sobota, 1 sierpnia 2015

Lipiec 2015 - podsumowanie!

Podobno jeśli chce się rozśmieszyć Boga, należy opowiedzieć mu o swoich planach. W ostatnim poście podsumowującym nakreśliłam dwa z nich i... tak, wcale ich nie spełniłam. Nie byłam mianowicie wcale na żadnym koncercie. Miałam też przeczytać mnóstwo książek, a... przeczytałam tak minimalną liczbę, że sama sobie nie dowierzam. Moja wina, że ostatnio trafiam na same irytujące? ;p  Co więcej zalegam z recenzjami książek, które przeczytałam chyba jeszcze nawet w maju i powoli godzę się z tym, że już ich nie napiszę - nie lubię pisać nie na bieżąco. Aha, pisałam jeszcze, że będę chodzić na siłkę i to jedno akurat mi się udało.

Nadmorskie granity ;)
Co zatem działo się w lipcu? Byłam nad morzem! Jak do tego doszło? Zaczęło się krótką konwersacją: "Pojechałabym gdzieś na parę dni...", "Ja też... to gdzie jedziemy?". Wyjazd dość spontaniczny. Niestety było mnóstwo problemów, począwszy od braku wolnych miejsc noclegowych, przez brak miejsc w pociągu (nawet z przesiadką! nawet w pendolino!). Po wielkie poszukiwania kwatery już na miejscu, której adresu nie wykazywał GPS (bo jak się okazało to nowa ulica). Największym jednak z nich i nie wiem już teraz czy bardziej przerażającym czy śmiesznym była podróż... złym pociągiem. Na szczęście konduktor ani nie wlepił nam mandatu, ani z pociągu nie wywalił, ani nie zrobił niczego wbrew nam :) Podróż powrotna przebiegła za to w spokoju i bezproblemowo. A cały wyjazd mimo braku upałów i powyższych przygód wspominam bardzo pozytywnie.

Lipiec upłynął mi również na licznych poszukiwaniach wczasów zagranicznych, na które szykowałam się od długiego czasu i analizowaniu od góry do dołu każdej oferty chyba każdego biura podróży. Ale w końcu jest - kraj wybrany, zaliczka wpłacona, miejsce zarezerwowane. Do wyjazdu jednak jeszcze sporo czasu, bo odbędzie się dopiero pod koniec września ;)

Chyba rzeczywiście trzymaliście kciuki pod moim ostatnim wpisem podsumowującym w sprawie praktyk, bo dawno po obiecywanym czasie niespodziewanie dostałam odzew i zaproszenie na dzień próbny, a następnie wiadomość, że zostałam przyjęta. Na praktykę, a w rzeczywistości to do długofalowej pracy (o ile nikt nagle nie zmieni zdania, bo mam wrażenie, że w tym miejscu to nigdy nic nie wiadomo ;p). Z jednej strony się cieszę, a z drugiej jest to równoznaczne z tym, że będę musiała zrezygnować ze swojego drugiego planu, ale... co się odwlecze to nie uciecze. Czy wszystko jednak pójdzie po mojej myśli, będę mogła napisać dopiero w kolejnym podsumowaniu. Dlatego w dalszym ciągu kciuki możecie trzymać ;)

19 komentarzy:

  1. rzeczywiście się działo, nie dziwię się, że nie zrealizowałaś wszystkich planów...podróż innym pociągiem? To ciekawe :) jak to się stało?
    jestem też ciekawa, gdzie wybierasz się pod koniec wrzesnia. i gratuluję stażu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a stało się tak, że jechałyśmy z przesiadką i do odjazdu drugiego pociągu miałyśmy około 50 minut, więc czekałyśmy i nagle zaczęli nadawać komunikat, że ten nasz pociąg przyjedzie jeszcze z 40 minutowym opóźnieniem. No to nic, czekamy, czekamy i w końcu zaczynają mówić, że nadjeżdża pociąg do naszej miejscowości z naszego peronu, pytamy się konduktora, czy na pewno tam jedzie, on na to że tak, no to ok. Jedynym "problemem" było to, że spóźnił się tylko 15 minut od naszego planowego odjazdu, a my wtedy niczego nieświadome jeszcze się cieszyłyśmy, że tak mało. Zresztą bardziej się martwiłyśmy, by wsiąść w dobrą część pociągu, bo w Gdyni się rozczepiał na dwie części, które jechały w różne strony ;p No i niestety okazało się, że to był wcześniejszy pociąg, który też przyjechał z kilkudziesięciu minutowym opóźnieniem, a my powinnyśmy jechać tym, który przyjechałby jeszcze później ;)
      A wybieram się do Grecji :) Dziękuję!

      Usuń
  2. Kciuki trzymam! Miałaś szczęście do konduktora... Ja byłam w kwietniu w Poznaniu i kupowałam bilety, jedne ze zniżką studencką dla mnie i znajomej, a drugi dla naszych znajomych z inną zniżką. I facet kazał im kupić nowe bilety, bo nie ma na bilecie ich nazwiska tylko moje... Ech, no kiedyś się będę z tego śmiać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, no to kiepsko :/ Nasz konduktor był bardzo fajny, cały czas żartował, więc jak powiedział, że jesteśmy w złym pociągu, to na początku byłam przekonana, że sobie robi z nas jaja, ale jednak nie ;p

      Usuń
  3. Ja nigdy nie planuję, bo z moich planów nic nie wychodzi. Cieszę się, że układa Ci się coraz lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. To ciekawe miałaś przeżycia i gratuluję praktyk! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo się u Ciebie wydarzyło w lipcu :) Trzymam kciuki i udanego wyjazdu ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też chciałam zacząć chodzić na siłkę... do tej pory karnet leży nie tknięty. Zatem zazdroszczę determinacji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. arbuz:D mniam mniam! a siłka mi nie potrzebne mam mięśnie od chodzenia xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam aż nadto dobrze to powiedzenie:-) Wręcz ilekroć sobie coś zaplanuję i stwierdzę, że tak musi być, to jest dokładnie odwrotnie... Dobrze, że chociaż wypoczęłaś nad morzem:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. też bym wybrała się nad morze

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasem planowanie nie idzie w parze z przyszłością, niestety. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje kciuki się jednak na coś przydały :D
    Nad morzem nigdy nie byłam :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Sama w tym roku odpuściłam sobie morze i pojechałam na mazury :D
    Jak widać podróż była obfita w różne przygody :))
    A kciuki na pewno będę trzymać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję, że zostałaś przyjęta :D Ja nad morze dopiero planuje się wybrać :D

    OdpowiedzUsuń