niedziela, 1 lutego 2015

Styczeń 2015 - podsumowanie!

Jak wcześniej wspominałam, zaczynam nowy cykl postów podsumowujących każdy miesiąc. Wreszcie na koniec roku będę mogła przypomnieć sobie, co też konkretnie się działo, bo zawsze jeśli drugą część roku jeszcze ogarniam, tak z pierwszą... jest słabo. Mam nadzieję, że taki cykl Wam (jak i mnie) się spodoba, a tymczasem zapraszam do czytania i oglądania.

Zacznę od nieco negatywnej strony, by zakończyć tą pozytywną :) Cóż, stycznie to raczej nie moje miesiące... od paru lat coś jest w nich dla mnie nie tak, ludzie mnie rozczarowują i łapie mnie wtedy jakiś przygnębiający nastrój. Może to perspektywa "czystej kartki" związanej z nowym rokiem, którą trzeba zapełnić, a czasu jest dużo i to paradoksalnie niebezpieczne, gdyż zmniejsza motywację?
Oprócz tego mam wrażenie, że niewesoły początek stycznia wyglądał jak "kopiuj-wklej" z zeszłego roku... A podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki... W każdym razie zły nastrój odnośnie pewnej sytuacji już mi przeszedł, a ja pozostałam z lekcją dla siebie, że nie każdy kto nie mówi o sobie jest (jak twierdzi) tajemniczy, ale może chcieć po prostu zataić niechlubną prawdę.
W tym miesiącu zrezygnowałam też z pewnego przedsięwzięcia, w którym brałam udział przez jakieś pół roku. Nie było to dla mnie łatwe, ale chyba póki co nie dla mnie... Jakąś wiedzę dzięki niemu posiadłam i teoretycznie będę mogła w sumie do tego wrócić... teoretycznie. Ale jakiś żal mimo wszystko pozostaje.
























Na początku roku udało mi się zakupić na promocji wypasione, czarne krzesło biurowe. Początkowo nie mogłam się do niego przyzwyczaić, ale teraz muszę przyznać, że jest naprawdę wygodne. Wspominałam ostatnio, że najchętniej czytam właśnie na krześle z nogami na biurku, więc nowy mebel oceniam tym bardziej na plus.

A propos książek... w tym miesiącu przeczytałam jakieś 3,5 pozycji. Mimo to, biorąc pod uwagę perspektywę zaliczeń i egzaminów, nie uważam tego za zły wynik, szczególnie, że jedna z nich liczyła około 560 stron, więc to prawie jak dwie ;) Gorzej, że zalegam z recenzjami, ale jakoś to nadrobię.

A co do studiów... z każdym semestrem zaczynają się coraz większe schody i wredniejsze podejścia prowadzących. Uwielbiam hipokrytyczne hasła ćwiczeniowców, że nie chcą odbierać nam szans na pierwsze terminy z egzaminów, po czym rzucają kolosami, których nie da się rozwiązać i to nie tylko jeśli chodzi o stronę merytoryczną ale i techniczną. Tym oto sposobem 2 egzaminy mam "z głowy" jeśli chodzi o pierwszą sesję :/ Pomijając je, w styczniu miałam już 2 egzaminy, z czego z jednego mam już wyniki i wiem, że zdałam :) Przynajmniej jeden z głowy... szkoda tylko, że był on najłatwiejszy, ale zawsze to już coś. Teraz zostały jeszcze 4 do napisania w bliższej czy też dalszej przyszłości.

Stwierdziłam, że chcę, by rok 2015 był rokiem zmian mojej osoby zarówno pod względem wewnętrznym jak i zewnętrznym. Nie będą to drastyczne zmiany, ale małe kroki, które jednak mogą w całokształcie doprowadzić do czegoś dobrego - zobaczymy.
Także od stycznia po całych dniach czytania o pielęgnacji włosów, zaczęłam sama o nie dbać. Myślałam, że nie będę mieć do tego cierpliwości, a początkowo miałam wrażenie, że moje włosy po użyciu różnych specyfików wyglądają dużo gorzej niż wtedy, gdy traktowałam je wyłącznie pierwszym lepszym szamponem. Ale... z czasem przyzwyczaiłam się do nakładania odżywek czy masek i zauważyłam też lekką poprawę moich włosów. Oto kosmetyki, których między innymi używam, choć nie tylko do nich się ograniczam:
























A to już inny kosmetyk - żel pod prysznic. Nie był mi potrzebny, ale... wygląda uroczo, czyż nie? Więc nie mogłam go nie wziąć, tym bardziej, że kosztował tylko 3 zł. Ach, no i pasuje mi do swetra i bransoletki zakupionych w tym samym dniu na promocji (jakby ta korelacja miała mieć jakiekolwiek znaczenie ;p)
Jeśli chodzi o zmiany wewnętrzne, to zaczęłam m. in. brać udział w Rozwojowniku zorganizowanym przez Anię z bloga aniamaluje.com. To projekt rozrysowany na cały rok, mający wprowadzić zmiany w dotychczasowym życiu. Co tydzień powstaje nowe zadanie do wykonania i jeśli z pierwszym nie miałam większych problemów, tak później... było gorzej, ale nie poddaję się i będę walczyć, mam nadzieję, że do samego końca :) Ania to jedna z moich ulubionych blogerek, którą za wiele rzeczy podziwiam, dlatego zachęcam Was do udziału w jej projekcie czy też samego odwiedzenia jej bloga - można się z niego wiele dowiedzieć  :)

Na początku stycznia po tygodniach przekładania terminów, w końcu udało nam się z koleżankami zgrać i spotkać (no prawie w całości) na parapetówce, by móc uczcić przeprowadzkę jednej z nich. Impreza się udała, mieszkanie ma świetne, także nie pozostaje nic tylko pozazdrościć możliwości kolejnego kroku w dorosłe życie i jeszcze większej odpowiedzialności.
Z kolei później pierwszy raz piłam Grog. To napój na bazie rumu z dodatkami m.in. cynamonu i cytrusów. Na obecną porę roku jak najbardziej adekwatny.
A w przedostatnim dniu miesiąca po egzaminie poszliśmy ze znajomymi na piwo, które to wyjście przeciągnęło się do jakichś 6 godzin. Tym razem mało miało ono wspólnego z oblewaniem, a prędzej zalewaniem smutków, ale... jak stwierdził mój kolega, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło i nie musimy się spinać, by rozwalić 3 egzaminy z dnia na dzień pod rząd.
























I to by było chyba na tyle jeśli chodzi o styczeń... Post miał zostać opublikowany wczoraj, ale nie umiałam się z nim zorganizować ;p Mam wrażenie, że wyszedł mocno rozwlekły, niezbyt zsynchronizowany i że coś mi uciekło po drodze, ale ciężko całe 31 dni ująć w jednym miejscu. 
A Wam jak minął styczeń? :)

Plus z ogłoszeń parafialnych: zapraszam do udziału w dwóch ciekawych konkursach organizowanych przez wydawnictwo Harlequin Mira. Więcej informacji o nich TUTAJ i TUTAJ.

14 komentarzy:

  1. U mnie na studiach pani profesor zrobiła egzamin po czym po wynikach oznajmiła, że to byla zerówka :) a nikt tego nie wiedział i może i lepiej, bo na zerówkę to nie wszyscy by poszli :) czekam z utęsknieniem na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak oto powinien wyglądać udany początek nowego roku :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny pomysł na podsumowywanie miesiąca - na pewno sobie dzięki niemu przypomnisz cały miesiąc, jak przyjdzie grudzień - a będzie to szybciej, niż się nam wszystkim wydaje...

    Zapraszam do mnie na www.maialis.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię robić podsumowania, to taki mój swoisty pamiętnik :) też zaglądam do Ani, ale nie znam rozwojownika, muszę o tym poczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie też styczeń był słaby, przeczytałam podobną ilość książek ;) Liczę na dużo lepszy luty :D

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie 3 ksiażki. POwoli staje siet o u mnie normą. Mam nadzieję, że moja dobra passa wróci. A tymczasem trzymam kciuki za Ciebie w lutym.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno będzie dobrze, głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę powodzenia w pielęgnacji włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba też muszę pomyśleć o takim Rozwojowniku.

    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe podsumowanie, życzę Ci aby wszystkie plany udało Ci się zrealizować :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czyli tak jakby przeczytałaś 4,5 książki. To wcale nie tak mało, gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń