Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2010. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2016

"Przemiana" - Jodi Picoult





Tytuł: Przemiana
Autor: Jodi Picoult
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Liczba stron: 544






June Nealon była szczęśliwą żoną i matką, dopóki pewnego dnia, wracając do domu, nie otrzymała straszliwej wiadomości o morderstwie jej męża i dziecka. Od tej pory jej świat stanął na głowie, a stwierdzenie, że "czas leczy rany" po wielu latach od tragedii dalej było dla niej fałszywe.
Shay Bourne oczekując w więzieniu na swoją egzekucję, dowiaduje się o poważnie chorej Claire Nealon - córce June. Chcąc odkupić winy, pragnie przekazać swoje serce dziewczynce. Problem w tym, że zarówno matka jak i córka za nic w świecie nie chcą przyjąć organu mordercy ich rodziny.

Jak to u Jodi Picoult bywa nic nie jest łatwe i oczywiste. Spotykamy się z puentą, że nie powinno się nikogo oceniać, ani mierzyć swoją miarą. Dostajemy obraz June - kobiety, której mąż zginął w wypadku samochodowym, zostawiając ją samą z małą córeczką. W jakiś czas po tym June poznaje Kurta, z którym się wiąże. Po kilku latach zachodzi z nim w ciąże i kiedy wszystko znów pełne jest barw, a mała dziewczynka lada moment ma się urodzić, na szczęśliwą rodzinę znów pada cień. Kurt i jej córka Elisabeth zostają zamordowani. Od tej pory June żyje z bólem i nienawiścią w sercu, którym ciężko jest zaradzić. I z drugą chorą córką, która umrze jeśli w najbliższym czasie nie zostanie przeszczepione jej serce.

Tymczasem w więzieniu, w którym przebywa osądzony Shay Bourne, zaczynają dziać się "cuda", po których ludność zaczyna wierzyć, że mężczyzna ten jest mesjaszem i pielgrzymkami nawiedzać miejsce jego pobytu. U progu celi zjawia się też Michael - duchowny, który po poznaniu Shaya zaczyna kwestionować kierujące nim zasady. Nie trudno w książce znaleźć nawiązań do "Zielonej mili" S. Kinga. Nawet dla osoby takiej jak ja, która tylko raz, dawno temu i to fragmentarycznie widziała film na jej podstawie, dość oczywistym było podświadome powiązanie tych dwóch utworów ze sobą. Nie powiem, by wzorowanie się na książce Kinga wyszło Picoult na dobre. W końcu autorka już nie raz udowodniła, że ma głęboką wyobraźnię i mnóstwo pomysłów, a takie nawiązanie pozostawiło pewien niesmak i dla osób, które spotkały się z pisarką po raz pierwszy być może także niechęć do dalszych powieści.
W "Przemianie" akcja opisywana jest (typowo dla Picoult) z punktu widzenia kilku bohaterów. Poznajemy uczucia, myśli i pobudki, którymi się kieruje każdy z nich. Każdy odnosi się do panujących wydarzeń, analizując je pod kątem swojego zawodu czy też przeszłości. Mamy poruszoną kwestię religii, wiary i przebaczenia.

Pod koniec książki dowiadujemy się o rzeczach niewiarygodnych, które obracają spojrzenie na postaci o 180 stopni. Sama pewnego wątku domyśliłam się już wcześniej, dlatego niestety nie było ono dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem. I tu po raz kolejny spotykamy się z puentą, że nic w życiu nie jest takie, jakie nam się na pierwszy rzut oka wydaje.

"Przemiana" to interesująca powieść warta uwagi, poruszający trudne problemy, na które nie ma idealnych czy prawidłowych rozwiązań. Idealna dla tych, którym niestraszne jest cierpienie, a które w trakcie czytania chcą pobić się trochę z własnymi myślami i skłonić umysł do refleksji.

piątek, 5 grudnia 2014

„Fausta” – Krystyna Kofta






Tytuł: Fausta
Autor: Krystyna Kofta
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 440






Fausta, 14-letnia, „trudna” dziewczyna zostaje sprzedana przez swoją matkę - alkoholiczkę o 40 lat starszemu mężczyźnie, Filipowi Fołtynowiczowi. Ten początkowo posyła ją do szkoły klasztornej, by po dwóch latach wziąć z nią ślub. Od tej pory Fausta przyjmuje pokorną, uległą i wdzięczną postawę wobec męża, w głębi serca jednak, czekając tylko na jego śmierć, która jak na ironię losu wcale tak prędko nie nadchodzi. Kiedy jednak następuje ten moment, Fausta w końcu jest wolna i zabiera się za realizację swojego planu, którego tajemnicy nie zdradziła nawet najbliższej przyjaciółce.

Akcja książki rozgrywa się, kiedy sama Fausta ma już 40 lat z hakiem, chociaż mimo swojego wieku stara się za wszelką cenę zatrzymać młodość, zarówno jeśli chodzi o aparycję, jak i sposób myślenia. Jej przyjaciółka Bogna spisuje dzieje jej życia. Pisze tak całymi latami, jej powieść się rozrasta, choć w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że nie wszystko o czym słyszy od przyjaciółki jest zgodne z prawdą. W książce występują liczne retrospekcje, które przybliżają dzieciństwo Fausty, jej lata w klasztorze, jak i młodość u boku Filipa.

Powieść jest nieco zawoalowana, początkowo bardzo wciąga i zachęca do poznania dalszej historii Fausty. Dzieciństwo kobiety nie jest najłatwiejsze, musi walczyć o uwagę rodziców, którzy faworyzują jej młodszą siostrę. Później jest świadkiem staczania się w dół rodzicieli na drodze alkoholizmu i prostytucji. Ta część jest zdecydowanie najciekawsza z całej książki.

Później czekałam na rozwinięcie wątku o życiu klasztornym i miłości Fausty do jednej z sióstr, ale… się nie doczekałam. A może sama dopowiedziałam sobie coś, czego wcale nie było? Także dzieci Fausty zepchnięte są na margines powieści i nie wiadomo o nich praktycznie nic. Dopiero pod koniec dowiadujemy się z wypowiedzi jej syna, że brakowało im miłości, bo kobieta była za młoda na macierzyństwo i właściwie to sama była wychowywana przez Filipa.

Po tym etapie fabuła książki zaczyna nużyć, nieustannie zataczając kręgi wokół powolnej śmierci Filipa, dążeniu Fausty do zachowania młodości, historii jej dawnych arystokratycznych przodków, a kłótniach Bogny z jej mężem i jej depresji. No dobrze, dotyka jeszcze tajemniczego planu Fausty i to właściwie na jego wyjaśnienie niecierpliwie czekałam. Ale… okazuje się ono mało zaskakujące, a właściwie to rozczarowujące. Cały czas byłam ciekawa, co zrobi Fausta po oczekiwanej śmierci Filipa. Czy rzeczywiście będzie tak szczęśliwa, jak to sobie wyobrażała? Początkowo pewnie uległaby czarowi wolności i mocy pieniędzy do dyspozycji.  Ale zastanawiało mnie czy z czasem nie zaczęłaby odczuwać jakiejś pustki. W końcu Filip był jedną z bardzo nielicznych, chcąc nie chcąc, bliskich jej osób. A później… zostałaby sama w wielkim domu, z jedyną przyjaciółką na koncie i bez jakiegokolwiek frasobliwego zajęcia. Czy nie zanudziłaby się na śmierć? Niestety na to jak i inne pytania nie dostałam odpowiedzi, bo książka skończyła się niemalże zaraz po śmierci Filipa.

W trakcie lektury można zastanowić się nad wagą wyglądu w życiu kobiety, umiejętnością przebaczania dla własnego dobra, brakiem akceptacji własnego życia czy rolą matki w życiu dziecka.


Lektury jednak nie polecam. Może nie do końca ją zrozumiałam, ale nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Wydawało mi się, że akcja ciągle tkwi w jednym miejscu i aż się prosiło, aby ruszyła z miejsca. Zakończenie również nie satysfakcjonujące, a przynajmniej nie aż tak bardzo jak oczekiwałam, brnąc przez tę książkę.

środa, 16 lipca 2014

„Piękna bestia” – Daniel Patrick Brown







Tytuł: Piękna bestia
Autor: Daniel Patrick Brown
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
Replika
Liczba stron: 212






Kiedy słyszymy hasło „nazistowscy zbrodniarze” przed oczami od razu stają nam rośli blondyni w mundurach i ciężkich butach o zaciętym, chłodnym i nieprzebłaganym wyrazie twarzy. Na pewno nie raz o uszy obiły nam się nazwiska takie jak: Josef Mengele, Rudolf Höss czy Karl Brandt. Czy jednak bylibyśmy w stanie wymienić choć jedną kobietę zamieszaną w zbrodnie hitlerowskie? Tu na pewno pojawiłby się większy problem, ponieważ ich role są często pomijane na łamach literatury, niemniej jednak nie znaczy to, że kobiety nie brały czynnego udziału w prześladowaniach i torturach więźniów w obozach koncentracyjnych.

D.P. Brown stworzył biografię jednej z najbardziej zagorzałych i okrutnych obozowych załogi SS, zaledwie 22-letniej Irmy Grese. Swoją książkę rozpoczyna od opisów lat dzieciństwa zbrodniarki, które nie należały do najłatwiejszych. Skupia się na psychologicznych aspektach, próbując tłumaczyć zachowanie kobiety smutnymi wydarzeniami, jakie spotkały ją już w najmłodszych latach, wpajaną jej w tym czasie indoktrynom, a także słabymi perspektywami przyszłości w miejscach innych niż obozy koncentracyjne.

Następnie autor przechodzi do etapu niesławnej pracy kobiety. I mimo że biografia rzekomo dotyczy samej Irmy Grese, pisarz często odbiega od tej postaci, na światło dzienne wyciągając innych zbrodniarzy i opisując przypadki z ich życia. Przez to osoba Irmy Grese opisana jest bardzo ogólnie, a w książce nie zawartych jest zbyt wiele szczegółów dotyczącej jej życia, chociaż jeśli już występują, są one mocno szokujące. Brakowało mi tu również większej liczby relacji więźniów mających z nią styczność.  

Na koniec opisany jest proces sądowy, w którym wzięła udział zbrodniarka, czas jej pobytu w więzieniu, aż wreszcie sięgająca ją egzekucja. Ta część wyzwoliła we mnie mieszane uczucia. Jako że wcześniej Irma Grese występowała jako okrutna, mściwa, nieustępliwa i twarda kobieta, tu sprawiała wrażenie osoby niedojrzałej i jakby zagubionej w życiu, nie do końca zdającej sobie z zaistniałej sytuacji.

Na ostatnich kartach książki zamieszczony jest list więźniarek skierowany do SS-Aufseherin Grese. Jest to niezwykle wzruszająca wypowiedź pełna bólu i cierpienia, świadcząca o tym, że w tym przypadku sprawiedliwości nigdy nie stanie się zadość.


Książka jest bardzo krótka i brak w niej szczegółów dotyczącej opisywanej postaci. Liczyłam na więcej faktów z życia tej młodej i mimo że pięknej zewnętrznie, to okrutnej kobiety. Ja w tym przypadku spotkałam się po raz pierwszy z postacią Irmy Grese, toteż biografia tej postaci wydała mi się mimo tych minusów ciekawa. Jednak osoby, które słyszały już o owej zbrodniarce myślę, że w książce nie znajdą niczego niezwykle zaskakującego ani nowego.

czwartek, 12 czerwca 2014

„Samotność liczb pierwszych” – Paolo Giordano







Tytuł: Samotność liczb pierwszych
Autor:
Paolo Giordano
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
W.A.B.
Liczba stron: 336






Z tytułem tej oto  książki spotkałam się już nie raz; z jednej strony jego matematyczny wydźwięk przemawiał do mnie i zachęcał do lektury, z drugiej znowu opis fabuły sprawiał, że nie do końca wiedziałam, czy jest to powieść dla mnie. Pewnego jednak razu, będąc w bibliotece mój wzrok padł na tą książkę i stwierdziłam, że zaryzykuję.

Autorem owego dzieła jest młody i zdolny fizyk, co nie do końca współgrało mi z warsztatem pisarskim. Jak się jednak okazuje można być uzdolnionym w dwóch, zdawać by się mogło, skrajnych dziedzinach.

„Liczby pierwsze dzielą się tylko przez 1 i przez siebie. Stoją na swoich miejscach w nieskończonym szeregu liczb naturalnych, ściśnięte, jak wszystkie, między dwiema innymi liczbami, ale mają w sobie coś, co różni je od innych. To liczby podejrzliwe i samotne […] wśród liczb pierwszych niektóre są jeszcze bardziej szczególne. Matematycy nazywają je liczbami pierwszymi bliźniaczymi. Są to pary liczb pierwszych, które z sobą sąsiadują albo raczej prawie sąsiadują, bo między nimi stoi zawsze liczba parzysta, która nie pozwala im się stykać naprawdę.”

I właśnie zjawisko liczb pierwszych bliźniaczych stosuje autor, tworząc metaforę do losów Alice i Mattii, tak bliskich sobie, jednak zawsze pozostających w pewnym odosobnieniu. Zbliżających się do siebie, ale nigdy nie mogących się połączyć.

Bohaterowie to osoby, których w latach młodości spotkały traumatyczne wydarzenia, odciskając się głębokim piętnem na ich psychice. To jak zachowują się po wielu latach jest konsekwencją tego, co spotkało ich w przeszłości.

Niektóre decyzje podejmowane przez Alice i Mattię wydają się skrajnie irracjonalne, dążące do autodestrukcji. Nieraz chciałoby się zmienić bieg wydarzeń książki, zmusić postaci do czegoś innego, nakazać im postępować odmiennie, lepiej dla siebie. A jednak… oni postępują inaczej. Świadomie wybierają samotność i w tej samotności żyją… właściwie przez całe swoje życie.

Książka dotyka tematów anoreksji, samookaleczania, wyobcowania, trudności odnalezienia się w społeczeństwie. Jest to powieść chłodna, pełna melancholii, niewykrzyczanego bólu i smutku. Przy każdym opisywanym wątku daje nadzieję na lepszą przyszłość bohaterów, jednak za każdym razem postaci nie wykorzystują swoich szans, a nadzieja ta pęka jak bańka mydlana. Także i koniec pozbawiony jest happy endu i pozostawia czytelnika w smutku na myśl o wyborze i nieszczęściu bohaterów, do jakiego sami dążą. 

poniedziałek, 10 marca 2014

„Dziewczyna z piwnicy” - Allan Hall, Michael Leidig






Tytuł: Dziewczyna z piwnicy
Autor:
Allan Hall, Michael Leidig
Rok wydania: 
2010
Wydawnictwo: 
SoniaDraga
Liczba stron: 272







Wstrząsająca i nieprawdopodobna, jednakże oparta na faktach autentycznych historia dziewczynki, która w wieku 10 lat spokojnie idąc do szkoły, została uprowadzona przez Wolfganga Priklopila, by następnie przez 3096 dni (8,5 roku) być przetrzymywaną w ponurej piwnicy. Szok związany ze zniknięciem Nataschy w małym austriackim miasteczku przerodził się w jeszcze większy szok po jej odnalezieniu się. Niedowierzenie w związku z tym, w jaki sposób była przetrzymywana, jak udawało jej się żyć bez kontaktu z naturą, bliskimi czy jakimikolwiek ludźmi oprócz porywacza, z ograniczonym jedzeniem, powietrzem, światłem poruszyło całym światem. Ze względu na niecodzienną sytuację Nataschę zaczęła łączyć z porywaczem nietypowa relacja, która później została nazwana przez psychologów syndromem sztokholmskim. Dziewczyna zaczęła żywić do porywacza pewien rodzaj sympatii, był on dla niej jak ojciec, brat a prawdopodobnie i kochanek, a po jej ucieczce i jego samobójstwie odczuła swego rodzaju żal i smutek.

Kiedy pierwszy raz dowiedziałam się o tej książce i szokującej historii w niej zawartej, miałam wielką ochotę by ją przeczytać, jednak nigdzie nie mogłam na nią trafić. Więc gdy pojawiła się kiedyś w bibliotece, natychmiast wzięłam ją do ręki, a w domu od razu rozpoczęłam jej lekturę. Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś innego, myślałam, że będzie to książka przybliżająca historię Nataschy, ujawniające pewne szczegóły… nic bardziej mylnego. Jest to reportaż pełen spekulacji, niewiadomych, pytań na które nie znaleziono odpowiedzi. Skupia się na nieudolnym śledztwie trwającym przez wiele lat, jednak nie wnoszącym nic konstruktywnego do całej sprawy. Na portrecie psychologicznym Wolfganga Priklopila sprawiającego wrażenie jak najmniej podejrzanego człowieka. Na domysłach tyczących się tego, jak i czy w ogóle Natascha poradzi sobie w dalszym życiu. Nie traktuje o życiu dziewczyny w piwnicy, czy relacji z Priklopilem, na co szczerze powiedziawszy liczyłam. Sama Natascha ma po ucieczce wielką chęć kontaktu z mediami, udziela wywiadów, chce napisać książkę, jednakże równocześnie sprawia wrażenie, iż chce pozostawić ludzi w niewiedzy, nie dopuścić do tego, by poznali, co naprawdę działo się przez te 8 lat. Wiem, że istnieje publikacja autorstwa już samej Nataschy Kampusch „3096 dni” i możliwe, że gdy kiedyś sięgnę po nią, znajdę tam więcej informacji dotyczącej całej sprawy. Z tej książki niestety nie dowiedziałam się za bardzo niczego nowego ani zaskakującego.