformułować dokładnie gdzie leżał problem, ale coś mi w tej książce przeszkadzało. Trzeba przyznać, że przez dwie poprzednie części zżyłam się z główną bohaterką – spokojną, ale silną, trochę naiwną, ale przez to kochaną, uczynną, mającą swoje zasady dziewczyną. Jednak w tej części było inaczej. Alkohol, którego miała przenigdy nie tknąć, lał się u niej litrami (w pewnym momencie autorkę już całkiem poniosła wyobraźnia, opisując jak Emma w ciągu paru godzin sama wypiła butelkę wódki bez niczego do popicia czy przejedzenia…), seks z nieodpowiednimi osobami nie był niczym dziwnym i oczywiście przekleństwa już nie tylko z ust Emmy w przeciwieństwie do poprzednich części padały częściej. Rozumiem, że człowiek się zmienia i to czasem diametralnie, ale te wszystkie zachowania kompletnie nie pasowały mi do głównej bohaterki, bo były po prostu zaprzeczeniem jej dawnych zasad.

„Wydaje mi się, że wszystko, co w życiu robię , to płacz i rozpadanie się na kawałki.”

W książce zabrakło mi też trochę tragicznych wątków. W pierwszej części występowała przemoc fizyczna, w drugiej znowu psychiczna i mimo tego Emma była silną, niepoddającą się dziewczyną, która radziła sobie z życiem, wierząc we własne idee. To było zdecydowanie godne podziwu. W tej części nie wystąpiło nic przerażającego, żadne zjawisko jakoś silnie wpływające na dziewczynę, jednak ona na każdym kroku wpadała w czarną rozpacz i nie potrafiła wziąć swojego życia we własne ręce. Myślę, że powyższy cytat idealnie podsumowuje Emmę w tej części. Miałam wrażenie, że praktycznie jedyne co ona robiła to płakała. Rozumiem, że napotykały ją różne przykre sytuacje w jej życiu, ale reagowanie na wszystko płaczem to była już dla mnie irytująca przesada. Szczególnie w porównaniu do pierwszych części, gdzie to dzielnie stawiała czoła każdym przeszkodom.

I oczywiście wytłumaczenie jej ucieczki… dla mnie było kompletnie pozbawione logiki. Co to w ogóle za pomysł chronienia ukochanej osoby przez sprawienie jej najgorszego bólu, zrujnowanie jej życia i przy okazji zniszczenia też samej siebie? A kiedy już Evan zdołał się skontaktować z Emmą i wszystko mogłoby się ułożyć jak najbardziej pomyślnie, ta unikała go i nie chciała mieć z nim do czynienia… Nie rozumiem tego w ogóle, nie umiałam utożsamić się w tej części z bohaterką i to pewnie dlatego moje bardziej negatywne uczucia co do tej części.

Ale dosyć o wadach. Książka ta tak samo jak dwie jej poprzedniczki jest niezwykle emocjonalna, poruszająca i bolesna. Tak silne emocje jak tu rzadko można znaleźć w innych książkach. Na dużą uwagę zwraca tu Sara, jak zwykle pomocna i oddana Emmie, pomimo że nie zawsze zgadzała się z jej wyborami, a także nowe przyjaciółki głównej bohaterki, które mimo że znały ją krótko, były jej wierne i lojalne pomimo skomplikowanego charakteru i odtrącającej postawy dziewczyny. Także Evan zdeterminowany, by złożyć to, co kiedyś rozprysło się na kawałki i uleczyć rany ukochanej dziewczyny. Nie wiem, jak to dokładnie określić, ale ta książka ma w sobie pewną magię. To chyba miłość i oddanie sprawiają, że wydarzenia i dialogi bohaterów choć z pozoru proste, opisane są w niesamowitym stylu. Słowa tego nie opiszą, po prostu żeby poznać ten niezwykły klimat, trzeba tę książkę przeczytać.

W powieści tym razem na przemian poznajemy myśli i zachowania z punktu widzenia nie tylko Emmy ale i
Evana. Stanowi to ciekawy, a zarazem konieczny zabieg pozwalający wyjaśnić pewne wątki związane z przeszłością Evana i odkryć jego tajemnice. To sprawia, że kończymy książkę bez żadnych niedomówień, zamykając historię Emmy i wszystkie wątki z nią związane.

Myślę, że „Biorąc oddech” wypada nieco słabiej na tle poprzednich książek z tej serii. Mimo to uważam, że warto po nią sięgnąć, by rozwiać wszelkie tajemnice Emmy. Może należy tylko podejść do niej z pewnym dystansem i nie oczekiwać po niej równie fenomenalnej historii. A odnośnie już całej trylogii, to serdecznie zachęcam do zapoznania się z nią.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Feeria.

niedziela, 29 marca 2015

„Śmiertelny sen” – Philip Gooden






Tytuł: Śmiertelny sen
Autor: Philip Gooden
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Harlequin Mira
Liczba stron: 304







XVI wieczny Londyn, Anglia za panowania Elżbiety I. Młody aktor Nick Revil szczęśliwym trafem dostaje posadę w trupie Lorda Szambelana. Wkrótce Sir William podejrzewając, że jego ojciec został zamordowany, prosi Nicka o przyjrzenie się tej sprawie z obiektywnego punktu widzenia. Zbieżność faktów z dziełem „Hamlet” wydaje się zastanawiająca, więc czy możliwe jest, że morderca inspirował się akcją dramatu? Wszystko na to wskazuje, gdy dochodzi do kolejnych zbrodni, które są żywym odzwierciedleniem dzieła Szekspira. 

Autor książki przenosi nas do XVI wieku, ukazując dawne zwyczaje, kulturę, stroje i zachowania. Język wystylizowany jest na epokę renesansu. Nie brakuje w niej archaizmów, toteż książkę początkowo czyta się mozolnie, ciężko i trzeba przyzwyczaić się do niecodziennego stylu pisania. Nie polepsza tego fakt, że powieść podzielona jest wyłącznie na prolog, epilog i 5 aktów, które to mają średnio po 70 stron, więc przebrnięcie przez choćby jeden „rozdział” idzie dość powoli.

Z czasem jednak akcja zaczyna się rozkręcać, a i może konieczność przyzwyczajenia się do innego stylu pisania sprawiają, że książka zaczyna wciągać. Starodawny język z jednej strony dość męczący, z drugiej zaczyna bawić i śmieszyć czytelnika. Często różne sytuacje czy też same postaci ukazane są w sposób komiczny.

Każdy akt rozpoczyna się opowiedzeniem historii z punktu widzenia zbrodniarza. Możemy poznać jego myśli i dokładne poczynania. Jest to ciekawym zabiegiem, gdyż do końca nie znamy jego tożsamości, więc wcielamy się, nie wiedząc którym bohaterem on jest. Z każdą kolejną zbrodnią zgodną z fabułą „Hamleta” atmosfera nabiera coraz większej tajemniczości, a kolejne wątki pokazują, że intryga jest jednak bardziej skomplikowana niż pozornie mogłoby się wydawać.

Co do samego zabójcy, to niestety domyśliłam się jego tożsamości. W pewnym momencie miałam wrażenie, że i dla samego Nicka jest ona oczywistością. Dlatego gdy główny bohater dopiero jakiś czas później dostał nagłego olśnienia, kto stoi za wszystkimi zbrodniami, a moje przewidywania okazały się słuszne, muszę przyznać, że się rozczarowałam. Rzadko zdarza się, że prawidłowo obstawiam mordercę, więc w przypadku tej książki uważam to za jej spory minus.


Podsumowując, książka na pewno warta jest przeczytania ze względu na niecodzienny styl i klimat, choć z drugiej strony starodawny język nie jest łatwy w odbiorze. Pomysł na inspirację dziełem Szekspira był świetny, natomiast jeśli chodzi o samą realizację, a szczególnie ujawnienie mordercy, to niestety pozostawiała sporo do życzenia. Jak dla mnie książka bez większych rewelacji. Można przeczytać, jednak bez oczekiwań na coś fascynującego.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harlequin Mira.

poniedziałek, 23 lutego 2015

„Oddychając z trudem” – Rebecca Donovan






Tytuł: Oddychając z trudem
Autor: Rebecca Donovan
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 544







Emma nie pamięta nic z katastrofalnej nocy, jaka miała miejsce w domu jej wujostwa. Jej największy horror - ciotka Carol nie może jej już na szczęście zagrozić. Od tej pory próbuje wieść życie zwykłej nastolatki z przyjaciółką Sarą i chłopakiem Evanem u boku. Jednak każdej nocy budzą ją koszmary, a przeszłość bezustannie daje o sobie znać. Pewnego dnia postanawia zamieszkać ze swoją matką, która przed laty ją porzuciła. Ta decyzja przyniesie ze sobą jednak duże konsekwencje, a także przywróci pochmurne wspomnienia z pogrzebanej, dalekiej przeszłości.

Po udanej pierwszej części trylogii „Oddechy” w końcu nadszedł czas, by zapoznać się z jej kontynuacją. Nie ukrywam, miałam co do niej pewne obawy, gdyż jak to często bywa po bestsellerowych pierwszych częściach, pisarzom ciężko jest sprostać wysokim poprzeczkom, jakie sami sobie postawili.

Początkowo wszystko wydawało się nad wyraz sielankowe. Emma w końcu przestała mieszkać ze swoją patologiczną, przyszywaną rodziną. Jej życie zaczęło polegać na spotkaniach z chłopakiem, pogaduszkach z przyjaciółką, imprezach, treningach i staraniach o przyjęcie na studia. W końcu nie doświadczała już przemocy fizycznej i wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. I kiedy już zaczynałam się rozczarowywać zbyt lekką fabułą książki, która zdawała się podchodzić pod przeciętną młodzieżówkę…

Zaczęły pojawiać się problemy – problemy z matką alkoholiczką o niezrównoważonej osobowości. Jednego dnia była kochającą, troszczącą się rodzicielką, drugiego znowu bezlitosną, pełną nienawiści oskarżycielką. Bezbronna Emma starała się pomóc i trwać przy matce za wszelką cenę, nawet gdy ta raniła ją w samo serce.

Książka jest pełna tak silnych, bolesnych emocji, że czytanie niektórych fragmentów naprawdę przychodzi z wielkim trudem, a wczuwanie się w rolę bohaterki przynosi spory ból. Najgorsze jest to, że Emma podobnie jak w poprzedniej części tłumi w sobie wszystkie emocje, nie chcąc ranić swoich bliskich, nie dzieli się z nimi swoimi problemami, mimo ich nalegań. To jedna z mocniejszych, uderzających w psychikę książek, jakie czytałam. I naprawdę po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, po końcu lektury miałam ochotę sięgnąć po coś lekkiego, bo bałam się, że jakaś smutniejsza książka totalnie mnie przytłoczy.

Oprócz smutnych, bolesnych emocji w książce nie brakuje również tych pięknych, wzruszających. Emma na każdym kroku może liczyć na wsparcie i miłość Evana i Sary, którzy troszczą się o nią i pokazują, że jest dla nich ważna, co dla osoby o podburzanym bezustannie poczuciu własnej wartości ma duże znaczenie. Emma niestety często przyjmuje zamkniętą postawę, nie dając sobie pomóc i podejmując nieracjonalne decyzje, które ciężko zrozumieć.

Pod koniec książki autorkę może trochę za bardzo ponoszą wodze wyobraźni, co przejawia się w kreacji paru mało prawdopodobnych wydarzeniach.

Zakończenie książki pozostawia sporo do myślenia. Dlaczego Emma podjęła taką a nie inną, przesądzającą o losach jej i bliskich decyzję? Naprawdę czasem ciężko było mi zrozumieć motywy działania tej dziewczyny. Teoretycznie chciała wybrać jak najlepsze rozwiązanie, jednakże chcąc nie chcąc przynosiło ono wszystkim spory ból. „Oddychając z trudem” to niezwykle emocjonująca, chwytająca za serce książka. Po pierwszej części wydawało mi się, że wszystko zostało już powiedziane i trudno było mi sobie wyobrazić, co też autorka może jeszcze wymyślić. A jednak działo się i to dużo, a sama książka udowadnia, że słowa potrafią ranić bardziej niż czyny. Jak pierwszą tak i drugą część serii jak najbardziej polecam, a póki co z niecierpliwością czekam na ostatnią już pozycję trylogii.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria.

wtorek, 17 lutego 2015

„W milczeniu” – Erica Spindler






Tytuł: W milczeniu
Autor: Erica Spindler
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Harlequin Mira
Liczba stron: 496







Avery Chauvin to młoda dziennikarka, która dawno temu wyjechała ze swojej małej, rodzinnej wioski Cypress Springs. Kiedy otrzymuje wiadomość, że jej ojciec popełnił samobójstwo, powraca w rodzime strony. Nie jest w stanie pogodzić się z ostatnią decyzją ojca i stara się sprawdzić, czy to na pewno było samobójstwo. Wkrótce dowiaduje się o zaginięciach i śmierci kolejnych osób. Niby wszystkie są przypadkowe, jednak jak na tak bezpieczną wioskę, statystyki zgonów są zbyt wysokie. A kiedy w rzeczach ojca odnajduje wycinki z gazet o morderstwie mającym miejsce wiele lat temu, sprawa zaczyna się coraz bardziej komplikować. Okazuje się, że niegdyś na wyspie istniała grupa Siedmiu, która stała na czele porządku w mieście, z czasem jednak naginając prawa im przysługujące. A może wbrew temu co wszyscy twierdzą, wcale nie została rozwiązana?  

To moje drugie spotkanie z Ericą Spindler thrillerów. Co mi się podobało w zarówno pierwszej, jak i tej książce, to że pisarka nie ogranicza się wyłącznie do wątku kryminalnego, jak to bywa w przypadku co po niektórych autorów. Lubię różnorodność i w tej książce jest ona zachowana. Mamy zatem tajemnicę rodzinną i wzajemne skomplikowane powiązania między jej członkami, ukrywany romans a nawet elementy psychologiczne. Fabuła zatem nie jest monotonna, więc nie można się przy niej nudzić. Wręcz przeciwnie, trzyma w napięciu i z czasem nabiera coraz większego tempa, uniemożliwiając czytelnikowi odłożenie książki na półkę.

Bardzo ciekawiła mnie historia rodziny Stevensów, z którą Avery przyjaźniła się od lat dzieciństwa. Czemu Howard stał się jej „czarną owcą”? Co takiego zrobił, w jaki sposób skrzywdził jej członków i dlaczego nikt nie zabiega o to, by się pogodzić? A może jak twierdzi Howard, to jego rodzina ma coś na sumieniu? Na wszystkie te pytania odpowiedzi dostajemy na samym końcu książki.

Książka emanuje dużą atmosferą grozy. Czytanie jej przypadło mi akurat na noce, w których byłam sama w domu i… idąc spać po lekturze każdy szelest przysparzał mnie o szybsze bicie serca i włączyła się we mnie konieczność sprawdzania, czy drzwi wejściowe na pewno są zamknięte. Naprawdę, już dawno takiego uczucia nie miałam :D Już samo konserwatywne przekonanie mieszkańców wyspy o tym, że ich miejsce jest wyłącznie na Cypress Springs, a przyjezdni mogą im tylko zaszkodzić budzi pewien niepokój. Jeśli dodać do tego anonimowe telefony z brutalnymi pytaniami skierowanymi do Avery, jednorazowe ostrzeżenia ofiar przez grupę Siedmiu oraz kolejno ich zgony, książka wywołuje ciarki na plecach. W pewnym momencie okazuje się, że każdy z bohaterów w jakiś sposób wplątany jest w intrygę i nikomu nie można już ufać. Na pewnym etapie byłam przekonana, że wiem już, kto jest mordercą i dalsza lektura powoli potwierdzała moje przekonania… a jednak na samym końcu okazało się, że nie miałam racji, wszystko wywróciło się do góry nogami, budząc niemałe zaskoczenie.

Co zauważyłam w przypadku tej książki i czytanym przeze mnie kiedyś „Wyścigu śmierci” Spindler, to że w obydwóch z nich pojawiła się grupa „mafijna”, a wizerunki morderców były do siebie bardzo podobne. To mnie trochę zaniepokoiło, jednak mam nadzieję, że to przypadkowe, jednorazowe podobieństwo i że w innych książkach pisarki tego nie znajdę. W końcu jej dzieła sprzedają się całkiem nieźle, a inaczej byłyby mocno przewidywalne.

Już sama okładka książki wydaje się mroczna i idealnie odzwierciedla jej treść… przerażająca, trzymająca w napięciu, zaskakująca. O wielkich, upiornych tajemnicach przykrytych kurzem czasu w miasteczku, które zdawałoby się najspokojniejszym i najbezpieczniejszym miejscem pod słońcem.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Harlequin Mira.