Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feeria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feeria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 marca 2017

"NIgdy nie jesteś sama" - Renata Adwent






Tytuł: Nigdy nie jesteś sama
Autor: Renata Adwent
Rok wydania: 
2017
Wydawnictwo:
Feeria
Liczba stron: 416







Każdy chciałby mieć rodzinę idealną - pełną miłości, wspierającą, opiekuńczą. W większości jednak przypadków nie jest tak sielankowo, jakby się chciało. Zdarzają się kłótnie, niemiłe słowa, przykrości, zadane rany. Czasem zazdrość, niechęć i wzajemna zawiść. W końcu rodziny sobie nie wybieramy, ale jesteśmy na nią skazani.

Aniela wychowywała się w otoczeniu trzech sióstr - bliźniaczki Róży oraz starszej Agaty i Milki. Już od dziecka była niepokorną, zadziorną, trudną, a przy tym upartą indywidualistką i zawsze miała swoje zdanie na każdy temat. Miała wielkie marzenia, które jednak w konfrontacji z rzeczywistością, rozprysnęły się na milion kawałków. A wieczna walka z siostrami o pozycję w rodzinie sprawiła, że Aniela poddawała się, wycofując się w swój własny świat... który przysporzył jej chorobę psychiczną. Czy będzie w stanie się z nią uporać? Dokąd ją to wszystko doprowadzi? Czy będzie potrafiła zburzyć mur, który dawno temu wokół siebie wybudowała?

Od początku książki poznajemy historię rodziny, zaczynając jeszcze od czasów młodości matki dziewcząt, poprzez dzieciństwo sióstr, ich dorastanie, aż wreszcie dorosłość. Zaznajamiamy się z każdą z dziewczyn, poznając ich losy, charaktery i zachowania. Zdolną, rozważną Agatę, przebojową, jednającą sobie cały świat Milkę, utalentowaną artystycznie Różę i oczywiście Anielę. I czasem aż ciężko uwierzyć, że te cztery bohaterki są siostrami, bo każda z nich była zupełnie inna. Ale za to jako postaci książkowe były dobrze rozrysowane i żadna z nich nie była mdła, nudna czy przezroczysta.

Aniela była bohaterką intrygującą, o niecodziennym, nieokrzesanym charakterze, a przy tym wszystkim jej postać napawała jednak smutkiem, żalem i bezradnością. Zawsze żyła gdzieś w cieniu swoich utalentowanych czy przebojowych sióstr, sama czując się wybrakowana i niewystarczająco w czymkolwiek dobra. Nie umiała nawiązywać z ludźmi kontaktu i kiedy jej siostry spotykały się ze znajomymi, wychodziły na randki czy bawiły się na imprezach, Aniela pozostawała wiecznie sama ze swoją złością, ironią i odpychającym charakterem.

Aniela żyje w przeciętnej rodzinie, z błędami wychowawczymi na karku, z nie najlepszym wsparciem od strony krewnych i nie do końca poprawnymi relacjami z nimi. Niby każdy chce w niej dobrze dla bliskich, ale nie do końca potrafi to okazać, czy skupić się i przeanalizować dany problem i wyjść z pomocną ręką. A od dobrych chęci do prawidłowych relacji jest jeszcze daleka droga.

Książkę czyta się bardzo gładko i przyjemnie. Autorka ma niezwykle lekkie pióro i pomimo trudnego tematu, jakim jest choroba psychiczna, styl pisania zdecydowanie zachęca do czytania.

"Nigdy nie jesteś sama" to również książka będąca mieszaniną różnych gatunków. W dużej mierze jest to powieść obyczajowa, ale mamy w niej także styczność z chorobą psychiczną, aspektem psychologicznym dotyczącym relacji rodzinnych zmuszającym do refleksji, a także wątkiem romantycznym. Książka mówi także o trudach życia, o tym że często nasze wyobrażenia o nim mają mało wspólnego z rzeczywistością, że trzeba pogodzić się z tym jak jest, bo walka i niezadowolenie nic nie dadzą. Tak duże zróżnicowanie sprawia, że każdy czytelnik na pewno odnajdzie się w książce, a przynajmniej w którymś z jego fragmentów.
Oprócz różnorodności wątków, w książce spotkamy się także z mnogością rozmaitych uczuć bijących z każdej strony. Od szczerej radości i błogości, przez złość, smutek, bezradność, poprzez nienawiść, zazdrość przechodzące w strach, grozę i przerażenie, a kończąc na wzruszeniu.

Cała książka bardzo mnie zauroczyła i jedyne czego mogę się przyczepić, to poniższego opisu na okładce, który nieco poirytował mnie i zniechęcił: "Mężczyzna ją uratował [...] Dla Anieli jego miłość była wybawieniem od przerażających szpitalnych wspomnień, klęski relacji rodzinnych i zagubienia we własnym życiu." Nie podobają mi się te zdania. Brzmią tak, jakby to od mężczyzny zależało całe szczęście i zdrowie psychiczne kobiety. Że jakby nie odnalazła miłości, to nie byłaby w stanie żyć i normalnie funkcjonować. No nie sądzę. Oczywiście nie umniejszam tutaj roli ukochanej osoby w życiu Anieli, ale pojawiła się ona, kiedy dziewczyna miała już przynajmniej częściowo ułożone życie, z którym w miarę sobie radziła, więc hasła "uratował" czy "wybawienie" nijak mi tutaj nie pasują.

"Nigdy nie jesteś sama" to książka, którą zdecydowanie mogę polecić ze względu różnorodność wątków i emocji, a przede wszystkim przyjemny styl pisania autorki. Muszę także pochwalić pisarkę za ciekawy pomysł na książkę, który na pewno nie można nazwać oczywistym czy oklepanym. Jeśli ktoś ma ochotę na ciepłą, ale problematyczną historię o dorastaniu i więzach rodzinnych, to do przeczytania zachęcam.

sobota, 23 stycznia 2016

"Trawa bardziej zielona" - Magdalena Kołosowska






Tytuł: Trawa bardziej zielona
Autor: Magdalena Kołosowska
Rok wydania: 
2016
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 312






Maja to 30-latka od 10 lat tkwiąca w nieudanym, zawartym zbyt pochopnie małżeństwie. Kiedy jej mąż postanawia pozostać w Szwecji na dłużej, jej związek staje pod wielkim znakiem zapytania, a na domiar złego kobieta właśnie traci pracę. Aby ją podnieść na duchu, przyjaciółka Monika zabiera Maję na wakacje na Mazury. Tam poznają dwóch interesujących mężczyzn, a ich relacje zaczynają rozwijać się w dobrym kierunku, kiedy nagle nowo poznani znajomi bez słowa wyjaśnienia znikają... Po tym niemiłym incydencie, urlop dobiega końca i dziewczyny wracają do codziennej, szarej rutyny... teoretycznie, bo w praktyce rodzi się w nich wola walki o lepsze, szczęśliwsze i nie takie jak dotychczas wiedzione życie. A i dwa lata później cień wyjazdu nie pozwala o sobie zapomnieć.

piątek, 15 stycznia 2016

"Vege na diecie" - Magdalena Makarowska






Tytuł: Vege na diecie
Autor: Magdalena Makarowska
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 360






"Vege na diecie" to poradnik skierowany do osób, które chcą przejść na dietę wegetariańską. Produkty roślinne często kojarzone są jako lekkie i nietuczące. Wiele jednak z nich jest wysoko kalorycznych, a jako że często są jedzone w nadmiarze, sprzyjają tyciu, toteż książka ma na celu również wskazanie drogi ku temu, by zapobiec przybraniu zbędnych kilogramów. Poradnik zawiera przepisy wegetariańskie i zasady, którymi należy się kierować przy przejściu na dietę bezmięsną.

piątek, 30 października 2015

"Alkoholicy wysokofunkcjonujący z perspektywy profesjonalnej i osobistej" - Sarah Allen Benton





Tytuł: Alkoholicy wysokofunkcjonujący z perspektywy profesjonalnej i osobistej
Autor: Sarah Allen Benton
Rok wydania: 2015
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 450





Kiedy słyszymy hasło "alkoholik" przed oczami wyrasta nam obraz zarośniętego, zaniedbanego mężczyzny, z opuchniętą twarzą, w podartych, wybrudzonych ubraniach, leżącego gdzieś na ulicy. Zwykle wyobrażamy sobie alkoholików jako ludzi słabych, uciekających od problemów, nieporadnych życiowo, stroniących od pracy. Jednak czy tylko takie osoby można określać tym mianem?

Kiedyś usłyszałam, że duży procent biznesmenów to alkoholicy. Wtedy nie chciało to do mnie dotrzeć. No bo jak to? Osoby zaradne, potrafiące stworzyć coś z niczego i zarobić na tym grube pieniądze mogłyby sobie nie radzić z tak zdawać by się mogło prozaicznym problemem? Myślę, że nie tylko mnie ciężko było połączyć biznesmena-alkoholika z tym ze stereotypów.


wtorek, 14 kwietnia 2015

„Biorąc oddech” – Rebecca Donovan






Tytuł: Biorąc oddech
Autor: Rebecca Donovan
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 488







Mijają dwa lata od desperackiej ucieczki Emmy. Skończyła ona szkołę średnią i jest już na II roku studiów, jednak mimo upływu czasu demony przeszłości na każdym kroku dają jej o sobie znać. Wkrótce zaczyna sięgać po alkohol i zatracać się w eksperymentalnych doznaniach, które koją jej ból i zmniejszają poczucie winy. Pewna wiadomość sprawia, że będzie musiała choć na chwilę powrócić w rodzinne strony, a to wywoła nową  lawinę kłopotów w jej życiu. Jak Emma na nie zareaguje? Pogrąży się w mroku czy też może uda jej się odzyskać pogrzebaną nadzieję?

To już trzecia a zarazem ostatnia część trylogii pt. „Oddechy”. Jeśli chodzi o pierwszą część, to byłam nią zachwycona. Przy drugiej miałam pewne obawy czy sprosta swojej poprzedniczce, ale były one zbędne, gdyż równie dobrze mnie zaskoczyła. Natomiast w przypadku trzeciej części byłam już przekonana, że mnie oczaruje i… to mnie chyba zgubiło.

Nawet nie potrafię sformułować dokładnie gdzie leżał problem, ale coś mi w tej książce przeszkadzało. Trzeba przyznać, że przez dwie poprzednie części zżyłam się z główną bohaterką – spokojną, ale silną, trochę naiwną, ale przez to kochaną, uczynną, mającą swoje zasady dziewczyną. Jednak w tej części było inaczej. Alkohol, którego miała przenigdy nie tknąć, lał się u niej litrami (w pewnym momencie autorkę już całkiem poniosła wyobraźnia, opisując jak Emma w ciągu paru godzin sama wypiła butelkę wódki bez niczego do popicia czy przejedzenia…), seks z nieodpowiednimi osobami nie był niczym dziwnym i oczywiście przekleństwa już nie tylko z ust Emmy w przeciwieństwie do poprzednich części padały częściej. Rozumiem, że człowiek się zmienia i to czasem diametralnie, ale te wszystkie zachowania kompletnie nie pasowały mi do głównej bohaterki, bo były po prostu zaprzeczeniem jej dawnych zasad.

„Wydaje mi się, że wszystko, co w życiu robię , to płacz i rozpadanie się na kawałki.”

W książce zabrakło mi też trochę tragicznych wątków. W pierwszej części występowała przemoc fizyczna, w drugiej znowu psychiczna i mimo tego Emma była silną, niepoddającą się dziewczyną, która radziła sobie z życiem, wierząc we własne idee. To było zdecydowanie godne podziwu. W tej części nie wystąpiło nic przerażającego, żadne zjawisko jakoś silnie wpływające na dziewczynę, jednak ona na każdym kroku wpadała w czarną rozpacz i nie potrafiła wziąć swojego życia we własne ręce. Myślę, że powyższy cytat idealnie podsumowuje Emmę w tej części. Miałam wrażenie, że praktycznie jedyne co ona robiła to płakała. Rozumiem, że napotykały ją różne przykre sytuacje w jej życiu, ale reagowanie na wszystko płaczem to była już dla mnie irytująca przesada. Szczególnie w porównaniu do pierwszych części, gdzie to dzielnie stawiała czoła każdym przeszkodom.

I oczywiście wytłumaczenie jej ucieczki… dla mnie było kompletnie pozbawione logiki. Co to w ogóle za pomysł chronienia ukochanej osoby przez sprawienie jej najgorszego bólu, zrujnowanie jej życia i przy okazji zniszczenia też samej siebie? A kiedy już Evan zdołał się skontaktować z Emmą i wszystko mogłoby się ułożyć jak najbardziej pomyślnie, ta unikała go i nie chciała mieć z nim do czynienia… Nie rozumiem tego w ogóle, nie umiałam utożsamić się w tej części z bohaterką i to pewnie dlatego moje bardziej negatywne uczucia co do tej części.

Ale dosyć o wadach. Książka ta tak samo jak dwie jej poprzedniczki jest niezwykle emocjonalna, poruszająca i bolesna. Tak silne emocje jak tu rzadko można znaleźć w innych książkach. Na dużą uwagę zwraca tu Sara, jak zwykle pomocna i oddana Emmie, pomimo że nie zawsze zgadzała się z jej wyborami, a także nowe przyjaciółki głównej bohaterki, które mimo że znały ją krótko, były jej wierne i lojalne pomimo skomplikowanego charakteru i odtrącającej postawy dziewczyny. Także Evan zdeterminowany, by złożyć to, co kiedyś rozprysło się na kawałki i uleczyć rany ukochanej dziewczyny. Nie wiem, jak to dokładnie określić, ale ta książka ma w sobie pewną magię. To chyba miłość i oddanie sprawiają, że wydarzenia i dialogi bohaterów choć z pozoru proste, opisane są w niesamowitym stylu. Słowa tego nie opiszą, po prostu żeby poznać ten niezwykły klimat, trzeba tę książkę przeczytać.

W powieści tym razem na przemian poznajemy myśli i zachowania z punktu widzenia nie tylko Emmy ale i
Evana. Stanowi to ciekawy, a zarazem konieczny zabieg pozwalający wyjaśnić pewne wątki związane z przeszłością Evana i odkryć jego tajemnice. To sprawia, że kończymy książkę bez żadnych niedomówień, zamykając historię Emmy i wszystkie wątki z nią związane.

Myślę, że „Biorąc oddech” wypada nieco słabiej na tle poprzednich książek z tej serii. Mimo to uważam, że warto po nią sięgnąć, by rozwiać wszelkie tajemnice Emmy. Może należy tylko podejść do niej z pewnym dystansem i nie oczekiwać po niej równie fenomenalnej historii. A odnośnie już całej trylogii, to serdecznie zachęcam do zapoznania się z nią.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Feeria.

poniedziałek, 23 lutego 2015

„Oddychając z trudem” – Rebecca Donovan






Tytuł: Oddychając z trudem
Autor: Rebecca Donovan
Rok wydania: 
2015
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 544







Emma nie pamięta nic z katastrofalnej nocy, jaka miała miejsce w domu jej wujostwa. Jej największy horror - ciotka Carol nie może jej już na szczęście zagrozić. Od tej pory próbuje wieść życie zwykłej nastolatki z przyjaciółką Sarą i chłopakiem Evanem u boku. Jednak każdej nocy budzą ją koszmary, a przeszłość bezustannie daje o sobie znać. Pewnego dnia postanawia zamieszkać ze swoją matką, która przed laty ją porzuciła. Ta decyzja przyniesie ze sobą jednak duże konsekwencje, a także przywróci pochmurne wspomnienia z pogrzebanej, dalekiej przeszłości.

Po udanej pierwszej części trylogii „Oddechy” w końcu nadszedł czas, by zapoznać się z jej kontynuacją. Nie ukrywam, miałam co do niej pewne obawy, gdyż jak to często bywa po bestsellerowych pierwszych częściach, pisarzom ciężko jest sprostać wysokim poprzeczkom, jakie sami sobie postawili.

Początkowo wszystko wydawało się nad wyraz sielankowe. Emma w końcu przestała mieszkać ze swoją patologiczną, przyszywaną rodziną. Jej życie zaczęło polegać na spotkaniach z chłopakiem, pogaduszkach z przyjaciółką, imprezach, treningach i staraniach o przyjęcie na studia. W końcu nie doświadczała już przemocy fizycznej i wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. I kiedy już zaczynałam się rozczarowywać zbyt lekką fabułą książki, która zdawała się podchodzić pod przeciętną młodzieżówkę…

Zaczęły pojawiać się problemy – problemy z matką alkoholiczką o niezrównoważonej osobowości. Jednego dnia była kochającą, troszczącą się rodzicielką, drugiego znowu bezlitosną, pełną nienawiści oskarżycielką. Bezbronna Emma starała się pomóc i trwać przy matce za wszelką cenę, nawet gdy ta raniła ją w samo serce.

Książka jest pełna tak silnych, bolesnych emocji, że czytanie niektórych fragmentów naprawdę przychodzi z wielkim trudem, a wczuwanie się w rolę bohaterki przynosi spory ból. Najgorsze jest to, że Emma podobnie jak w poprzedniej części tłumi w sobie wszystkie emocje, nie chcąc ranić swoich bliskich, nie dzieli się z nimi swoimi problemami, mimo ich nalegań. To jedna z mocniejszych, uderzających w psychikę książek, jakie czytałam. I naprawdę po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, po końcu lektury miałam ochotę sięgnąć po coś lekkiego, bo bałam się, że jakaś smutniejsza książka totalnie mnie przytłoczy.

Oprócz smutnych, bolesnych emocji w książce nie brakuje również tych pięknych, wzruszających. Emma na każdym kroku może liczyć na wsparcie i miłość Evana i Sary, którzy troszczą się o nią i pokazują, że jest dla nich ważna, co dla osoby o podburzanym bezustannie poczuciu własnej wartości ma duże znaczenie. Emma niestety często przyjmuje zamkniętą postawę, nie dając sobie pomóc i podejmując nieracjonalne decyzje, które ciężko zrozumieć.

Pod koniec książki autorkę może trochę za bardzo ponoszą wodze wyobraźni, co przejawia się w kreacji paru mało prawdopodobnych wydarzeniach.

Zakończenie książki pozostawia sporo do myślenia. Dlaczego Emma podjęła taką a nie inną, przesądzającą o losach jej i bliskich decyzję? Naprawdę czasem ciężko było mi zrozumieć motywy działania tej dziewczyny. Teoretycznie chciała wybrać jak najlepsze rozwiązanie, jednakże chcąc nie chcąc przynosiło ono wszystkim spory ból. „Oddychając z trudem” to niezwykle emocjonująca, chwytająca za serce książka. Po pierwszej części wydawało mi się, że wszystko zostało już powiedziane i trudno było mi sobie wyobrazić, co też autorka może jeszcze wymyślić. A jednak działo się i to dużo, a sama książka udowadnia, że słowa potrafią ranić bardziej niż czyny. Jak pierwszą tak i drugą część serii jak najbardziej polecam, a póki co z niecierpliwością czekam na ostatnią już pozycję trylogii.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria.

wtorek, 7 października 2014

„Powód by oddychać” – Rebecca Donovan







Tytuł: Powód by oddychać
Autor: Rebecca Donovan
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 496






Emma Thomas jest z pozoru typową szesnastolatką. Chodzi do szkoły, gdzie jest nieco cichą i starającą się nie rzucać w oczy osobą, ale również zdolną i pilną uczennicą. Jednak kiedy wraca do domu, wcale nie może liczyć na chwile odprężenia ani spokoju. To tutaj musi na każdym kroku liczyć się z tym, że za chwilę może zostać dotkliwie pobita za każdy najdrobniejszy szczegół. Codziennie odlicza dni do chwili, w której opuści swoje miejsce zamieszkania i wyjedzie na studia. Kiedy do szkoły przybywa nowy chłopak, Evan, od razu zaczyna zwracać uwagę na Emmę. Ta jednak nie chce mieć z nim nic wspólnego, gdyż wie, że w jej sytuacji nikt nie może się do niej zbliżyć. Z czasem jednak granica między nimi zanika, a Emma zaczyna dostrzegać w życiu nie tylko ciemne strony.

Historia Emmy, chyba każdy kto książkę przeczyta, się ze mną zgodzi, jest smutna i niesprawiedliwa. Miejsce, które powinno być azylem dziewczyny i jej ostoją, które kojarzy się z miłością i wsparciem, w tym przypadku jest kumulacją nieuzasadnionej nienawiści i źródłem strachu. Emma to uczennica zgarniająca najwyższe stopnie, utalentowana w sporcie, a także będąca redaktorem gazetki szkolnej. W domu bez zająknięcia spełnia wszystkie swoje obowiązki. Myślę, że każdy chciałby mieć takie dziecko, jednakże opiekunowie Emmy wcale nie są z niej dumni ani zadowoleni. A wręcz przeciwnie robią wszystko, by uprzykrzyć jej życie w najgorszym tego słowa znaczeniu.

„Szale na wadze mojego życia prawie się zrównoważyły, ale, jak zwykle, nie zbalansowały się idealnie. Kiedy już coś się poprawiło, coś innego musiało legnąć w gruzach. Zaakceptowanie tego było najtrudniejszą lekcją, którą musiałam odrobić.”

W książce opisane są wstrząsające chwile znęcania się nad dziewczyną przez jej własną ciotkę. Uprzedzam, że mogą być one ciężkie do przeczytania dla osób o słabych nerwach. Nie ma w nich wcale przesłodzonych wizji. Są ostre narzędzia, krew, siniaki, głębokie rany, ból i wymioty. Nieraz w trakcie czytania zastanawiałam się, co naprawdę popycha ludzi do tak pełnych nienawiści, drastycznych zachowań. Czy okrucieństwo jest cechą wrodzoną, czy może nabytą, ukształtowaną poprzez nieprzyjemne sytuacje w życiu oprawcy? Tak czy inaczej chyba nigdy nie zrozumiem, jak znęcanie się nad słabszym może przynosić tak chorą satysfakcję jak ciotce Emmy.

Oprócz smutnych emocji, książka zawiera również te pozytywne. Dzięki upartej postawie Evana nie odstępującego Emmy na krok, dziewczyna odżywa, zaczyna dostrzegać pozytywne strony życia. W końcu odzyskuje pewność siebie i poczucie własnej wartości nieustannie podburzane we własnym domu. Odczuwa, że istnieje ktoś, kto ją kocha i dla kogo jest najważniejsza na świecie.
Chłopak ma znaczący wpływ na jej poczucie szczęścia, jednak nie tylko on. Emma ma również Sarę, najlepszą przyjaciółkę, która mimo tego, że różnią się diametralnie, bezustannie stoi u jej boku, troszczy się o nią i trzyma kciuki za dziewczynę, nawet gdy ta robi rzeczy niekoniecznie zgodne z jej poglądami. Sara jest doskonałym przykładem na to, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.

W książce znalazły się dwa fragmenty, które znacząco mnie wzruszyły. Pierwszy z nich dotyczył pogodzenia się Emmy i Sary po kłótni. Myślę, że momenty przeprosin, przyznania się do winy i przebaczenia zawsze w jakiś sposób poruszają i nie zabrakło tego i w tej książce. Drugim był już sam epilog zawierający piękną refleksję na temat miłości i wyboru między nią a… czymś równie kuszącym, ale czym zdradzać nie będę, to już sami musicie przeczytać.


„Powód by oddychać” to pełna emocji, poruszająca powieść, pokrzepiająca serca i przynosząca nadzieję na lepszą przyszłość. Jest to książka z gatunku młodzieżowych i myślę też, że osoby w wieku Emmy najlepiej by się w jej historii odnalazły. Jednak mimo że osobiście dawno temu miałam 16 lat, powieść czytało mi się bardzo dobrze i jestem pewna, że nie tylko mnie porwie historia Emmy.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Feeria.

poniedziałek, 28 lipca 2014

„Perfekcyjna kobieta to suka” – Anne-Sophie Girard, Marie-Aldine Girard







Tytuł: Perfekcyjna kobieta to suka
Autor:
Anne-Sophie Girard, Marie-Aldine Girard
Rok wydania: 
2014
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 160






Zazwyczaj czytam książki smutne, druzgoczące, o problemach i najlepiej przy tym wszystkim jeszcze bez happy endu. Co mnie zatem podkusiło, żeby sięgnąć po pozycję o zgoła innej tematyce? Otóż już sam jej tytuł, chwytliwy i figlarny, obok którego ciężko było mi przejść obojętnie.

Książka ta, jak napis na jej okładce wskazuje, to „Poradnik przetrwania dla normalnych kobiet”, chociaż z typowym, poważnym poradnikiem ma ona jednak mało wspólnego. Mimo że zawiera sporo rad i zasad, teorii i kompleksów, a nawet wykresów i testów, należy podchodzić do nich wszystkich z wielkim przymrużeniem oka.

Szczerze powiedziawszy miałam przed tą książką pewne obawy. Zastanawiałam się czy nie napotkam w niej głupawego humoru, któremu bliżej będzie miana żałosności niż zabawności, jednakże moje obawy okazały się niesłuszne. Już od pierwszych stron książka sprawiła, że uśmiech wykwitł mi na twarzy i właściwie nie schodził z niej aż do końca lektury.

Może nie w każdym opisywanym przypadku, lecz na pewno w wielu z nich jesteśmy w stanie utożsamić się z normalnymi, nie perfekcyjnymi kobietami, śmiejąc się z komicznych zachowań, jakie same poczyniamy. W opozycji do postępowania niewiast nieidealnych mamy również przedstawione przykłady stylu życia pełnych sukcesów kobiet perfekcyjnych czyli suk, również obdarzone niemałą dawką humorystyczną.  

Dzięki książce dowiemy się między innymi, czy mamy gówniane życie, jakim cudem ludzie sprawiają, że wierzymy w ich fantastyczne życie, czy jesteśmy już „za stare na te głupoty”, jak bosko wychodzić na zdjęciach, jak zachować godność w stanie upojenia alkoholowego, a także wiele innych rzeczy.

Jeśli można mówić o minusach tej pozycji  to jest nim to, iż jest ona bardzo krótka i czyta się ją błyskawicznie. Chętnie spędziłabym dłuższy czas przy tej zabawnej lekturze, jednakże niestety nawet się nie obejrzałam, a już dobiegłam z nią końca.

Książka zawiera w sobie również pewien wartościowy przekaz. Zachęca do podchodzenia z dystansem do świata jak i samej siebie. Pokazuje, że życie innych mimo iż często wydaje się idealne, to tak naprawdę jest to tylko kwestia punktu widzenia i często wcale nie jest tak kolorowe, jak w to wierzymy. I wreszcie nawołuje do zatrzymania się w odwiecznym dążeniu ku perfekcji, zaakceptowania swojego życie takim, jakie jest i pokochania nieidealnej siebie.


„Perfekcyjna kobieta to suka” to krótka, lekka i przyjemna lektura z ogromną dawką humoru, wprost idealna na poprawę nastroju.

piątek, 11 lipca 2014

„Bądź swoją siłą przez 365 dni roku” – Demi Lovato







Tytuł: Bądź swoją siłą przez 365 dni roku
Autor:
Demi Lovato
Rok wydania: 
2013
Wydawnictwo: 
Feeria
Liczba stron: 416






Jeśli słyszałam gdzieś nazwisko Demi Lovato, kojarzyło mi się ono wyłącznie ze światem disneyowskim i muzyką z gatunku pop. Fakty te, przynajmniej w moich oczach, nie wróżyły zatem wobec tej książki nic dobrego. Toteż kiedy rozlała się fala zachwytów nad nią, zdziwiła mnie, ale i zaintrygowała taka reakcja czytelników. W końcu postanowiłam też na własną rękę przekonać się, czy publikacja ta warta jest  tak dobrej opinii, jaką otrzymała.

Książka „Bądź swoją siłą przez 365 dni roku” podzielona jest na dokładnie 365 dni. Na każdy z nich przypada cytat jakiejś znanej osoby m. in. Arystotelesa, Roosevelta, Rowling, Monroe,  a następnie rozwiniecie tej myśli przez autorkę oraz postawiony nam przez nią cel do zrealizowania.

Demi Lovato mimo młodego wieku przeżyła już wiele nieszczęścia. Zagubiona w mrokach swojego życia przez lata poddawała się samookaleczaniu, anoreksji, bulimii oraz uzależnieniom. Ostatecznie dzięki pomocy innych oraz własnej sile wygrała również walkę z depresją i dziś jest szczęśliwą dziewczyną.

Demi Lovato dzieli się z nami swoimi radami i wskazuje na to, co robić, by żyło się lepiej, bardziej pozytywnie. Uczy by działać w zgodzie z samym sobą, mimo przeciwności losu. Pokazuje, jak złe emocje skierowane wobec innych tak naprawdę działają wyłącznie na naszą niekorzyść, niszcząc nas samych. Zachęca do akceptacji i miłości względem samego siebie, które to wartości stanowią fundament do szczęśliwego życia.

Książka wymaga skupienia się i dłuższego zastanowienie. Mimo że na niektóre dni przypada zaledwie kilka zdań, można by pomyśleć, że czyta się ją błyskawicznie, jednakże to tylko pozory. Każda ze stron skłania do refleksji nad własnym życiem i samym sobą, a także do rozmyślań nad tym, co można zrobić, by się zmienić na lepsze, więc tak naprawdę w trakcie czytania co jakiś czas należy się zatrzymywać.

„Bądź swoją siłą przez 365 dni roku” to nie książka, którą po jednorazowym przeczytaniu można odłożyć na półkę i pozwolić by zaczął zalegać na niej kurz. Jest to książka, do której w chwilach smutku zawsze możemy powrócić, by poszukać w niej motywacji i siły do życia bez względu na to, którą ze stron otworzymy.

Tak na marginesie jako że walory estetyczne zawsze miały dla mnie dużą wartość i często np. zachwycałam się okładkami książek, tak i tu muszę zwrócić uwagę na urozmaicenie jakie stanowiły wizerunki lecących ptaków przed każdym miesiącem. Co więcej ich liczba z każdym kolejnym okresem wzrastała i była równa pozycji jaką przyjmuje dany miesiąc w roku, zatem przed styczniem można było zauważyć tylko 1 ptaka, a przed grudniem już 12. Oczywiście ten algorytm spostrzegłam dopiero przy końcu lektury, ale… lepiej późno nić wcale.


Jeśli do muzyki jaką tworzy Demi Lovato jestem kompletnie nieprzekonana i raczej nigdy nie będę jej za nią cenić, tak w przeciwieństwie do niej książkę uważam za wartą uwagi i zdecydowanie polecam. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Feeria.