Tytuł: Kiedy odchodzą na zawsze ci, których kochamy
Autor: Mary Sheepshanks
Gatunek: Autobiografia
Rok wydania: 1999
Wydawnictwo: Bertelsmann Media
Liczba stron: 496
Autor: Mary Sheepshanks
Gatunek: Autobiografia
Rok wydania: 1999
Wydawnictwo: Bertelsmann Media
Liczba stron: 496
Książka o charakterze autobiograficznym opowiada historię
Mary, która w wieku 21 lat wyszła za mąż za dyrektora szkoły, człowieka o 20
lat od siebie starszego. Początkowo nie do końca potrafiła odnaleźć się w nowym
świecie, urodziła córkę chorą na toksoplazmozę, która była skazana na śmierć.
Następnie kolejno przeżywała zgony swoich bliskich, by ostatecznie po latach
walki męża z chorobami również i jego pochować, co odcisnęło się na niej
głębokim piętnem.
Szczerze powiedziawszy moje uczucia co do tej książki w
miarę czytania znacznie się zmieniły. Początkowo w dużej mierze mnie ona
nużyła, nie potrafiłam dostrzec niczego interesującego w wierszach wplatanych
przez autorkę. Moje zdanie było takie, że większość z nas utraciła kiedyś kogoś
czy to bliższego czy też dalszego, jednak nie każdy od razu zabrał się za
pisanie książki na ten temat. Byłam nawet nieco zła na autorkę, ponieważ tuż po
śmierci zawsze otaczało ją grono licznych i prawdziwych przyjaciół, a także członków
rodziny, którzy dawali jej ogrom wsparcia i byli na miejscu zawsze kiedy ich
potrzebowała, a mimo to opisywała o swojej beznadziejnej sytuacji. Oczywiście
śmierć bliskich to coś okropnego, niemniej jednak uważam, że nie każdy miał po
niej tyle szczęścia, by móc liczyć na kogokolwiek, wielu musiało podołać swojemu
cierpieniu samodzielnie albo nawet borykało się ze swoim nieszczęściem, aż do
końca życia, toteż uznałam autorkę za nieco egoistyczną osobę. W trakcie
czytania książki nie wiem czy przez to, że coraz bardziej starałam się wczuć w
opisywaną sytuację, czy opisywanie refleksji autorki nieco się zmieniło, w
każdym razie zaczęłam nieco inaczej na to patrzeć. Zdałam sobie sprawę, że
pisarka dostrzega i
jest w dużej mierze wdzięczna za pomoc swoim bliskim. Godne
podziwu jest to, że mając około 60 lat zaczęła pracować, nie mając
wcześniej wyuczonego zawodu, co podniosło na duchu i zmotywowało inne osoby.
Dzięki temu co przeżyła była w stanie pomóc wielu innym osobom a i samą książkę
napisała ku pomocy innym. Nie trzeba nikogo stracić, wystarczy samemu przejść
jakiekolwiek głębsze nieszczęście, przez dłuższy okres czasu cierpieć, by czytając
niektóre fragmenty dostrzec, że autorka rzeczywiście była w czarnej rozpaczy.
Nawet jej wiersze, które początkowo nie miały dla mnie żadnej wartości, z
czasem zaczęłam doceniać i dostrzegać to, co autorka chciała przez nie
przekazać. Uważam, że książka jest warta przeczytania, zawiera liczne porady,
fragmenty, które można uznać za sentencje, niemniej jednak sądzę, że tylko
osoby, które przeżyły prawdziwe cierpienie, i to niekoniecznie związane ze
śmiercią bliskich, będą w stanie utożsamić się z autorką i dostrzec prawdziwe
piękno i sens książki.
Będę miała tę książkę w pamięci, bo od czasu do czasu chętnie czytam powieści w takim klimacie. :)
OdpowiedzUsuńNie przepadam za tego typu książkami. Rozumiem, że mogą pomóc innym przeżyć tragedię, ale mnie do siebie nie przekonują. Każdy przeżywa śmierć bliskich na własny sposób, każdy też potrzebuje moim zdaniem różnego rodzaju wsparcia i nie widzę tutaj uniwersalnych rozwiązań.
OdpowiedzUsuńZa smutna jak dla mnie. Książka z pewnością pomogłaby pogodzić się z tragedią. Póki co żyję szczęśliwie z rodziną u boku. Zostanę przy swojej fantastyce. :)
OdpowiedzUsuńhttp://shelf-of-books.blogspot.com/