niedziela, 11 czerwca 2017

Kwiecień i maj 2017 - podsumowanie!

W tym poście postanowiłam złączyć ze sobą podsumowania dwóch ostatnich miesięcy. Kwiecień mijał mi bardzo szybko i zanim się zorientowałam, upłynęła już ponad połowa maja, a wtedy nie było sensu bawić się w podsumowanie. Drugim powodem jest to, że właściwie w kwietniu nie działo się nic nadzwyczajnego... a może po prostu wszystko wyleciało mi z pamięci ;p
Kielce
W każdym razie kwiecień mijał mi głównie na:

Po pierwsze chodzeniu na staż. Choćby wczoraj pamiętam dzień, w którym jako po raz pierwszy pojawiłam się w tej firmie. Tymczasem jakby nie patrzeć leci mi już 3-ci miesiąc :o

Po drugie na chodzeniu na studia. Z ciekawszych rzeczy promotorka zabroniła mi pisać pracę magisterską na mój wymarzony i dawno wybrany temat, tym samym łamiąc mi serce. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i ostatecznie, jak to moja koleżanka określiła, przechodzę na ciemną stronę mocy i będę prognozować bankructwa przedsiębiorstw :)

Drinki z wieczoru panieńskiego
Po trzecie na chodzeniu na siłownię i zajęcia fitness. W tym miesiącu odkryłam i szczególnie przypadły mi do gustu zajęcia ze sztangami oraz z indoor cyclingu. Trzeba przyznać, że dużą rolę odgrywają tu prowadzący. Bo nawet najciekawiej brzmiące zajęcia może zepsuć mało nadający się do swojego zawodu trener. Na całe szczęście ta korelacja działa również w drugą stronę.

Maj z kolei rozpoczął się wieczorem panieńskim koleżanki w Krakowie. Po lekkim błądzeniu w końcu wylądowałyśmy na laserowym paintballu (który wywołał spore emocje i który szczególnie polecam), później na pizzy, na drinkach na mieście, by ostatecznie przenieść się na hostel i tam też bawić się do białego rana. Może to nie typowy wieczór panieński, jakiego bym się spodziewała, ale wspominam to wydarzenie bardzo miło.

W międzyczasie byłam też na krótkim wypadzie w Kielcach i szybkim zwiedzaniu tamtejszych urokliwych okolic.

Maj jak co roku nie mógł obejść się również bez obchodów juwenaliów. W tym roku byłam na koncercie Organka oraz Domowych Melodii. Ogółem bardzo lubię atmosferę jaka panuje na juwenaliach. Jest w tym na pewno coś niecodziennego.

Kurtosz z salami
A na sam koniec podrzucę zdjęcie dania, wokół którego o dziwo powstało wiele kontrowersji. Dawno temu jadłam kurtosza z kurczakiem i ilekroć komukolwiek o tym mówiłam, nikt nie chciał uwierzyć w tę wersję mięsną. Ludzie patrzeli na mnie spod byka, mówili, że wymyślam, że kurtosze to są tylko na słodko, a ja w swojej miłości do mięsa pewnie sobie coś takiego jedynie uroiłam. Więc po jakichś dwóch latach od ostatniego razu poszłam wreszcie na kurtosza z mięsem i tym razem nie omieszkałam zrobić zdjęcia. W razie jakichkolwiek wątpliwości będzie służyło jako dowód, że owszem, coś takiego jak kurtosz wytrawny istnieje.

11 komentarzy:

  1. też widziałam głównie słodkie wersje, na wytrwanie chciałabym spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja będę za miesiąc organizować wieczór panieński :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też nie wiedziałam, że jest wersja z mięsem, wygląda podobnie do tej na słodko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę,że prowadzić aktywny tryb życia. Gratuluje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi w mojej firmie minął rok - to dopiero jak zleciało! Nie wiem kiedy, nie wiem jak. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie mam zielonego pojęcia co to ten kurtosz :) Już sobie szukam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też jestem jak najbardziej mięchożercą, więc na takiego kurtosza to i ja z przyjemnością bym się skusiła i popiła go takim dobrym kolorowym drinkiem! :D

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na jakim wymarzony temat chciałaś pisać pracę?:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że wieczór panieński już za mną :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wieczory panieńskie to jest to...super wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow, kurtosz z mięsem, ale czad :D

    OdpowiedzUsuń